„Inkub” Artura Urbanowicza – najlepsza polska książka tego roku?

Twórczość Artura Urbanowicza poznałam zupełnie przypadkiem. W moje ręce wpadła (dosłownie wpadła, dostałam ją na spotkaniu blogerów książkowych) jego debiutancka powieść Gałęziste. Nic o niej wcześniej nie słyszałam, właściwie to nawet nie planowałam jej czytać, ale akurat szukałam czegoś lekkiego na wakacje i przyciągnęła mnie mroczna okładka. To był strzał w dziesiątkę, bo Gałęziste okazało się książką niebywale wciągającą (choć napisaną nieco… nieporadnie). Rok później Urbanowicz wypuścił Grzesznika, ale opis fabuły niespecjalnie mnie zainteresował. Miałam jednak nadzieję, że autor wróci jeszcze do leśno-wiejskich klimatów, którymi tak mnie zachwycił w swojej debiutanckiej książce. Tak się stało! Od kwietnia w księgarniach można kupić jego najnowszy horror, który idealnie wpasował się w mój czytelniczy gust. I mogę Wam już teraz powiedzieć, że to jest naprawdę dobra, wyjątkowo porywająca rzecz! Tak dobra, że aż musiałam postawić sobie pytanie: czy Inkub Artura Urbanowicza naprawdę ma szanse na zostanie najlepszą polską powieścią popularną tego roku? 🙂

W niemalże odciętej od świata wsi Jodoziory ludzie chorują, awantury domowe są częstsze niż gdzie indziej, a telefony komórkowe wariują. Gdy dochodzi tu do bardzo dziwnej śmierci małżeństwa, które dosłownie zamienia się w popiół, policja przygląda się Jodoziorom nieco dokładniej. Kiedy pracujący nad sprawą funkcjonariusz popełnia samobójstwo, Vytautas Cesnauskis, wschodząca gwiazda suwalskiego wydziału kryminalnego, postanawia sprawdzić, co naprawdę wydarzyło się w wiosce. Vytautas prowadzi śledztwo i aby dojść do prawdy zaczyna zagłębiać historię okolicy. Równolegle poznajemy dramatyczne losy mieszkańców Jodozior, którzy w latach siedemdziesiątych XX wieku musieli zmierzyć się z niewyobrażalnym złem.

Jacques de Gheyn

Inkub Artura Urbanowicza to pełnokrwisty horror. I to taki za którym przepadam najbardziej! Straszny, niepokojący, ale zarazem subtelny, wywołuje na karku dreszcze, ale robi to w mało brutalny sposób. Nie ma tu flaków, morza krwi i obrzydliwości (których ja osobiście w książkach nie lubię), a strach w czytelniku wzbudza to, co nieznane, tajemnicze i nieodkryte, a także to, czego w życiu boimy się najbardziej – choroby, szaleństwo, śmierć, samotność. Poza tym napięcie wzmaga niepowtarzalna atmosfera odciętej od świata wioski w której zło unosi się w powietrzu i nie odpuszcza ani na moment. Mnóstwo tu czarów, mistycyzmu, demonów i tajemnic. Mnóstwo tu grozy, ludzkich dramatów, walki dobra ze złem. Jeśli chcecie poczuć dreszcze strachu na karku i zanurzyć się w wyjątkowym mrocznym klimacie Inkub Artura Urbanowicza sprawdzi się idealnie.

Zresztą Inkub straszy nie tylko mroczną atmosferą i odwoływaniem się do naszych największych lęków. Artur Urbanowicz trzyma czytelnika w nieustającym napięciu, bo dzięki równoległemu opisywaniu wydarzeń z roku 1971 i 2016, swobodnie operuje suspensem. Inkub jest książką niemalże nieodkładalną, a czytelnik nieustannie drży z emocji. W ogóle, mimo że to powieść naprawdę obszerna (przeszło 700 stron!) czyta się ją błyskawicznie. Właściwie tu nie ma nużących fragmentów, ani dłużyzn, nie skróciłabym tej historii ani o stronę. Jednak to, co w Inkubie jest najlepsze to sama opowieść! Fascynująca, mroczna, niepokojąca, pełna zwrotów akcji, dramatów i napięcia. W tej historii jest wszystko to, co ja uwielbiam w horrorach: czary, sekrety, nawiedzone domy i główny bohater, który musi samotnie zmierzyć się ze złem.

Michael Herr

Tym zaś, co nadaje wyjątkowości, zarówno Inkubowi, jak i całej twórczość Artura Urbanowicza jest skupienie się autora na Suwalszczyznie. Sporo jest w Inkubie faktów o tym słabo poznanym polskim regionie, a dodatkowo powieść współtworzą miejscowe mroczne legendy i historie przekazywane z ust do ust. Widać, że Artur Urbanowicz zna i kocha przestrzeń w której dzieje się akcja książki. Za to należy mu się olbrzymi plus. A drugiego plusa daję za naprawdę solidny reaserch, bo Inkub to całkiem przyzwoite źródło wiedzy o polowaniach na czarownice i może stanowić świetny wstęp do własnych historycznych poszukiwań.

Nie byłabym jednak sobą, gdybym się nie poczepiała 😉 Tak jak pisałam na początku, debiut Artura Urbanowicza Gałęziste to książka bardzo dobra fabularnie, ale napisana dość nieporadnie. W Inkubie widać, że autor zrobił postępy, choć jego styl cały czas nie jest idealny. Znalazło się tu trochę językowych potknięć (np. szpanował słusznym wzrostem), ale zasadniczo nie przeszkadzają one w pochłanianiu opowieści 😉 Poza tym Inkub to bardzo męska proza, męska przede wszystkim ze względu na punkt widzenia na damsko-męskie związki, a także na postacie kobiece, które w powieści są raczej stereotypowo przedstawione.

Witch Burning


Inkub Artura Urbanowicza to naprawdę wciągająca i emocjonująca powieść! Zawiera w sobie wszystko to, co powinno znaleźć się w horrorze, ale czy to będzie najlepsza polska książka rozrywkowa tego roku? Szczerze wątpię, bo choć niewątpliwie dostarcza ona mnóstwo czytelniczej frajdy i naprawdę trudno ją odłożyć (to jest jednak w literaturze popularnej najważniejsze!), to bywa ona stereotypowa, a stylowi autora można to i owo zarzucić. Ale ja liczę na to, że Artur Urbanowicz będzie dalej pisał, dalej się rozwijał i przyniesie nam jeszcze całą masę straaasznych emocji! Jeśli lubicie się bać, jeśli lubicie mroczne opowieści, jeśli szukacie skutecznej odskoczni od rzeczywistości – czytajcie Inkuba! Nie zawiedziecie się!

Moja ocena: 8/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

Po więcej grozy i horroru zapraszam tu:

Stefan Darda Czarny Wygon

Marek Krajewski Arena szczurów (to nie horror sensu stricte, ale grozy i mroku jest tam nieprawdopodobnie dużo!)

Zygmunt Miłoszewski Domofon

%d bloggers like this: