Podsumowanie marca – książki, filmy, dzieci ;)

Marzec minął mi błyskawicznie, ale nic dziwnego. To był dość intensywny miesiąc. Sporo się działo u mnie życiowo, sporo czytałam, trochę oglądałam, trochę pisałam, a teraz zapraszam Was na szybkie podsumowanie moich macowych dokonań (porażki też były, ale co ja się tam będę dołować 😉 ).

Przeczytane książki

W marcu przeczytałam 9 książek (a kilka rozgrzebałam) i praktycznie każda z nich jest warta uwagi, nie ma w moim zestawieniu ani jednej słabej pozycji. Najbardziej podobała mi się Silva rerum II, czyli piękna, doskonale napisana powieść historyczna, pełna smakowitych detali i silnych postaci kobiecych.  Na wyróżnienie zasługuje też domestic thriller Skradzione dziecko – to niezwykle wciągająca i emocjonująca literatura rozrywkowa, do tego autentyczna psychologicznie, mądra i bardzo klimatyczna. Przedpremierowa recenzja już niedługo na blogu 😀

Bardzo polubiłam przygody biologa Theo Craya. Zarówno Naturalista, jak Powiększenie to książki komercyjne, skupione wyłącznie na dostarczeniu czytelnikowi rozrywki, ale co z tego, skoro czyta je się doskonale! Najdziwniejszą książką marca była głośna Dziewczyna z konbini, cały czas zastanawiam się co ja właściwie o niej myślę. I muszę się pospieszyć, bo na dniach planuję napisać recenzję 😉 Pięknie mi się czytało Wiosnę Knausgarda, to, jak na razie, najmocniejsza część cyklu Pory roku. Bardzo mi się też podobała Aleja Włókniarek Marty Madejskiej.

Pewnie Was zaskoczę, ale najsłabszą (ale nadal dobrą!) książką marca jest dla mnie Błoto słodsze niż miód Małgorzaty Rejmer. Pięknie napisany zbiór reportaży o Albanii jest przykładem non-fiction, które mogłoby być wybitne, ale nie jest. Bo choć Rejmer bierze na warsztat Albanię, a więc kraj dość słabo poznany, to już zjawiska przez nią opisywane, czyli sytuacja jednostki w państwie totalitarnym, są tak naprawdę przerobione przez literaturę bardzo wnikliwie. Nie znalazłam w Błocie nic nowego, nic zaskakującego. Nadal jednak uważam, że jest to reportaż dobry, tylko nie tak dobry, jak się powszechnie uważa. Nie zachwyciła mnie też Agonia Pawła Kapusty, czyli kolejna nominacja do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego. Zdecydowanie lepsze, bardziej kompleksowe książki o środowisku lekarzy i stanie polskiej służby zdrowia napisał Paweł Reszka.

Bookhaul

Dlaczego to tak jest, że kiedy postanawiam, że nie będę kupować żadnych książek, kupuję ich najwięcej? To znaczy, ja sobie dskonale zdaję sprawę, że nie jestem ninją silnej woli, ale nadal. Ludzie! Ile można mieć w domu regałów?! 😀

Tak. W marcu moja biblioteczka powiększyła się aż o 10 pozycji – totalne szaleństwo i nie usprawiedliwia tego nawet fakt, że cztery z nich już przeczytałam. Oto zdjęcie moich zdobyczy (i nie, nie ma tam książek dla dzieci, które stanowią osobny nałóg i osobny problem).

Filmy i seriale

Dobrze mi się oglądało filmy w marcu. Zarówno fabularne, jak i dokumentalne. O obejrzanych dokumentach pisałam Wam więcej tu. Jeśli zaś chodzi o fabułę to w tym miesiącu królowały filmy superbohaterskie i sci-fi! Byliśmy w kinie na Kapitan Marvel, poza tym obejrzałam też wreszcie Hana Solo (faktycznie niezbyt dobry, ale i tak warto było poczuć mój ukochany klimat Gwiezdnych Wojen) i Avengers: Wojna bez granic (niespecjalnie lubię serię o Avengersach i zrobiłam to tylko dla Pawła!).

Seriali nie oglądałam prawie wcale. Spróbowałam przebrnąć przez The Umbrella Academy, ale za każdym razem zasypiałam, co jest w sumie dość dziwne, bo ten serial wydaje się być skrojony pod moje gusta. Trochę bardziej wkręciłam się w The Order – opowieść o uniwersytecie na którym działa magiczne bractwo. Co można o nim napisać? Tak głupi, że aż dobry? To są chyba właściwe słowa 😉

Na blogu

W marcu wreszcie udało mi się trochę rozruszać bloga. Ostatnie miesiące były pod tym względem trudne, miałam dramatycznie mało czasu i energii na pisanie, ale wierzę, że teraz będzie już tylko lepiej i lepiej. Mój wewnętrzny ekstrawertyk musi mieć przestrzeń do dzielenia się ze światem emocjami! Pojawiło się osiem wpisów (czyli średnio dwa na tydzień! Sukces!). Najchętniej czytaliście ten o nowościach dla dzieci od wydawnictwa Media Rodzina, co było dla mnie dość zaskakujące, ale miłe, bo obie te książki są warte uwagi! Chętnie też sprawdzaliście kwietniowe premiery i nowości od Naszej Księgarni. Recenzje książek standardowo spotkały się z dużo mniejszym odzewem, ale po pierwsze wierzę, że jednak czasem inspirujecie się moimi wyborami, a po drugie, co ja Wam będę ściemniać, wiele osób trafia tu właśnie dzięki recenzjom wyszukanym w Googlu. Chyba mimo wszystko warto je pisać 🙂 W marcu mogliście przeczytać w Skrytce o następujących książkach:

Mężczyźni objaśniają mi świat Rebecca Solnit

Powiększenie Andrew Mayne

Farmaceuta z Auschwitz Patricia Posner

Gdańskie Targi Książki

W zeszłym roku nie mogłam w nich uczestniczyć, bo… rodziłam Urszulkę 😉 Teraz na szczęście nie było przeszkód i mogliśmy całą rodziną wpaść na chwilę na Targi. Nie wzięłam udziału w żadnym spotkaniu autorskim, bo po prostu… nic mnie nie zainteresowało na tyle, by porzucić moją kochaną ekipę. Przeszliśmy się po stoiskach, zrobiliśmy małe zakupy i wróciliśmy do domu.

Wrażenia z Targów mam raczej dobre – to spokojna, kameralna impreza, na której jednak znalazły się prawie wszystkie ważne wydawnictwa. Odbyła się w przepięknym otoczeniu. Filharmonia na Ołowiance jest w samym centrum miasta, nad Motławą, w starym budynku. Dzięki temu łatwo można poczuć unikalny, tajemniczy nastrój; jest zdecydowanie przyjemniej niż na gigantycznym stadionie. Mam nadzieję, że nasza lokalna książkowa impreza będzie rosła w siłę, ale nadal zachowa naszego nadmorskiego, wyluzowanego ducha.

Chrzciny, urodziny i inne rozrywki 😉

W życiu rodzinnym na pierwszym miejscu zdecydowanie były chrzciny Ulci oraz jej pierwsze urodziny. Zrobiliśmy imprezę dla całej najbliższej familii, było dużo śmiechu, dzieci, hałasu, gwaru i radości, a Urszulka była baaaardzo dzielna. No i… mój Dzidziuś ma ROK! Nie wiem, kiedy to się stało, nie wiem jak! Jest już taka duża! Taka słodka i kochana! Taka sprytna i niezależna! Taka wesoła i mądra! Uwielbiam moją malutką dziewczynkę i cieszę się każdym dniem spędzonym razem (ale i tak, nadal moją ulubioną porą dnia, jest czas, kiedy dzieciaki są już w łóżkach 😉 ).

Poza tym staram się otwierać na świat 😉 Bo to co w epoce przed dziećmi było dla mnie dość oczywiste, czyli regularne wyjścia na kawę, piwo, do kina, teatru, częste wycieczki i swobodne podróże dziś jest czymś co trzeba wyszarpywać rzeczywistości zębami i o co trzeba walczyć całym sobą. Pomijając już takie oczywistości, jak brak czasu czy ciągłe choroby, ząbkowania itp. mam często naprawdę poważny problem z zostawieniem moich maluchów samych (w sensie z ich tatą 😉 ). I nie wynika to z braku zaufania do mojego Pawła. Tylko… teraz, kiedy są tacy malutcy i wiem, że potrzebują mojej obecności jak powietrza, szkoda mi każdej chwili bez nich. A z drugiej strony… kiedy siedzę w domu i widzę jak omija mnie wielki świat odczuwam pustkę – potrzebuję innych ludzi, wyjść, rozrywek i stymulacji intelektualnej. Dlatego czasem staram się stawiać siebie na pierwszym miejscu i po prostu… wychodzę 😀

W marcu wyszłam na spotkanie podróżnicze w mojej ulubionej Sztuce Wyboru, a właściwie na dość ciekawą prelekcję o synkretycznej kubańskiej religii Santerii i o opętaniach przez duchy 😉 Wyszliśmy też do kina na Kapitan Marvei zupełnie przypadkiem obejrzeliśmy ten film w luksusowej sali kinowej w Heliosie (w sumie wygodne, regulowane fotele, mniejsza ilość widzów były warte nieco wyższej ceny). Trzy razy też skoczyłam tak po prostu, napić się piwa/kawy bez dzieci.

 

  • Prelekcja, o której wspomniałaś w ostatnim akapicie mogłaby i mnie bardzo zainteresować;)
    Przyznaję, ze ostatnio dosyć mocno ograniczyłam kupowanie nowych książek (właściwie od kiedy nie pracuję w księgarni;) ale i tak muszę się czasem bardzo powstrzymywać. Za to biorę udział w blogowej Wielkiej Wymianie Ksiązkowej (startuje w niedzielę) i w ten sposób chcę trochę odświeżyć swoją biblioteczkę;)

    • Ja się zupełnie do wymian nie nadaję 😉 Brałam udział w kilku (takich na żywo) i nigdy nie udało mi się wymienić książki na taką, którą naprawdę chciałam przeczytać 😉 Niechciane książki oddaję zazwyczaj do biblioteki albo znajomym 🙂

      • I to tez jest bardzo dobry pomysł;)

  • Monika Joanna Wlo

    The Order porzuciłam dość szybko. Moje bardzo subiektywne odczucie jest takie, że serial jest za bardzo naciągany i przeciętny pod względem aktorskim. Może skończę sezon po Twoim wpisie 😀
    Poza tym mój hiszpański Netflix nie posiada zbyt wielu dobrych pozycji, więc jeśli nie czytam, to męczę jakieś pierdoły… ostatni cały tydzień miotam się pomiędzy chęcią czytania a przeokrutnym zmęczeniem i de facto ląduję na kanapie przed TV z jakimś badziewiem w tle i zasypiam.

    • No bo w sumie „The Order” jest przeciętny, naciągany i głupi, ale to właśnie sprawia, że ogląda się go całkiem śmiesznie 😉 Dla mnie to taka guillty pleasure po ciężkim dniu 😀

%d bloggers like this: