„Mężczyźni objaśniają mi świat” – Rebecca Solnit – bardzo potrzebny pop-feminizm!

Mężczyźni objaśniają mi świat Rebecci Solnit to krótki zbiór dziewięciu esejów powstałych w latach 2008-2014. Wszystkie teksty odnoszą się do szeroko rozumianej problematyki współczesnego feminizmu i poruszają między innymi takie tematy, jak przemoc wobec kobiet, przyszłość feminizmu czy tytułowy mansplaining. Rebecca Solnit w pełen erudycji, ale też przystępny i swobodny sposób opisuje to z czym żeńska połowa świata (i nie tylko…) musi wciąż się zmagać, nawiązując przy tym często do głośnych, bierzących wydarzeń, własnych doświadczeń, dzieł literackich czy wybitnych postaci. Całość czyta się lekko i przyjemnie. Jednak lektura Solnit daje też poczucie intelektualnej przygody, autorka potrafi konstruować swoje eseje w taki sposób, że mamy wrażenie obcowania z czymś wyjątkowym. Jednak…

Co ciekawe, w Polsce książka Rebecki Solnit zdobyła pewną popularność, ale nie jest to tytuł szeroko komentowany, a jeśli już to odbiór ma bardzo pozytywny. Nieco inaczej sytuacja wygląda za oceanem. Tam cała działalność Solnit (nie tylko książkowa, również ta internetowa), choć doceniana w głównym nurcie, bywa też krytykowana i uznawana za przejaw pop-feminizmu. I jeśli się nad tym zastanowić, to faktycznie – w jej tekstach sporo jest kwestii zupełnie oczywistych, takich z którymi nie sposób się nie zgodzić. Kto poszuka, znajdzie też uproszczenia i uogólnienia. Brak pogłębionej analizy, unikanie trudnych tematów, to wszystko są grzeszki Rebeccki Solnit. To wszystko prawda. Niemniej, nadal uważam, że eseje Solnit powinny być w Polsce rozdawane za darmo – i kobietom, i mężczyznom. Albo powinny być lekturą obowiązkową w polskich liceach. Dlaczego?

Na pierwszy rzut oka dziwić może dość jednoznacznie pozytywny odbiór Mężczyźni objaśniają mi świat – nie spotkałam się z polską negatywną recenzją tej pozycji, a jeśli nawet znalazłam jakieś krytyczne głosy, to mało które idą w kierunku w którym poszła autorka przytoczonego wyżej artykułu. Dlaczego? Obawiam się, że odpowiedź jest dość smutna. Wydaje się, że po prostu żyjemy w kraju w którym nadal feminizm jest pojęciem tak niszowym i tak niepopularnym, że każdy jego przejaw, a już zwłaszcza przejaw ciekawie napisany, atrakcyjny i ładnie wydany, jest na wagę złota. Kto uważa inaczej, cóż… Proponuję wyjść z lewicowej, tęczowej bańki i zejść na ziemię. Chcecie przykłady? No to macie:

Kiedyś kobiety miały lepsze życie. No może nie mogły chodzić do pracy i głosować, ale nie zdawały sobie sprawy z tego, że może być inaczej i były szczęśliwe poświęcając się w domu. Mężczyźni muszą być męscy, a kobiety kobiece. Nic dziwnego, że mnie klepnął po pupie, miałam przecież krótką spódniczkę! Kobiety to plotkary i histeryczki… Paniu Madziu, pani zrobi nam kawki? – usłyszane po raz dwudziesty w tym miesiącu, mimo że obok siedzi pracownik płci męskiej o identycznych kwalifikacjach (i nie, nie pisałam nigdy w CV, że umiem parzyć dobrą kawę). No przecież ona jest dziewczynką, musi mieć lalki! Mój mąż mi pomaga w domu, jest taki wspaniały. Albo: mężczyzna, kiedy wraca z pracy musi dostać obiad i broń Boże nie może nic w domu zrobić, bo jest zmęczony! O mężczyznę trzeba dbać, bo to on przynosi do domu pieniądze.

I tak. Prawie wszystkie te teksty usłyszałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Na żywo. Od ludzi, których znam osobiście. Od innych kobiet. A przecież to i tak nic w porównaniu z tym, co kobiety mogą na swój temat usłyszeć. Albo gorzej – czego mogą doświadczyć. I naprawdę dla osób z których ust padły te słowa oraz dla wielu Polek i Polaków, którzy myślą w ten sposób, lektura esejów Solnit mogłaby być niezwykle wartościowa, nowatorska i pobudzająca do zmian. A jeśli mam być szczera, to dla mnie lektura Mężczyźni objaśniają mi świat również była momentami odkrywcza. Uderzył mnie na przykład ten fragment; śmieszne, że nigdy nie traktowałam wydawania milionów monet na taksówki, unikania samotnych eskapad po zmroku i celowego skromniejszego ubioru, jako przejawów dyskryminacji:

(…) strach przed przemocą ogranicza jednak nie niektóre, ale większość kobiet, przy czym tak już jesteśmy do tych ograniczeń przyzwyczajone, że ledwo je zauważamy – i rzadko próbujemy cokolwiek z nimi zrobić. Istnieją jednak wyjątki: zeszłego lata ktoś napisał do mnie o zajęciach w koledżu, podczas których, podczas których zapytano studentów i studentki, co robią, żeby się chronić przed gwałtem. Młode kobiety opisały skomplikowane sposoby, które stosują, aby zachować czujność, i które ograniczają im swobodę poruszania się, środki ostrożności, które podejmują na co dzień; z ich odpowiedzi wynikało, że właściwie cały czas mają w tyle głowy, że ktoś może je zaatakować (młodzi mężczyźni, siedzący na tej samej sali, słuchali tego w osłupieniu). Przepaść między światami mężczyzn i kobiet na chwilę stała się widoczna.

Dlatego uważam, że treści feministyczne, nawet pełen uproszczeń, ale podane w strawnej, atrakcyjnej i względnie łatwej do przyswojenia formie są POTRZEBNE. A nawet BARDZO POTRZEBNE. Bo pomagają docierać do ludzi, którzy na co dzień nie mają z feminizmem wiele wspólnego i uświadamiać im, że wcale nie żyjemy w równościowym społeczeństwie, że przed kobietami nadal jest długa droga.

Tak. Ilość bredni, ilość seksizmu (zwłaszcza takiego ukrytego, nazwijmy go seksizmem pośrednim) w debacie publicznej i w życiu codziennym wciąż jest przerażająco duża. A jeszcze bardziej przerażające jest to, że zdecydowana większość kobiet w ogóle nie wie o co chodzi. Bo, jak pisze Solnit, jesteśmy do tego tak bardzo przyzwyczajone, że po prostu nie widzimy problemu. Nie dostrzegamy słonia, choć on stoi na środku pokoju. A ilość ograniczeń, którym jesteśmy poddawane nadal jest ogromna i po prostu przeszkadza nam w życiu.


Każda, najdłuższa droga ma swój początek. Jeżeli dla wielu osób tym początkiem ma być uproszczona wersja feminizmu, to dlaczego nie? Naprawdę, jako naród musimy się jeszcze wiele nauczyć, a tego czego się nauczyliśmy musimy pilnować, jak oka w głowie. Czytajcie Solnit. Kupcie tę cieniutką broszurkę na prezent swoim mamom, babciom, przyjaciółkom. Ale też mężom, ojcom, rodzeństwu. Może dzięki temu moja córka (choć prędzej moja wnuczka…) będzie mogła bez lęku i bez realnego zagrożenia dla jej życia i zdrowia wracać do domu nocnym autobusem? Może. Oby.

  • kalimak

    Cieszę się, że Solnit wreszcie wychodzi w Polsce. Artykuł z „The Walrus” czytałam jakiś czas temu i prawdę mówiąc irytują mnie te oskarżenia o „pop-feminizm”, gdy Solnit w całej swojej twórczości podkreśla, wyjaśnia, bada znaczenie nadziei w naszych relacjach z innymi i w rozumieniu świata. Mam nadzieję, że ukaże się w Polsce więcej jej książek, bo myślę, że ta istotna nić przewodnia staje się bardziej zrozumiała i przekonywająca po lekturze jej książki o przemocy w rodzinie (jej własnej) i poszukiwaniu wolności w młodości i później. Ech, nie samym gniewem feminizm się karmi…

    • Zgadzam się, mam taki cichy plan, żeby przeczytać jej książki po angielsku, ale pewnie zanim się za to wezmę, to Karakter wyda kolejne po polsku 😉 Mi w sumie w „Mężczyźni objaśniają mi świat” najbardziej przeszkadzały uproszczenia – było kilka takich fragmentów, gdzie Solnit szła na łatwiznę, uogólniała. Poza tym zgadzam się – takie treści też są istotne. Tym bardziej, że przecież czytelniczkami nie są wyłącznie (a w każdym razie nie powinny być) otrzaskane w temacie działaczki, tylko zwykłe kobiety 🙂

%d bloggers like this: