Przegląd oscarowy #3 – kto zdobędzie złotą statuetkę?

Oscarowa noc już dziś 🙂 Dzieci śpią, telewizor się grzeje, wegańskie przekąski gotowe, zaraz usiądziemy z Pawłem do oglądania. Najpierw dwa nominowane filmy, które są dostępne na platformach VOD, a których nie mieliśmy jeszcze okazji zobaczyć. A potem gala! Jeśli jesteście ciekawi moich wrażeń na żywo, to zapraszam na mój Instagram, będę tam zdawała relację na bieżąco. Teraz mam dla Was krótkie podsumowanie moich tegorocznych typów w najważniejszych kategoriach.

Zanim jednak przejdę do właściwego tekstu, mała uwaga. Nie udało mi się obejrzeć wszystkich nominowanych w najważniejszych kategoriach produkcji, co w sumie nie jest dziwne, zważywszy na to, że nie wszystkie były w naszym kraju dostępne. Tym samym, nie mam pełnego obrazu i oceny dokonuję wyłącznie na podstawie tego, co widziałam. Jest to też przegląd totalnie subiektywny, oparty przede wszystkim na moim guście.  Wiem też, że na pewno opinie Akademii nie będą zbieżne z moimi, dlatego oprócz wymienienia moich ulubieńców, typuję też kogo w tym roku doceni szacowne gremium. 

Najlepsza aktorka pierwszoplanowa

Poza Melissą McCarthy, udało mi się zobaczyć każdą z nominowanych pań w akcji. Nie zrobiła na mnie wrażenia Lady Gaga, która poprawnie zagrała niezbyt skomplikowanę rolę w Narodzinach gwiazdy. Yalitza Aparicio była w Romie doskonała, ale nie tak doskonała jak Glenn Close. Ta była w Żonie naprawdę niesamowita. Jej bohaterka to kobieta spokojna, bardzo wyważona emocjonalnie, raczej unikająca uniesień. A aktorce udało się oddać całe spektrum jej uczuć w taki sposób, że widz obgryza paznokcie z emocji. Jeśli ktoś może jej zagrozić w moim subiektywnym rankingu, to Olivia Colman. Brytyjka reprezentuje w Faworycie drugi biegun aktorstwa. Królowa Anna to emocjonalny rollercoaster, postać, która intensywnie kocha, a jeszcze intensywniej się złości, każde przeżycie widać na jej twarzy, jak na białej kartce i jest ono dość oczywiste. Jednak mimo to aktorce udało się tchnąć w rolę władczyni mnóstwo subtelności, klasy i charakteru. Jeśli już muszę wybrać jedną z nich, to wybieram Glenn Close – jej rola to aktorski majstersztyk. A kogo wybierze Akademia? Obstawiam Olivię Colman – ma ona wszystko co niezbędne, by trzymać dziś w nocy Oscara.

Najlepszy aktor pierwszoplanowy

Tu nie ma dla mnie wątpliwości. Powinien zwyciężyć Rami Malek. Doskonale wcielił się w postać Freddiego Mercury’ego i to właśnie jego wzruszający występ jest najmocniejszą stroną Bohemian Rhapsody. Podobało mi się też, jak zagrał Bradley Cooper w Narodzinach gwiazdy, ale ja w ogóle mam do Bradleya Coopera ogromną słabość, związaną również z jego aparycją i uroczym uśmiechem. Choć trzeba przyznać, że jako podstarzały alkoholik nie był przesadnie atrakcyjny 😉 Viggo Mortensen ma na swoim koncie dużo lepsze role, niż ta za którą jest nominowany (totalnie mnie poruszył choćby w Captain Fantastic), a roli Christiana Bale’a niestety nie ocenię, choć to pewnie on jest głównym konkurentem Ramiego Maleka do złotego trofeum i to jeden z nich zgarnie dziś Oscara 🙂

Najlepsi aktor i aktorka drugoplanowi

Wśród mężczyzn niestety wybieram tylko spośród trzech ról. Mojego Oscara dostaje Mehershala Ali za Green Book, bo naprawdę zagrał świetną, autentyczną rolę, a zarówno Adam Driver w BlackKklansman (mimo mojej ogromnej miłości do jego talentu), ani Sam Elliot (Narodziny gwiazdy) zupełnie mnie nie przekonali i ich role w żaden sposób mnie nie poruszyły. Żałuję, że nie widziałam Vice, bo coś czuję, że o to właśnie Sam Rockwell może zdobyć Oscara.

U kobiet, mogę ocenić również tylko trzy role, jednak w tym przypadku uważam, że zarówno Emma Stone, Rachel Weisz (Faworyta) oraz Marina de Tavira (Roma) stworzyły poruszające kreacje. A ponieważ ja kocham Rachel Weisz, to nagradzam Rachel Weisz! I myślę, że Akademia może mieć podobne zdanie, choć tak naprawdę każda z nominowanych aktorek ma szansę na nagrodę.

Najlepszy film nieanglojęzyczny

Z tej kategorii widziałam tylko dwa filmy, jednak jest ona w tym roku dla nas na tyle istotna, że nie mogę jej przecież pominąć! Całym sercem jestem za Zimną wojną, która mnie zachwyciła, ale moim zdaniem Roma to film lepszy, głębszy, mniej oczywisty i gdybym miała kierować się wyłącznie moimi wrażeniami, to dla mnie wygrywa Roma. I coś czuję, że Roma wygra nie tylko dla mnie. Ale oczywiście będę otwierać szampana, jeśli Akademia nie podzieli moich odczuć 😉

Najlepszy film

Ta kategoria to dla mnie rywalizacja między elektryzującą Faworytą (klik) i liryczną RomąFaworyta jest filmem ambitnym, ale nastawionym na mniej wymagającego widza. To takie kino-petarda przepełnione emocjami, buzujące, trzymające w napięciu, fascynujące. Roma to obraz dużo trudniejszy w odbiorze, pełen długich ujęć, subtelnie zagrany i subtelnie opowiedziany, rozmawia z widzem poprzez obraz i dźwięk. Kilka scen Romy to majstersztyki, które niewielką ilością środków powalają widza na kolana. Uważam, że oba filmy zasługują na Oscara – oba są wybitne, pełne treści, nieoczywiste, niepokojące i zostawiły mnie z mnóstwem różnych zastanowień. Gdybym jednak miała wybrać jeden to byłaby to Faworyta, bo to kino wyjątkowe, klasowe, a zarazem dość przystępne i niehermetyczne. A i tak Akademia wybierze Bohemian Rhapsody 😉

Pozostałe nominacje (nie licząc Vice, którego niestety nie zdążyłam zobaczyć w kinie, więc się nie wypowiem) trzymają średni, przyzwoity poziom. Najsłabiej wypadł wg mnie BlackKklansman, który jest obrazem dobrym, acz dość przewidywalnym i – choć oparto go (niezbyt precyzyjnie) o prawdziwe wydarzenia – to fabuła momentami się po prostu nie klei. Dużo kontrowersji wzbudziło nominowanie Czarnej Pantery – popkulturowej, kolorowej adaptacji komiksu – zapewne decyzja ta ma wiele wspólnego z planami wprowadzenia nowej kategorii: najlepszy film popularny. Czarną panterę ogląda się całkiem przyjemnie, niemniej nie da się ukryć, że odstaje ona od swoich konkurentów.

Bohemian RhapsodyNarodzinach gwiazdy Green Book pisałam szerzej tutaj, więc teraz tylko dodam, że wszystkie trzy to porządne, rozrywkowe kino. I tyle.


Przede mną długa noc pełna kina! Będę trzymała kciuki za Pawła Pawlikowskiego, ale nie obrażę się jeśli nagrodę za najlepszą reżyserię zgarnie Jorgos Lantimos. Kibicuję też Łukaszowi Żalowi, zwłaszcza, że ponoć Oscar za zdjęcia to jedyna realna szansa Zimnej wojny! Bardzo jestem ciekawa, jak wypadnie wieczór bez prowadzącego i mam nadzieję, że nie prześpię najważniejszych momentów (co się w poprzednich latach dość często się zdarzało…). No co ja zrobię… Lubię te Oscary, ten blichtr, to Hollywood i mam nadzieję, że Wy również.

%d bloggers like this: