Czy warto kupić dwie najnowsze części Pucia?

Jak zapewne wiecie, ja i moje dzieci (lat 1 i 4) jesteśmy wiernymi fanami i entuzjastami książek Marty Galewskiej-Kustry o Puciu 🙂 Dla niewtajemniczonych (są tu tacy?!) seria składa się z czterech dużych, kartonowych pozycji, które przedstawiają perypetie małego chłopca i jego rodziny. Książki pięknie rosną wraz z dzieckiem. Pierwsza część przeznaczona jest dla roczniaków, kolejna dla dzieci około drugiego roku życia, a ostatnia nadaje się nawet dla pięciolatków. Cel: wspomóc maluchy w nauce mówienia. Książki są absolutnie genialne, a co najważniejsze: młodzi czytelnicy je uwielbiają! Faktycznie pomogły mi pracować z Synem Wielce Wymownym, a i małą Królewnę Ulewnę również bardzo interesują.  Dlatego chyba nikogo nie zdziwiła moja ekscytacja, kiedy okazało się, że Nasza Księgarnia wydaje dwa kolejne tomiki o Puciu! Od początku było dla mnie oczywiste, że zasilą one naszą biblioteczkę, jednak, kiedy je dostałam, przejrzałam i przeanalizowałam zaczęłam się zastanawiać, czy to jeszcze jest potrzebne i czy przypadkiem autorka nie zaczęła odcinać kuponów od ogromnej popularności w środowisku rodziców i ich maluszków.

Obie książeczki różnią się od reszty serii, bo są niewielkich rozmiarów. Nie opowiadają też żadnej historii, a jedynie prezentują maluchowi Pucia w różnych sytuacjach. W Co robi Pucio? na jednej stronie pokazany jest przedmiot (np. krzesło), a obok to, co można z tym przedmiotem robić (Co robi Pucio? Siedzi.). I tyle. Druga książeczka Pucio. Zabawy gestem i dźwiękiem jest nieco bardziej rozbudowana – na każdej stronie dziecko i rodzic dostają zadanie do wykonania – trzeba zapukać do obrazkowych drzwi, zrobić a kuku, czy wodzić palcem po śladzie i wymawiać głoski.

No i właśnie. Czy warto w te dwie, niewielkie pozycje zainwestować? 🙂 W mojej ocenie można, ale nie są one koniecznym zakupem i tak jak podstawowe, fabularne książki Marty Galewskiej-Kustry polecam bez wyjątku każdemu, tak o tych mogę powiedzieć tyle, że mi się podobają, ale biblioteczka dziecięca też będzie bez nich kompletna. Niewątpliwie obie części mogą stanowić przydatne uzupełnienie podstawowej serii. Będą też dobrym sposobem na zainteresowanie Puciem niemowlaka i wprowadzenie młodocianego czytelnika w świat słów. Książeczki mają mały format, łatwo mieszczą się w dłoni dziecka i można je praktycznie wszędzie zabrać. Jeśli chcielibyście kupić tylko jedną, to ja zdecydowanie polecam Pucio. zabawy gestem i dźwiękiem – jest ciekawsza i bardziej urozmaicona, a Ula chętnie ją czyta, pozwala wodzić swoim paluszkiem po śladach i wytrzymuje lekturę do końca. Co robi Pucio? póki co Ulkę nudzi już po pierwszej stronie – jest zdecydowanie bardziej monotonne. Myślę, że za parę miesięcy, kiedy będzie mówiła coś więcej niż hau i bam Ulewna wykaże nieco większe zainteresowanie 🙂

PS Za możliwość przeczytania książek dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia 🙂

%d bloggers like this: