W samym środku zimy – Isabel Allende – recenzja

Wiele lat temu zaczytywałam się w powieściach Isabel Allende. Pamiętam, że jej Dom duchówEwa Luna Niezgłębiony zamysł zrobiły na mnie ogromne wrażenie i bez wahania dopisałam ją do listy ulubionych pisarek. Jednak jakoś tak wyszło, że rozstałam się z Allende na długi czas. Sama nie wiem czemu. Teraz, przy okazji premiery W samym środku zimy – najnowszej powieści Chilijki – postanowiłam wrócić do jej twórczości i niestety! Nie był to powrót udany. Dlaczego? 

W Nowym Jorku szaleje wielka śnieżyca. Zmieni ona losy trojga osamotnionych bohaterów, bo Lucia – dojrzała kobieta po przejściach, Richard – mężczyzna z dramatyczną przeszłością i Evelyn – młoda emigrantka, którą los doświadczył już na wiele sposobów, razem muszą stawić czoła rzeczywistości, odnaleźć siebie, poznać swoją przeszłość i zbudować lepszą przyszłość. Nie będę zagłębiać się w fabułę, żeby nie psuć lektury tym, którzy mają na to ochotę, wspomnę tylko, że w książce występują również zwłoki, zawinięte w dywan i schowane w samochodzie pracodawcy Evelyn. I tych zwłok nasi bohaterowie postanawiają się pozbyć, by chronić młodą dziewczynę.

Nie będę taka najgorsza i zacznę od zalet 🙂 Przede wszystkim W samym środku zimy czyta się szybko i sprawnie. Styl Allende jest lekki (poza dialogami, o czym za chwilę) i z pewnością nie można jej odmówić talentu do snucia wciągających opowieści. Zdecydowanie mocną stroną książki są fragmenty z przeszłości bohaterów, które rozgrywają się w Chile, w Brazylii i w Gwatemali. W tych rozdziałach jest energia, pasja i magia słowa pisarki. Smaki, zapachy, zmysły – wszystko to unosi się w tej prozie i uwodzi czytelnika. Same opowieści, choć momentami przesadnie dramatyczne, są po prostu ciekawe, bo opisują to, co w historii krajów Ameryki Łacińskiej trudne i bolesne. Naprawdę da się odczuć, że to są tematy i klimaty bliskie Isabel Allende i gdyby książka składała się wyłącznie z tych egzotycznych epizodów byłaby nawet niezła. Poza tym wartościowy jest temat, który wydobywa się spod warstw ckliwego romansu. W samym środku zimy opowiada bowiem o uchodźcach, o emigrantach, o dramatycznych powodach dla których ludzie decydują się na wyjazd, o tym jakim cierpieniem okupione jest pozostawienie własnego kraju. Pokazuje jak ciężką drogę trzeba przejść na emigracji i jak różna ona bywa. W samym środku zimy to wyraźny głos Isabel Allende w tym elektryzującym świat temacie i choć ten głos opisuje rzeczywistość Stanów Zjednoczonych, to jednak spokojnie można go przełożyć na grunt Europejski.

Niestety te dwie niewątpliwe zalety, jakie posiada W samym środku zimy nikną na tle ilość banału i głupot, jakimi naszpikowana jest książka. Przede wszystkim uderza fabuła – historia, która rozgrywa się w Nowym Jorku jest tak niemądra, tak nierealna, tak nielogiczna i tak pozbawiona jakiegokolwiek oparcia w rzeczywistości, że aż się robi przykro. Na jakim świecie dwoje dorosłych, bardzo słabo w gruncie rzeczy znających się ludzi, pomogłoby obcej dziewczynie, która ledwo mówi, pozbyć się samochodu ze zwłokami w bagażniku? Wybaczcie, ale absurd tego, co stanowi przecież główną oś fabularną opowieści i powód, dla którego ona się w ogóle toczy, jest niewyobrażalny. Jak zaczynam się nad tym zastanawiać, to wydaje mi się, że całość miała być w założeniu baśniowa i trochę magiczna, ale zdecydowanie coś tu nie wyszło.

Nie kupuję też historii miłosnej, którą Isabel Allende nam serwuje (nie wiadomo właściwie po co, chyba tylko dlatego, żeby książka lepiej się sprzedała). Uczucie, które połączyło Richarda i Lucię, jego przyczyny i to jak się rozwinęło, bardziej przypomina love story w stylu young adult niż opowieść o miłości dwojga dorosłych, dojrzałych ludzi po przejściach.

No i na koniec – dialogi. Istnieje coś takiego, jak pisarski słuch. To umiejętność wychwytywania tych subtelnych elementów, które sprawiają, że tekst, a w szczególności dialog właśnie, jest wiarygodny, melodyjny, taki jak prawdziwa rozmowa dwóch osób. Jednym pisarzom wychodzi to lepiej, innym gorzej, a niektórym tak źle, że w ogóle nie powinni się za pisanie zabierać. Moją osobistą (sprawdzoną!) metodą na ocenę melodyjności tekstu jest przeczytanie go na głos. I robię to zawsze, kiedy coś nie styka, kiedy coś mi w książce nie pasuje. Wtedy słyszę wszystko. A w przypadku W samym środku zimy głośna lektura dialogów Lucii i Richarda była naprawdę traumatyczna – całość brzmiała, jakby napisała ją egzaltowana uczennica podstawówki 🙁 Napuszone, sztuczne i sztywne, właśnie takie są rozmowy w tej książce. Dziwne, że przydarzyło się to autorce, która ma tak ogromną lekkość w opisywaniu świata. Może coś nie wyszło w tłumaczeniu? 🙁


Choć Isabel Allende nie można odmówić talentu do snucia historii, ani pewnej literackiej lekkość to jednak zbyt mało, by W samym środku zimy nazwać dobrą książką. Nieprawdopodobna, naiwna fabuła, przyciężkawe dialogi to chyba największe grzechy tej powieści. Szkoda, tym bardziej, że gdzieś spod tego wszystkiego wystaje chyba najbardziej nośny współczesny temat – emigrantów. Niestety, opowieści o tym, dlaczego ludzie opuszczają dom, giną pod warstwą ckliwych bzdurek i pensjonarskich rozważań dwojga dorosłych ludzi.

Moja ocena: 4/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

  • Faktycznie, pomysł z pozbyciem się trupa wydaje się mocno naciągany. Dlaczego dwójka obcych miałaby pomóc w tym nieznanej sobie dziewczynie? Czemu nie nabrali podejrzeń? A zbyt sztuczne i napuszone dialogi to ostatnio jakaś zmora, przynajmniej ja często na coś takiego trafiam;)

%d bloggers like this: