Dziewczyna z konbini – literacki minimalizm po japońsku

Lubię pisać o takich książkach – nieoczywistych, których treść wymaga interpretacji, zastanowienia i analizy. Fakt, stworzenie tego tekstu zajęło mi naprawdę sporo czasu – najpierw długo nad powieścią Sayaki Muraty myślałam, a potem jeszcze dłużej próbowałam ubrać moje myśli we wcale nie tak wiele słów. Jednak to właśnie dzięki takim wyzwaniom czuję, że rozwijam się jako czytelniczka i poszerzam swoją wiedzę o świecie. Właśnie dla pisania o takiej literaturze powstał ten blog! Bo choć Dziewczyna z konbini Sayaki Muraty to powieść krótka, to jak mało która książka jest pełna treści i materiału do dyskusji.

Konbini. Uproszczona miniaturka rzeczywistości. Zasady są oczywiste i raz zrozumiane pozwalają funkcjonować w pozornym spokoju przez długi czas. Pracownik konbini wie jakie ma obowiązki, kiedy ma się przywitać, kiedy ma się pożegnać, jak odnosić się do klienta, co mu doradzić. Pracownik konbini nie musi martwić się o strój, który ubierze i o słowa, które powie. To wszystko jest z góry ustalone, czytelne i łatwe do przyswojenia. Tak pracę w konbini postrzega Keiko Furukura, która mimo skończonych studiów i dojrzałego wieku lat trzydziestu sześciu nadal pracuje dorywczo w wielobranżowym sklepie. Nie ma męża, nie ma dzieci, nie ma ambicji, by znaleźć sobie inne, bardziej właściwe zatrudnienie. Keiko cieszy się, że jest na ziemi miejsce, które rozumie i w którym czuje się bezpieczna za grubą warstwą procedur i zasad, gdyż kobieta od wczesnego dzieciństwa jest inna. Ma problem z dopasowaniem się do społeczeństwa i ze zrozumieniem norm, które nim rządzą. Nie pojmuje emocji, uczy się ich, jak umie najlepiej, ale prawda jest taka, że poza znanym i bezpiecznym środowiskiem konbini Furukura jest zagubiona i wszelkie interakcje społeczne wymagają od niej ogromnego wysiłku. Jej ułożone, monotonne i spokojne życie przerywa nowy pracownik konbini – Shirara. Arogancki, niedopasowany i leniwy mężczyzna wprowadzi w jej rzeczywistość prawdziwy chaos i popchnie dziewczynę do zmian. Czy Keiko jest w stanie opuścić konbini i zmierzyć się ze światem?

Innymi słowy, należy zachowywać się jak fikcyjne stworzenie zwane normalnym człowiekiem, którego obraz wszyscy mają w głowach. Tak samo jak w konbini odgrywamy rolę ekspedienta.

Krótka historia dwojga japońskich niedopasowanych wyrzutków, próbujących znaleźć sobie w życiu miejsce, jest pretekstem do krytycznego spojrzenia na japońskie społeczeństwo. Społeczeństwo w którym nie dzieje się dobrze. Bo bycie w Japonii samotnikiem i wyrzutkiem wcale nie jest czymś rzadkim. Okazuje się, że ponad milion japońskich obywateli dotknęło zjawisko hikikomori, czyli dobrowolnej izolacji od społeczeństwa! Osoby te minimum pół roku (a w większości przypadków dużo, dużo dłużej) nie wychodzą z domu, nie wchodzą w społeczne interakcje, a ze światem kontaktują się głównie przez internet. Jeszcze bardziej szokujące są najnowsze dane dotyczące japońskiego życia erotycznego – aż 43% młodych Japończyków (18-34 lata) nigdy nie uprawiało seksu, a 70% mężczyzn i 60% kobiet w tym wieku to single. Tradycyjne społeczeństwo stawia młodym ludziom bardzo wysokie wymagania, wśród których wielu z nich nie potrafi się odnaleźć i wybiera – dobrowolną lub przymusową – samotność. Samotna, odizolowana, nie mająca życia erotycznego jest Keiko. Z podobnymi problemami (choć raczej z nieco innych przyczyn) zmaga się Shirara.

Ciężko być innym, jak przyjdzie co do czego, tak? To prawda. Najuczciwiej byłoby zmierzyć się ze światem twarzą w twarz i poświęcić życie, aby zdobyć wolność.

I choć Dziewczyna z konbini jest to powieść o Japonii i mierzy się przede wszystkim z problemami mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni, to jednak jej treść jest uniwersalna i w wielu aspektach opisuje też naszą, europejską rzeczywistość. Bo ta powieść to też pytanie: co jest cenniejsze? Wolność czy dopasowanie się do systemu, który choć opresyjny, jest też praktyczny i wygodny – przecież sami go stworzyliśmy na podstawie naszych, ludzkich emocjonalnych i fizycznych potrzeb. W końcu jako homo sapiens potrzebujemy bliskości, mamy też silny instynkt, który nakazuje nam rozmnażać się, wić gniazda, zakładać stada. Ponad wszystko cenimy pełny brzuch i poczucie bezpieczeństwa. I jeśli grzecznie podążamy za systemem – on nam to daje. Ale też zasysa nas, wciąga i nie ma od niego ucieczki. A jeśli nawet ucieczka jest możliwa to jest też bardzo trudna i okupiona wieloma wyrzeczeniami. I czasem zdarzają się jednostki, które do tego systemu nie pasują, ale one przecież też szukają rytmu oraz stabilizacji. One też potrzebują systemu, który pomoże im odnaleźć się w rzeczywistości. Dla Keiko tę funkcję pełni konbini, bo nawet ta niedopasowana dziewczyna chce być częścią czegoś.

Świat normalnych ludzi nie znosi odmienności. Obce elementy są po cichu likwidowane. Ci, którzy nie pasują, zostają usunięci.

Powieść Sayaki Muraty można rozpatrywać na kilku płaszczyznach i na każdej z nich ta proza ma wiele do przekazania czytelnikowi. To diagnoza postawiona japońskiemu społeczeństwu, w którym coraz więcej osób odstaje, chowa się w swoim świecie, unika zakładania rodziny i związków międzyludzkich, ale też bardziej uniwersalna opowieść o wyobcowaniu, niedopasowaniu i poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. W końcu to historia o systemie, który zniewala ludzi i od którego nie ma ucieczki. Sayaka Murata nie daje czytelnikowi łatwych i oczywistych odpowiedzi, a wnioski jakie nasuwają się po lekturze nie są zbyt wesołe.

Wolała abym miała problemy, ale problemy normalnych ludzi, a nie żebym żyła beztrosko w swoim dziwnym świecie.

Pisząc o Dziewczynie z konbini nie da się pominąć stylu w jakim powieść została napisana. Sayaka Murata postawiła na literacki minimalizm, który jest chyba najtrudniejszym sposobem opisywania rzeczywistości. Aby zawrzeć w skromnym tekście (140 stron, książka do połknięcia w jedno popołudnie) całą tę treść, która się w niej mieści, aby zadać te wszystkie pytania, wzbudzić tyle wątpliwości, trzeba mieć talent i trzeba mieć warsztat. Autorce udało się poprzez krótkie zdania i proste słowa zawrzeć maksimum przekazu w minimalnej formie. W formie, której pojemność wydaje się aż nieprawdopodobna przy tak niewielu środkach i która idealnie współgra z treścią, stanowiąc jej integralną część i uzupełnienie tego, co nie zostało w tej historii opowiedziane wprost. Taki styl pisania doskonale pasuje do tej opowieści i do bohaterki, która właśnie tak się komunikuje ze światem – stosując proste komunikaty, poszukując jasnych i logicznych schematów.


Dziewczyna z konbini to oryginalna, niebanalna, bardzo współczesna powieść o dzisiejszej Japonii, o izolacji, o próbach dopasowania się do żyjącego w sztywnych ramach społeczeństwa. I choć opowiada o kraju egzotycznym i skrajnie różnym kulturowo od Polski i Europy, to jednak znaleźć w niej można treści uniwersalne, poruszające i zastanawiające każdego. To też kolejna już, wyjątkowa książka z Serii z Żurawiem 🙂 Czy Wam ją polecam? Tak. Dziewczyna z konbini to – zarówno w formie, jak i w treści – powieść XXI wieku, stawiająca diagnozy dla zmieniającego się świata oraz literacki minimalizm w doskonałym wydaniu. Jednak musicie pamiętać, że to bardzo specyficzna literatura i jej lektura – choć szybka – nie należy do łatwych.

Moja ocena: 7/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Po więcej Serii z Żurawiem zapraszam tu:

Cesarski zegarmistrz Christoph Ransmayr

Kruso Lutz Seiler 

Tygrysica i akrobata Susanna Tamaro

Kwiat wiśni i czerwona fasola Durian Sukegawa

%d bloggers like this: