Ostre przedmioty – Gillian Flynn – recenzja

Ostre przedmioty Gillian Flynn opowiadają historię dziennikarki śledzczej z Chicago – Camille Preaker. Dostaje ona od swojego szefa niełatwe zadanie. Musi wrócić do Wind Gap, miasteczka w którym się wychowała i którego szczerze nienawidzi, by zbadać sprawę brutalnych morderstw dwóch dziewczynek. Na miejscu czekają na nią dramatyczne wspomnienia z przeszłości oraz długo niewidziana rodzina. Czy Camille uda się rozwiązać zagadkę? Czy upora się z demonami dzieciństwa?

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że Ostre przedmioty to nie jest taki sobie zwykły thriller. O nie! To bardzo dobra, wciągająca i świetnie napisana opowieść o ludziach i o pewnym niewielkim miasteczku. Przez książkę się płynie, ale przecież nie od dziś wiadomo, że Gillian Flynn jest wspaniałą pisarką, która umie operować słowem, a przede wszystkim potrafi stworzyć naprawdę mroczny klimat. Atmosfera książki jest gęsta, brudna i niepokojąca. Ale w końcu jak mogłoby być inaczej, skoro akcja toczy się w Wind Gap?

A to jest naprawdę paskudne miejsce. Niepokojące, ciche, jak ze snu w którym niby nic się nie dzieje, a ty budzisz się zlany zimnym potem i nie możesz dojść do siebie. Wind Gap jest do bólu amerykańskie, pełne bogatych mężów i idealnych żon. Ale wystarczy tylko odwrócić na chwilę wzrok, by zobaczyć obrzydliwą rzeźnię, w której mordowane są świnie. Wystarczy odsunąć fragment ciężkiej, lepkiej zasłony, by pod tą idealną blond powłoką odkryć traumy, nieszczęścia, tajemnice, alkoholizm i zło. Wiktoriańskie rezydencje, koktajlowe przyjęcia i dulszczyzna wylewająca się z każdego kąta. To straszne miejsce z którego Camille Preaker uciekła, choć szkód, które wyrządził jej ten małomiasteczkowy świat nie da się już naprawić. Gillian Flynn udało się stworzyć niepowtarzalny klimat depresji i ohydy, który ja kupuję w całości.

W ogóle cała historia przesycona jest naturalizmem, dosadnymi, fizjologicznymi opisami, a pierwszoosobowa narracja kobiety na wiecznym rauszu tylko pogłębia ten mrok. Największą siłą Ostrych przedmiotów jest właśnie Camille. Podobnie jak Libby Day, główna bohaterka Mrocznego zakątka, Camille jest postacią, którą trudno polubić i z którą jeszcze trudniej się utożsamiać. I choć niewątpliwie jest kobietą wrażliwą, obowiązkową, dobrą dziennikarką i osobą poszukującą to miłości, to jednak jest tak pełna żalu i smutku, tak mocno zaburzona, zamroczona alkoholem i przemożną chęcią robienia sobie krzywdy, że wzbudza w czytelniku wstręt. Jej pocięte ciało szpecą liczne blizny, a cierpnie wytłumione, ukryte pod warstwami ubrań, pulsujące i przyczajone, tylko czeka by uderzyć w chwili słabości. Głodna bestia traumy i dziecięcych lęków wciąż czyha. Zresztą nie tylko postać Camille jest doskonale napisana. Również demoniczna, oschła emocjonalnie matka i chimeryczna, okrutna młodsza siostra przerażają, niepokoją i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Gillian Flynn nie oszczędza swoich postaci, nie łagodzi i czyni z nich kluczowe punkty powieści. Bo to właśnie one – dwie córki i matka są najważniejsze. To one sprawiają, że ta książka jest warta lektury i to dzięki nim Ostre przedmioty są tak dobre. I straszne zarazem.

Jeśli czegoś mi w Ostrych przedmiotach brakowało, to zaskoczenia. Rozwiązania zagadki domyślałam się już od połowy książki, a na ostatnich stronach byłam go już niemal pewna. Liczyłam po cichu, że jednak Gillian Flynn jakoś mnie zdziwi, dokona czegoś niespodziewanego, ale niestety nic takiego się nie stało. Nie chcę Wam tu zbyt wiele zdradzać. Zresztą, może ja po prostu mam za sobą zbyt wiele kryminałów oraz thrillerów i wychwytuję już pisarskie sztuczki? Dajcie znać czy Wy też domyślaliście się, kto zamordował dziewczynki!

I jest jeszcze jedna sprawa o której warto tu wspomnieć. Wiele osób zapewniało mnie przed lekturą Ostrych przedmiotów, że na koniec akcja rusza z kopyta, że emocje są niesamowite, że powieść trzyma w napięciu i nie można jej odłożyć. Cóż… Tak nie było. Dla mnie emocje w Ostrych przedmiotach mają raczej temperaturę lekko wystygniętej zupy. Owszem, takiej paskudnej zupy, na którą w dzieciństwie wołało się zupa z trupa, ale gorąca to ona nie była. Od początku akcja rozkręcą się powoli, płynie niespiesznie, stopniowo pogrążając czytelnika w coraz większym mroku. Gillian Flynn skupia się na klimacie małego miasteczka, wątkach obyczajowych i głównej bohaterce, a napięcie bierze się raczej z emocji między bohaterkami niż z klasycznych kryminalno-sensacyjnych rozwiązań. To nie jest wadą tej książki, ale na pewno warto to podkreślić. Jeśli szukacie thrillera w którym akcja pędzi na łeb na szyję to zdecydowanie sięgnijcie po inną powieść.


Ostre przedmioty Gillian Flynn to doskonała książka i to przede wszystkim ze względu na bardzo dobry język, świetnie napisanych bohaterów, niepowtarzalny mroczny, naturalistyczny klimat i psychologiczne smaczki. I choć zabrakło mi w niej elementu zaskoczenia, a zakończenie nieszczególnie trzymało mnie w napięciu, to zalet jest tak wiele, że jej lektura daje naprawdę dużo czytelniczej satysfakcji. Więc polecam, a sama zaraz biorę się za serial 🙂

Moja ocena: 7/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

%d bloggers like this: