3 edukacyjne książki, które naprawdę warto kupić dziecku

Czasem się zastanawiam po co ja prowadzę tego bloga 😉 Serio! Bo przecież nie dla kasy, nie dla sławy, nie dla darmowych książek. No to po co? I mam wtedy kilkutygodniowy kryzys, poczucie bezsensu, aż przychodzi moment taki, jak ten. Moment, kiedy chcę się podzielić naprawdę świetnymi książkami <3 I wtedy cała motywacja do pisania wraca! Tak jest i dziś, bo mam dla Was nie jedną, nie dwie, a trzy wspaniałe książki dla młodszych czytelników. Będą świetne na prezent, jako pomoc naukowa, inspiracja czy po prostu ciekawa lektura. Każda z nich jest inna, ale łączy je jedno – wszystkie mają ogromny potencjał edukacyjny i każda z nich prezentuje inną dziedzinę humanistyki. Cieszę się, że mogę polecać tak dobre i wartościowe rzeczy szerszej publiczności 🙂 Niestety, musicie mi jedno wybaczyć. Zdjęcia wyglądają jakbym zrobiła je tosterem, a wszystkiemu winna jesienna szaruga 🙁 Przez kilka dni odkładałam publikację tego tekstu, licząc na to, że pogoda się poprawi i będę miała choć przez chwilę normalne światło. Nie doczekałam się. No, co ja Wam będę pisać… listopad w pełnej okazałości…

Poczet królowych polskich Anna Kaszuba-Dębska

Pierwszą książką o jakiej chcę Wam dziś opowiedzieć jest Poczet królowych polskich Anny Kaszuby-Dębskiej. Autorka, która stworzyła zarówno ilustracje, jak i tekst, przedstawia nam przekrój polskich władczyń – od czasów legendarnych, aż po nowożytność i kres państwowości polskiej. Sama mówi o swojej książce, że to historia bez lukru i jest tak faktycznie – Anna Kaszuba-Dębska nie ucieka od trudnych momentów czy wad swoich bohaterek. Pisze też: przywrócę królowym polskim sławę i przedstawię ich reprezentacyjny poczet. Bo przecież historia Polski to również historia kobiet. 

I to przywracanie sławy wyszło całkiem nieźle, bo Anna Kaszuba-Dębska stworzyła pozycję wyjątkową i wyróżniającą się wśród tak modnych obecnie książek w nurcie herstory. Wybrała dwadzieścia pięć kobiet, które miały na historię Polski wyjątkowy wpływ – dwadzieścia pięć królowych. Każda z nich opowiada swoje losy w pierwszej osobie, dzieląc się nie tylko dziejami swojego życia, ale też emocjami i uczuciami. Każda z nich była inna. Niektóre to silne polityczki – jak Jadwiga Kaliska, której Władysław Jagiełło oddał królewską pieczęć, dzięki czemu sama mogła wydawać istotne decyzje albo jak Bona Sforza, która tworzyła na dworze własne stronnictwa. Inne zasłynęły tym, że stały się matkami królów – powołały do życia i wychowały władców, jak Rzepicha, a jeszcze inne samym swym pochodzeniem gwarantowały zmianę biegu polskiej historii (jak Aldona Anna Giedyminówna). Autorka pokazuje nam tym samym, jak różna, a zarazem jak ważna i niedoceniana była rola kobiet w zarządzaniu krajem.

Równie ważną częścią Pocztu królowych polskich są portrety władczyń. Poziom ilustracji jest wysoki, jedno co mnie raziło to nieproporcjonalne dłonie na niektórych portretach. Poza tym jest świetnie, bo królowe Anny Kaszuby-Dębskiej naprawdę żyją – mają charakter, przeżywają emocje, a każdy rysunek idealnie komponuje się z opowieścią każdej z kobiet. Dzięki temu wyobraźnia czytelnika pracuje intensywniej, łatwiej też wejść w skórę bohaterek, zrozumieć je. A z doświadczenia wiem, że najlepiej zainteresować się historią właśnie w taki sposób – poprzez osobiste, intymne opowieści, z którymi można się łatwo utożsamić.

Bardzo, bardzo Wam polecam Poczet królowych polskich to idealna pozycja dla nieco starszych dzieci obojga płci (mój 3,5 letni Hubert tylko obejrzał obrazki), ale uwierzcie mi – sprawi ona ogromną radość również rodzicom. Ja ją połknęłam błyskawicznie i naprawdę wczułam się w opowieści polskich władczyń. Mimo że naszą historię znam stosunkowo dobrze (mało kto wie, ale zaliczyłam epizod studiów historycznych!) to z chęcią przypomniałam sobie te kobiece postacie, odświeżyłam wiedzę i nabrałam ochoty na lekturę Jasienicy 😉 Wiem też, że kiedy moje maluszki podrosną na pewno będziemy Poczet królowych polskich czytać, uczyć się z niego i nim inspirować.

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Emotikon.

Atlas mitów Thiago de Moraes

Druga książka o której dziś piszę to jest absolutny hit! Pozycja pod którą jestem gotowa podpisać się rękami, nogami i nawet wybaczam autorowi mapę na której umiejscowił Słowian w środku Azji 😉 Ale do rzeczy! Atlas mitów to dwanaście niezbyt długich, obficie okraszonych ilustracjami rozdziałów. Każdy rozdział opowiada o innej mitologii, przedstawiając jej podstawowe założenia i postacie, wizualizując świat według jej wyobrażeń i zapoznając dziecko z jedną lub dwiema charakterystycznymi dla niej opowieściami. Mamy tu całą masę fascynujących bohaterów, baśniowe historie, mnóstwo kolorów i ciekawostek. Struktura rozdziałów jest stała – krótkie omówienie danej mitologii, przedstawienie jej głównych bóstw i stworów oraz sposobu widzenia świata, następnie charakterystyczny mit, a na koniec przybliżenie kilku stworzeń lub artefaktów (jak piramidy w Egipcie czy wampir w wierzeniach słowiańskich).

Nie jest to kompleksowe opracowanie (wtedy książka musiałaby mieć chyba objętość encyklopedii), a raczej przegląd, który daje ogólny obraz, wprowadza w klimat i kulturę danego regionu. Dzięki temu stanowi ogromną gratkę dla wszystkich czytelników. Właśnie! Atlas mitów nadaje się właściwie dla dziecka w każdym wieku. To znaczy, jasne, największą radochę sprawi dzieciom późnoprzedszkolnym i wczesnoszkolnym, które wyciągną z niego zarówno wiedzę, jak i inspirację. Jednak doskonale nada się również dla maluszków, takich jak mój Syn Wielce Wymowny (lat trzy i połowa). Można już spokojnie z tą mniejszą młodzieżą przeglądać książkę, czytać mity i powoli wprowadzać w temat. I szczerze? Ja, dorosła kobieta też nie mogę się od Atlasu oderwać 🙂

Najlepsze jednak jest w tej książce to, jak bardzo poszerza horyzonty. Dzięki temu, że Atlas mitów omawia na identycznych zasadach zarówno mitologie znane nam, bliskie i mocno wrośnięte w naszą kulturę i popkulturę (jak grecka, egipska, nordycka czy słowiańska), jak i mity zupełnie nieznane (ludu Joruba z Afryki Zachodniej, Janomanów z Ameryki Południowej) dziecko widzi, że świat jet różnorodny i niekoniecznie to, co nam bliskie jest najważniejsze. Bardzo podoba mi się to podejście i mitologiczne równouprawnienie 🙂

Całość dopełniają genialne, lekkie i dowcipne, ale zarazem bardzo adekwatne ilustracje. które zyskały absolutną aprobatę Wymownika. Jego ulubioną postacią została Baba Jaga, która mieszka w domku na kurzych nogach. Atlas mitów był już u nas w domu przeglądany, analizowany i sprawił nam ogromnie dużo radości. A to tak naprawdę tylko wstęp do tego, ile wiedzy Hubert i Ula w przyszłości z tej książki zaczerpną.

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Sztuka. Encyklopedia dla dzieci Susie Hodge David Taylor

Ostatnią z książek o których chcę Wam dziś opowiedzieć jest Sztuka. Encyklopedia dla dzieci od Wydawnictwa Arkady. To – zwłaszcza w porównaniu z dwiema poprzednimi pozycjami, które opowiadają o historii i o religii w nietypowy sposób – rzecz dość klasyczna. Klasyczna nie znaczy jednak gorsza.

Książka podzielona jest na trzy części – o malarstwie (która jest najdłuższa i zajmuje zdecydowaną większość Sztuki), o rzeźbie i o fotografii. Każda z tych części dzieli się na ułożone chronologicznie krótkie rozdziały – dotyczące epok w sztuce, ale też konkretnych trendów, zjawisk czy twórców. Co kilkanaście stron na rozkładówce pojawia się wybitne dzieło, które można przeanalizować nieco dokładniej. Wszystko to składa się na kompleksowy i uporządkowany zbiór najważniejszych informacji o historii sztuki. Sporo też jest w tej książce wiedzy i szczegółów, które zaskoczyć mogą nawet dorosłego czytelnika.

Sztuka. Encyklopedia dla dzieci to pozycja na lata, żeby nie powiedzieć – na pokolenia. Pięknie wydana – w twardej oprawie, na wysokiej jakości papierze, szyta, a nie klejona będzie służyła dziecku przez długi czas. Przyda się zarówno jako pomoc naukowa (myślę, że choć skierowana jest do dzieci spokojnie posłuży i na etapie liceum), jak i samodzielna, rozwijająca zainteresowania lektura. Można ją po prostu przeglądać podziwiając wielkie dzieła światowej sztuki i wychwytując ciekawostki, można też studiować od deski do deski. Wszystko zależy od chęci i potrzeb zainteresowanego, a każdy sposób korzystania z tej książki będzie wartościowy i rozwijający.

Warto mieć w domowej biblioteczce takie pozycje, warto otaczać dzieciaki księgozbiorem do którego mogą zawsze sięgnąć, warto zasiedlać ich półki nie tylko wciągającymi fabułami. Jeśli więc szukacie wysokiej jakości pozycji o historii sztuki, skierowanej do młodszych czytelników Sztuka. Encyklopedia dla dzieci sprawdzi się idealnie.

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Arkady.

%d bloggers like this: