3 razy Nike 2018, czyli na skróty przez przeczytane książki cz. 2

Staram się czytać te nominowane pozycje. Od kilku lat stało się to moją małą, wakacyjną tradycją. Wyjątkiem był zeszły rok, w którym niemalże nic na długiej liście mnie nie zainteresowało. Na szczęście teraz szanowna kapituła postanowiła się poprawić i zestaw jest tak godny, że a) sporo książek poznałam już przed ogłoszeniem listy nominowanych, b) te których jeszcze nie znałam naprawdę mnie zaintrygowały 🙂 Dlatego na blogu powoli powstaje prawdziwy Nike przewodnik! Dziś mam dla Was kolejne trzy pozycje, a na dole linkuję do innych wpisów w których możecie znaleźć recenzje nominowanych książek. Mam nadzieję, że się przyda 🙂

Sendlerowa. W ukryciu Anna Bikont

O co chodzi: chyba najgłośniejsza biografia zeszłego roku, zdobywczyni Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, książka, której przedstawiać nie trzeba. Opowieść o Irenie Sendlerowej oraz o ludziach, którym ta bohaterska kobieta pomogła przetrwać czas największego mroku.

Czy warto: no raczej. Anna Bikont pokazuje, że podziw nie musi być równoznaczny z fałszowaniem rzeczywistości i zaprzeczaniem faktom. Ale też otwiera czytelnika na dyskusję, stawia pytania. Podaje mnóstwo doskonale udokumentowanych faktów. Jakie to potrzebne w dzisiejszych czasach, kiedy do telewizji może iść każdy debil, głosić swoje debilizmy, a lud słucha i wierzy w każde słowo, nie poparte niczym poza emocjonalnym przekazem. Bardzo, bardzo potrzebna książka. Bardzo dobra książka.

Dla kogo: no myślę, że powinna być dla każdego. Tylko nie wiem, czy każdy przez nią przebrnie, bo choć Annie Bikont lekkości pióra odmówić nie można, to jednak Sendlerowa jest książką, którą czyta się dość trudno. Naszpikowana faktami, postaciami, wydarzeniami wymaga skupienia i ogromnej uważności. Niemniej bardzo ją Wam polecam.

Moja ocena: 9/10

Nie hańbi Olga Gitkiewicz

O co chodzi: reporterska opowieść o polskim rynku pracy, który według autorki nadal jest miejscem dość dramatycznym.

Czy warto: warto. Choćby po to, żeby podyskutować 🙂 Bo ja szczerze mówiąc mam z Olgą Gitkiewicz i jej książką pewien problem. Autorka w pierwszym rozdziale pisze wyraźnie, że Nie hańbi jest książką o rynku pracy w Polsce. Skupia się jednak wyłącznie na negatywnych zjawiskach tegoż: złych korporacjach, śmieciówkach, ludziach wykluczonych i trwale bezrobotnych, problemach zawodowych młodych matek. Nie ma wątpliwości, że te wszystkie patologie w naszym kraju istnieją i ja ich nie neguję. Ale jeśli zapowiadamy szumnie, że piszemy książkę o rynku pracy, to dobrze byłoby opisać go nieco bardziej kompleksowo, dostrzec w nim też to co dobre. Bo to dobre na polskim rynku pracy też jest. Poza tym książka jest bardziej emocjonalna niż merytoryczna. Jestem świeżo po lekturze Urobionych Marka Szymaniaka, który zrobił zdecydowanie lepszą, bardziej dokładną, skrupulatną i wnikliwą reporterską robotę i porównanie tych obu pozycji wypada zdecydowanie na jego korzyść.

Dla kogo: dla wszystkich zainteresowanych tym, co w naszym kraju wymaga zdecydowanej zmiany.

Moja ocena: 6/10

Rejwach Mikołaj Grynberg

O co chodzi: Rejwach to krótki zbiór jeszcze krótszych opowiadań (dosłownie na dwie, trzy strony) o losach Żydów w dzisiejszej Polsce.

Czy warto: oj, warto. Po pierwsze dlatego, że Grynberg pokazuje, jak przy minimum środków, osiągnąć maksimum efektu. Zachwyca literackim minimalizmem, cyzeluje każde słowo i dba o każde zdanie, a swoimi krótkimi formami przekazuje więcej niż niejeden autor rozpisujący się na setki stron. No a po drugie: temat. Ważny, aktualny, trudny. Niby to opowiadania, ale tak bardzo prawdziwe, tak bardzo osadzone w tym, co rzeczywiste.

Dla kogo: dla wrażliwych czytelników, którzy lubią piękną literaturę i nie boją się bolesnych tematów.

Moja ocena: 8/10

Więcej książek nominowanych do Literackiej Nagrody Nike 2018 znajdziecie tu:

Anna Cieplak Lata powyżej zera

Marcin Wicha Rzeczy, których nie wyrzuciłem

Martyna Bunda Nieczułość

Robert Rient Duchy Jeremiego

Weronika Gogola Po trochu

  • Czytałam tylko „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”, ale zawiodłam się tą książką. Na pewno sięgnę jeszcze po „Po trochu”.

%d bloggers like this: