Budząc lwy – Ayelet Gundar-Goshen – recenzja

Oj, długo mnie tu nie było – na blogu panowała prawdziwa przerwa wakacyjna 😀 Ale co ja Wam mogę powiedzieć – lato, wyjazdy, wszędzie dzieci (i to nie tylko moje…), chaos, krótkie noce oraz długie dni – trudno było znaleźć chwilę na sklecenie paru zdań! Ale wracam i to wracam ze wspaniałą książką, mądrą książką, wartościową książką, która wyszła w mojej ulubionej Serii z Żurawiem! Oto Budząc lwy izraelskiej pisarki Ayelet Gundar-Goshen.

Budząc lwy to utrzymana w konwencji thrillera psychologicznego opowieść o Ejtanie Grinie – wziętym lekarzu, którego ułożone życie rodzinne i zawodowe zostaje gwałtownie zburzone. Pewnej nocy Ejtan potrąca śmiertelnie człowieka, emigranta z Afryki i pod wpływem szoku (?) ucieka z miejsca wypadku. Następnego dnia do drzwi jego domu puka Sirkit, małżonka zabitego mężczyzny i tak rozpoczyna się ciąg zdarzeń, który może odebrać Ejtanowi wszystko, co ten kocha.

Ayelet Gundar-Goshen pisze bardzo dobrze – prostym, konkretnym językiem, który od czasu do czasu zbacza z utartych ścieżek, by podkreślić emocje i odczucia postaci. Narracja autorki jest wciągająca, ale też ciężka od trudnych uczuć, niepokojąca, męcząca. Męcząca do tego stopnia, że czytałam Budząc lwy bardzo powoli – po co cięższych fragmentach musiałam robić przerwy na przemyślenie i oderwanie się od bolesnych, a zarazem niezwykle mi bliskich tematów.

W historii Ejtana Grina najbardziej uderzyły mnie wątki poruszające kruchość i ulotność tego, co budujemy w życiu. Główny bohater stworzył wokół siebie dom o solidnych podstawach. Udane małżeństwo, zaangażowane rodzicielstwo, praca, która daje poczucie spełnienia i prestiżu, poziom moralny, który choć może nie jest bardzo wysoki, to jednak zapewnia wystarczającą integralność. I raptem dzieje się coś, co wszystkie te filary życia niszczy, łamie. Coś, co sprawia, że życie prawdopodobnie już nigdy nie będzie takie samo. A Ejtan Grin próbuje się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć, uratować ją i odzyskać, to co się da. Tak samo naznaczona utratą jest historia Sirkit- erytrejskiej emigrantki, która musiała porzucić swój dom i wszystko, co kocha.

Jednak Budząc lwy to książka wielowątkowa i rozbudowana – refleksje o życiu rodzinnym, rodzicielstwie i związkach przeplatają się z rozważaniami o zbrodni i karze, o odkupieniu. Bardzo ciekawy jest też obraz współczesnego Izreala, który wyłania się spomiędzy kart powieści. Izrael Gundar-Goshen to kraj podzielony, pełen konfliktów, niebezpieczny. Skrywający pod ładną powierzchnią brud i zło. A w tym niewesołym portrecie państwa znaczącą rolę odgrywają uchodźcy – ludzie rzuceni przez los na obcą ziemię, wyzyskiwani, żyjący w nędzy, w skrajnie złych warunkach. Ludzie gotowi na największe poświęcenie – pozostawienie swojego domu, swoich bliskich i funkcjonowanie, jako osoby wyjęte spod prawa, którym nie należy się nawet podstawowa pomoc medyczna. I doskonale autorce wychodzi konfrontacja traktowanych jak podludzie (i to pod każdym względem) uciekinierów z izraelską elitą o lewicowych i równościowych poglądach. Ayelet Gundar-Goshen porusza niezwykle istotny problem społeczny, a czyni to delikatnie, subtelnie i z niezwykłą klasą. Przewrotne i gorzkie jest też zakończenie, które wskazuje, który z wątków jest w tej historii najważniejszy.

Jeśli miałabym doszukiwać się w tej powieści wad, to mogłabym pomarudzić na fabułę, która momentami jest naiwna i mało prawdopodobna. Jednak niespecjalnie mi to przeszkadzało, bo tak naprawdę nie fabuła jest w tej powieści kluczowa. Budząc lwy to przede wszystkim głębokie i wnikliwe portrety psychologiczne postaci. Każdy z bohaterów jest inny, ale każdy jest autentyczny i przejmujący w swojej wyjątkowości, a Gundar-Goshen głęboko wnika w ich motywacje, w ich prawdę i w ich umysły. Dzięki temu powieść ta faktycznie jest thrillerem psychologicznym i to takim z najwyższej półki, który przeraża nie galopującą akcją, a demonami, które siedzą w środku współczesnego człowieka.


Budząc lwy czytałam długo i nie mogę teraz napisać, że to była przyjemna lektura. Kosztowała mnie dużo emocji, sporo autorefleksji i przemyśleń. Dlatego też nie jest to powieść, którą mogę polecić poszukiwaczom szybkich i intensywnych wrażeń. Myślę, że spodoba się ona miłośnikom ambitnej literatury z mniej znanych zakątków świata oraz mądrej i niebanalnej prozy psychologicznej. Warto czytać Budząc lwy, warto wejść w tę opowieść, bo to głęboka, wielowątkowa historia, która wstrząsa i zmusza do przemyślenia własnego życia i własnego miejsca w świecie. Dodatkowy plus należy się autorce za wyjątkowo trafne i mądre refleksje o rodzicielstwie.

Moja ocena: 8/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Po więcej literatury bliskowschodniej i o Bliskim Wschodzie zapraszam tu:

Dawid Grosman Wchodzi koń do baru

Piotr Ibrahim Kalwas Egipt: haram halal

Stephan Orth Couchsurfing w Iranie

  • Nie dla mnie, ostatnio nie lubię się męczyć, a właśnie jestem w trakcie czytania historii polski bardzo bardzo małym druczkiem 😀

%d bloggers like this: