3 powody, dla których kocham Davida Mitchella

Jestem człowiekiem z misją! Kiedy tylko pokocham jakąś książkę albo jakiegoś pisarza, muszę o tym opowiadać całemu światu. Piszę o tym na blogu, wrzucam zdjęcia na Instagram, trąbię znajomym i ogólnie strasznie chcę, żeby wszyscy ją czytali. Zazwyczaj spotykam się z dużym zrozumieniem, ale… w tym przypadku jest inaczej. Ile razy wspominam komuś, że musi MUSI MUSI przeczytać jakąś książkę (jakąkolwiek w sumie, ale najlepiej to Atlas chmur) Davida Mitchella napotykam zdziwione spojrzenie i komentarz w stylu: aleeee toooo? Przecież to jakaś tam fantastyka… A przecież to takie niesprawiedliwe spojrzenie na jego prozę! Mitchellowi zdecydowanie należy się wśród polskich czytelników obrona i dlatego powstał ten wpis! Bo David Mitchell nawet kiedy popełnia książkę słabszą (a tak jest w przypadku Czasomierzy, które nie dorastają do pięt Atlasowi chmur), to i tak tworzy literaturę wartą uwagi, ciekawą, atrakcyjną i niebanalną. Dla mnie to jeden z wybitniejszych i oryginalniejszych współczesnych twórców oraz pisarz, który ma ogromne szanse przetrwać próbę czasu i być czytanym jeszcze za lat dwadzieścia, pięćdziesiąt i sto.

Mam póki co za sobą trzy z jego siedmiu powieści (wszystkie zostały wydane w Polsce). Nie będę oryginalna – najbardziej podobał mi się Atlas chmur, który uważam za arcydzieło 🙂 Poza tym poznałam piękne Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta i – przeczytane dosłowanie przed chwilą – grubaśne Czasomierze. I te trzy książki uświadomiły mi jedno: David Mitchell to pisarz, który idealnie trafia w moją wrażliwość literacką i w moje widzenie świata. Oprócz tego, że jego książki są obiektywnie bardzo dobre (nominacji do Nagrody Bookera nie dają przecież za piękne oczy!) dla mnie są wyjątkowe. Ale dziś chciałabym się skupić na tym, co sprawia, że Davida Mitchella po prostu warto znać. W sumie to mogłabym te powody mnożyć i mnożyć w nieskończoność, bo Mitchell jest naprawdę wybitnym pisarzem. Ale skupię się na trzech według mnie najważniejszych. Oto one!

1. David Mitchell jest mistrzem słowa i językowym czarodziejem

To najlepiej widać w Atlasie chmur, ale nie tylko! Mitchell bawi się słowem, zmienia styl pisania w zależności od postaci i wychodzi mu to perfekcyjnie. Potrafi prowadzić narrację z punktu widzenia młodego, rozpasanego intelektualnie i cieleśnie libertyna, zbuntowanej nastolatki czy podstarzałego pisarza. Umie napisać fragment w stylu science-fiction, a zaraz wchodzi w elegancki świat listów XVIII wiecznego lekarza. Tu nie ma przypadkowych zdań, wszystko jest potrzebne, by razem zbudować narrację doskonałą. Mitchell jest mistrzem słowa, mistrzem formy i choćby dlatego warto sięgnąć po jego powieści – żeby zobaczyć, jaką perfekcję można osiągnąć w pisaniu.

2. David Mitchell pokazuje, że fantastyka to nie tylko rozrywka dla pryszczatych nastolatków

Zawsze mnie boli, kiedy słyszę eeee tam, to tylko fanatastyka. I tak jak doskonale rozumiem, że fantastyki można zwyczajnie nie lubić (tak jak można nie lubić kryminałów, prozy obyczajowej albo skandynawskich pisarzy), tak nie rozumiem, jak można ją programowo wrzucać do worka ze stygmatyzującym (?) napisem literatura popularna. To tak bardzo nie prawda! Po pierwsze wielu pisarzy parających się fantastyką ma już status klasyków, których po prostu trzeba znać – jak choćby H.G. Wells, Edgar Allan Poe, Ursula le Guin, Stanisław Lem czy Tolkien. A po drugie współcześni autorzy tego gatunku również potrafią tworzyć literaturę przez duże L. A jednym z nich jest właśnie David Mitchell.

Fantastyka w jego powieściach jest tylko pretekstem do rozmowy o świecie i jego kondycji, o ludziach i ich przyszłości. Pomysły na które wpada Mitchell są ciekawe, zaskakujące i niebanalne, a jakość jego prozy (patrz: punkt 1) zdecydowanie nie pozwala o niej myśleć, jako o prymitywnej rozrywce. Dlatego warto sięgnąć po jego książki – by przekonać się, że fantastyka jak najbardziej może być wybitną literaturą.

3. Proza Davida Mitchella wciąga

I to jak! Naprawdę nie każdy pisarz potrafi wykreować u czytelnika to poczucie, które ja roboczo nazywam czytam i mam Was wszystkich w dupie. Sięgam po baaaardzo wiele książek (dużo więcej niż jest na mojej liście przeczytanych, bo nie wszystkie kończę), ale mało która potrafi wciągnąć mnie bez reszty, zaangażować w losy bohaterów tak bardzo, że wszystko inne przestaje się liczyć. A proza Mitchella tak. To jest autor, który ma niezwykły dar opowiadania, który z najzwyklejszych czynności potrafi stworzyć fascynującą opowieść. Jeśli szukacie literatury pochłaniającej, wciągającej i fascynującej, która jednocześnie stoi bardzo daleko od półek z czytadłami, to David Mitchell jest pisarzem dla Was 🙂


A Wy? Znacie prozę Davida Mitchella? Lubicie tego autora? A może przekonałam Was, że warto po nią sięgnąć? 🙂

  • Vespera Verril

    Czytałam tylko Czasomierze, ale absolutnie zgadzam się z twoim punktem nr 1: Mitchell jest czarodziejem słowa. Nie potrafię sobie na szybko przypomnieć drugiego takiego pisarza, może Lem? Czasem Terry Pratchet?

%d bloggers like this: