Zupełnie normalna rodzina – M.T. Edvardsson – recenzja

Lubię powieści psychologiczne, thrillery psychologiczne i wszystkie pozycje, które w jakiś sposób próbują zagłębić ludzką naturę. Od kilku lat ciągnie mnie też do książek opisujących relacje między rodzicami i dziećmi, bo choć dziś moje maluszki potrzebują przede wszystkim bliskości i miłości, to już za parę lat ich instrukcja obsługi będzie zdecydowanie bardziej skomplikowana. A ja usiłuję się na to przygotować w sposób mi najbliższy, czyli przez lekturę. Wydawało się więc, że powieść M.T. Edvardssona Zupełnie normalna rodzina będzie dla mnie idealną pozycją, która da mi mnóstwo czytelniczej satysfakcji. Tak się jednak nie stało, bo ten międzynarodowy bestseller nieco mnie zawiódł. I dziś będę marudzić, ale tylko trochę, bo Zupełnie normalna rodzina ma też kilka mocnych stron.

Rodzinę Sandellów poznajemy w momencie największego kryzysu i największej próby. Jedyna córka Ulriki i Adama, dziewiętnastoletnia Stella, stoi przed sądem oskarżona o zabójstwo młodego mężczyzny. Sytuacja nie wygląda dobrze, wszystkie dowody wskazują na to, że dziewczyna jest winna. Rodzice jednak zdają się w to nie wierzyć i z całych sił próbują pomóc córce. Czy Stella faktycznie popełniła zbrodnię? A jeśli tak, to czy rodzice faktycznie powinni ją chronić? I jak daleko w tej ochronie mogą się posunąć? Ile poświęcą, by ratować własną rodzinę? Historię poznajemy z trzech perspektyw – najpierw o tym, co się zdarzyło opowiada ojciec, potem córka, na koniec matka. Każdy z bohaterów wnosi do opowieści nowe fakty w sprawie zabójstwa, ale też inne spojrzenie na przeszłość, dzieciństwo Stelli i na relacje w rodzinie.

Na początku trzeba postawić sprawę jasno. Zupełnie normalna rodzina z thrillerem psychologicznym ma wspólną: okładkę, rekomendacje na okładce i punkt wyjścia, którym jest morderstwo. Poza tym nie spodziewajcie się tu typowego dla thrillerów wyjątkowego napięcia wywołującego dreszcze na karku. Brakuje też obiecywanych wielkich zwrotów akcji, a rozwiązanie zagadki jest przewidywalne. Co więcej niektóre kwestie istotne dla fabularnych twistów są niemalże oczywiste – nie będę jednak pisać o co chodzi, bo przecież nikt nie chce tu spoilerów, prawda? 😉 Jeśli więc szukacie ciekawej powieści kryminalnej czy thrillera to spokojnie możecie sobie tę pozycję darować. Bo Zupełnie normalna rodzina to głównie psychologiczna powieść o zbrodni, rodzinie i rodzicielstwie oraz o konsekwencjach naszych wyborów. I tu sprawdza się dużo lepiej.

Poznajemy trzy punkty widzenia. Ojca, który marzy o normalnej, wzorcowej rodzinie. Córki-nastolatki buntującej się przeciwko światu, pełnej gniewu, który, jak się okaże, wcale nie jest pozbawiony podstaw. I matki, najbardziej zagadkowej i budzącej wątpliwości postaci. Każdy punkt widzenia przybliża nas do odpowiedzi na pytania kto zamordował i dlaczego to zrobił, ale też daje nam szerszy wgląd w codzienność przeciętnej szwedzkiej rodziny, w jej sekrety i trupy zamiecione pod dywan oraz w błędy, które jej członkowie popełniali. I właśnie w tym miejscu coś mi zgrzyta, a chyba wiem dlaczego! Otóż opowieść M.T. Edvardssona jest na wskroś szwedzka, skandynawska. Zarówno w warstwie narracji, która jest stosunkowo wyważona i mimo sensacyjnego tematu dość spokojna, jak i w samej historii. Dylematy bohaterów wydały mi się nieco sztuczne, stworzone na siłę, wręcz nienaturalne. Myślę, że wynika to w dużej mierze z różnego spojrzenia na rodzinę i na relacje z dzieckiem. Skandynawowie inaczej postrzegają tę część życia, do tego stopnia, że można mówić wręcz o różnicach kulturowych (przy okazji bardzo polecam reportaż Dzieci Norwegii Macieja Czarneckiego – świetnie pokazuje, jak ogromnie mogą się różnić podejścia do tematu u narodów mieszkających niemalże po sąsiedzku). Trudno było mi wczuć się w tę historię i w pełni zaangażować, cały czas czułam się jakby obok, ta opowieść nie była moja. Spodobały mi się natomiast portrety głównych bohaterów – prawdziwe, nielukrowane, wiarygodne. Cieszę się też, że M.T. Edvardsson uniknął taniej sensacji i prymitywnego grania na czytelniczych emocjach. Dzięki temu Zupełnie normalna rodzina zyskała klasę i poziom.


Oczekiwałam thrillera, a dostałam ciekawie skonstruowaną powieść psychologiczną. Niestety Zupełnie normalna rodzina mnie nie zachwyciła, nie poczułam tej historii, ale też nie mogę powiedzieć, że jest to lektura zła. Jeśli lubicie spokojniejsze książki, z elementami kryminału, jeśli ciekawi jesteście skandynawskiego spojrzenia na relacje międzyludzkie – ta powieść może się Wam spodobać. 

Moja ocena: 5,5/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Po więcej książek o relacjach rodzinnych zapraszam tu:

Martyna Bunda Nieczułość

Lauren Groff Fatum i furia

Zośka Papużanka Szopka

%d bloggers like this: