Skradzione dziecko – Sanjida Kay – recenzja przedpremierowa

Ach! Ale ja mam ostatnio szczęście do dobrych, rozrywkowych powieści! Tak, przyszedł w moim życiu czas na książki lżejsze w odbiorze. Bo jakoś na wiosnę mam ochotę się po prostu bezczelnie zaczytać – szybko przewracać strony, wstrzymywać oddech i odpocząć od poważnej, ambitnej literatury. A dziś mam dla Was coś wyjątkowego! Powieść-niespodziankę, książkę, która mnie zaskoczyła, wciągnęła, poruszyła i dała mi dużo więcej niż oczekiwałam. Oto Skradzione dziecko Sanjidy Kay – thriller przesycony piękną, niepokojącą atmosferą wrzosowiska. A także utrzymana w duchu domestic noir opowieść o naruszonym rodzinnym spokoju, a zarazem niebezpiecznie prawdziwy obraz współczesnego macierzyństwa.

W niewielkim miasteczku Ilkley mieszka Zoe: zdolna malarka i matka dwójki dzieci – siedmioletniej Evie i dwuletniego Bena. Gdzieś na marginesie życia rodzinnego krąży jej zapracowany mąż Ollie, który na co dzień skupia się na zapewnianiu rodzinie dostatniego bytu. Choć Zoe jest często zmęczona koniecznością godzenia pracy z macierzyństwem i znużona przygasłym związkiem z Olliem, to jednak jej życie należy do udanych – piękny dom, pieniądze, przyjaciele, talent i przede wszystkim dwójka cudnych maluchów. Spokojną codzienność przerywają tajemnicze prezenty, które dostaje jej starsza, adoptowana córka – pochodzące rzekomo od jej biologicznego ojca oraz pojawienie się w życiu Zoe tajemniczego, przystojnego Harrisa.

Skradzione dziecko to książka, która zaskakuje. Sięgnęłam po nią skuszona obietnicą elektryzującego thrillera, ale..  szybko okazało się, że to znacznie więcej niż tylko wciągająca intryga. To raczej skrzyżowanie powieści obyczajowej z kryminałem, a historia Zoe jest równie ważna, co odpowiedź na pytanie: kim jest ojciec Evie. Skradzione dziecko zaczyna się bardzo spokojnie i przez wiele, wiele stron czytamy dobrze skonstruowaną historię o rodzicielstwie. Obserwujemy monotonną, samotną codzienność Zoe na którą składa się przede wszystkim opieka nad dziećmi, domem i dopiero w ostatniej kolejności praca. Praca, której nikt nie traktuje poważnie. Zoe jest malarką – utalentowaną i obiecującą, jednak jej zawód i jej potrzeby nikną w cieniu poważnej pracy wykonywanej przez jej męża. Męża, który z miesiąca na miesiąc staje się coraz bardziej nieobecny, coraz mniej zaangażowany w życie rodzinne, a coraz bardziej w działalność zawodową. Historia Zoe pod wieloma względami jest mi bardzo bliska, odnalazłam tam całkiem sporo uczuć z którymi borykam się na co dzień. Z jednej strony to bezwarunkowa miłość do wyczekanych, wyśnionych dzieci, gotowość na wszelkie poświęcenia, ale też radość z każdego dnia spędzonego z nimi. Z drugiej to tęsknota za własnym ja, za strefą w której znów można być dorosłym człowiekiem. I tęsknota za przestrzenią do tworzenia, która to przestrzeń kurczy się dramatycznie, a wszyscy dookoła uważają to za rzecz absolutnie naturalną. Skradzione dziecko to historia o współczesnym macierzyństwie, o byciu rodzicem i o próbach szukania siebie w życiu, które – choć wydaje się doskonałe – czasem rozczarowuje. Oprócz tego przyjemnie podgląda się codzienność angielskiej prowincjonalnej klasy średniej, która w powieści została opisana dość szczegółowo.

Jednak, choć warstwa obyczajowa jest niezwykle ciekawa i bardzo podnosi jakość książki, to nie można zapominać, że Sanjida Kay napisała przede wszystkim niezwykle wciągający, pełnokrwisty thriller. Ze strony na stronę atmosfera coraz bardziej się zagęszcza, zagrożenie jest coraz bliżej, a ostatnia część powieści wciąga tak bardzo, że Skradzionego dziecka po prostu nie można odłożyć. Serio. Zarwałam dla Sanjidy Kay noc, a to nie zdarza mi się prawie nigdy! Fałszywe tropy, znaki zapytania i strach o to co najcenniejsze, czyli o niewinne małe dzieci sprawia, że powieść elektryzuje. Nie ma tu jednak brutalności, flaków, morza krwi – to nie ten typ powieści. Zamiast tego autorka buduje w czytelniku grozę i strach pokazując nam to czego boimy się najbardziej, czyli utratę naszej spokojnej codzienności i najbliższych.

Do tego Sanjida Kay wybrała sobie na miejsce akcji Ilkley. Ta miejscowość w Anglii istnieje naprawdę i przyciąga turystów niezwykłym otoczeniem. To małe miasteczko położone jest w środku tajemniczych, pięknych, ale też mrocznych i dzikich wrzosowisk, które idealnie pasują jak tło dla historii Zoe i jej rodziny. To co przyjazne, dobrze znane i bezpieczne miesza się z tym, co groźne i dramatyczne. To, co pozornie wydaje się być doskonałym miejscem na miłą wycieczkę, może okazać się żywiołem, który wciąga i przestrzenią, która – nie dość poważnie potraktowana – może nawet zabijać. Wrzosowiska i skały Ilkley to kolejny powód, by po powieść Sanjidy Kay sięgnąć – jeśli lubicie takie klimaty – niepokojące, do cna angielskie i przesycone dziką przyrodą – spodoba się Wam ta książka.


Skradzione dziecko to przede wszystkim powieść o byciu matką i żoną, o rodzicielskiej miłości i o próbach odnalezienia samej siebie w codzienności, która często rozczarowuje i bywa zupełnie inna niż to sobie wyobrażaliśmy. To też wciągający thriller od którego naprawdę trudno się oderwać, a także przekonujący obraz życia na angielskiej prowincji. Polecam Wam ją z całego serca – Sanjida Kay Was nie rozczaruje!

Moja ocena: 8/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B. Premiera powieści już 24 kwietnia 🙂

PS 2 Zdjęcia we wpisie to oczywiście wrzosowiska położone w okolicy Ilkley.

Po więcej wciągających angielskich kryminałów zapraszam tu:

Rachel Abbott Obce dziecko

Agatha Christie I nie było już nikogo

Damien Boyd W linii prostej

Robert Galbraith Żniwa zła

%d bloggers like this: