Piękna opowieść na koniec roku, czyli „Cesarski zegarmistrz”

Czas… Raz pędzi jak szalony, a za chwilę zatrzymuje się i porusza niemal niezauważalnie. Minuta niecierpliwego oczekiwania potrafi trwać wieczność, a godzina szalonej zabawy ledwie mgnienie oka. Dla każdego czas płynie inaczej, a w różnych momentach życia czas bywa czym innym: sprzymierzeńcem, wrogiem, towarzyszem. Jedno jest tylko pewne: czas mija i czas minie – dla mnie, dla ciebie, dla każdego. Mi na przykład mój jesienny czas minął błyskawicznie, nawet nie wiem kiedy! Trochę przeleciał mi przez palce, trochę mi uciekł, ale pełen był naprawdę szczęśliwych chwil. Jak więc wyglądałby zegar opisujący moje ostatnie miesiące, spędzone w towarzystwie małych dzieci, książek i hektolitrów kawy? Jaką niezwykłą maszynerię zaprojektowałby dla mnie Alister Cox główny bohater Cesarskiego zegarmistrza, gdybym zleciła mu stworzenie zegara odzwierciedlającego bieg czasu matki dwojga mini-ludzi? Bardzo jestem ciekawa 😉

Do Cesarstwa Chińskiego nad którym niepodzielnie i wszechwładnie panuje będący ponad ludźmi i czasem cesarz o boskich atrybutach, przypływa wybitny konstruktor zegarów Alister Cox wraz ze współpracownikami. Przybywają na specjalne zaproszenie władcy, by pod jego okiem, w samym środku Zakazanego Miasta konstruować niezwykłe maszyny – zegary, które odzwierciedlają upływ czasu różnych ludzi – dziecka czy skazańca. Autor bardzo luźno oparł swoją opowieść o prawdziwe miejsca i postacie, ale są one dla niego zaledwie luźną inspiracją, drogą, która doprowadziła do stworzenia własnej, niezwykłej rzeczywistości.

Nie znajdziecie w tej powieści fajerwerków… no okej. Fajerwerki to akurat znajdziecie, w końcu nasi bohaterowie są w osiemnastowiecznych Chinach 😉 Ale z pewnością nie znajdziecie tu wielkich przygód, nagłych zwrotów akcji i romansowych emocji. Cesarski zegarmistrz to spokojna, dojrzała proza. Momentami baśniowa, bajkowa, niezwykła, ale też wyważona, delikatna i skupiona na detalu. To powieść dla dojrzałego czytelnika, który w literaturze szuka prawdy, piękna, mądrości oraz intelektualnych przygód. Cesarski zegarmistrz nie jest też łatwą książką. Styl Ransmayra to przede wszystkim długie, skomplikowane zdania i skrupulatne opisy – tej powieści nie czyta się szybko – trzeba się naprawdę skupić, by wejść w historię i dać się jej porwać. Jednak, kiedy już uda się wsiąknąć w lekturę, jest ona niezwykle satysfakcjonująca i zostaje w głowie na dłużej.

Cudownie opisał Ransmayr Chiny i cesarski dwór rysując przed czytelnikiem wizję niczym z azjatyckich obrazów – delikatną, bogatą w swoim minimalizmie, sugestywną. Do tego niezwykłe, magiczne wręcz maszyny, dzieło rąk Alistera Coxa i jego towarzyszy zachwycają i przenoszą w świat dzieciństwa i bajek. Opisy autora są tak wyraźne, że Cesarski zegarmistrz zostanie ze mną długo właśnie w sferze wizualnej – piękno Zakazanego Miasta, dzika przyroda gór i niezwykłe maszyny i zegary – tego się po prostu nie da zapomnieć. Chciałabym żeby kiedyś na podstawie tej książki powstał film – naprawdę myślę, że byłaby to plastyczna i widowiskowa rzecz, na miarę Dziewczyny z portretu czy Dziewczyny z perłą.

Jednak przede wszystkim opowieść Christopha Ransmayra to opowieść o czasie i o życiu. O tęsknocie, o utracie, o śmierci. O próbach zatrzymania czasu, zapanowania nad żywiołem nad którym absolutnie nikt nie ma władzy, a który jest podstawą istnienia, jego esencją i kołem napędowym. Można próbować poskromić czas i rozkład konstruując niebywałe mechanizmy, pielęgnując pamięć czy wierząc głęboko w swoją wszechmoc, ale czy naprawdę można z nim wygrać? Czy ktokolwiek jest w stanie odeprzeć jego niszczące działanie?


Jeśli lubicie literackie wyzwania – zarówno pod względem treści, jak i formy, jeśli fascynuje Was czas i jego bieg, jeśli ciągnie Was do historii, pełnych niezwykłości i dziwów – Cesarski zegarmistrz jest książką dla Was 🙂 Zdecydowanie warto sięgnąć po prozę Ransmayra, bo to naprawdę autor niezwykle oryginalny, wnikliwy i mądry. Myślę, że to dobra lektura na koniec roku i na czas Świąt. Trochę baśniowa, filozoficzna i wyciszająca, idealna by zastanowić się czym czas jest dla nas, jak dla nas płynie i czy jest naszym sprzymierzeńcem czy raczej zajadłym wrogiem.

Moja ocena: 8/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Naprawdę, Seria z Żurawiem to nie tylko ładne okładki! <3

Po więcej książek z Serii z Żurawiem zapraszam tu:

Kruso Lutz Seiler

Tygrysica i akrobata Susanna Tamaro

%d bloggers like this: