Tygrysica i Akrobata – Susanna Tamaro – recenzja

Hmmm… Wydaje mi się, że jestem osobą bardzo mocno stąpającą po ziemi (choć gdzieś tam cały czas mieszka we mnie dziewczynka, która wierzy w czary i czeka na list z Hogwartu). Jestem też intensywna – łatwo popadam w zachwyt, jeszcze łatwiej się złoszczę. Mam też w sobie sporo stanowczości (niektórzy mówią, że to despotyzm…), odwagi i uporu. Zawsze szukam rozwiązań, kocham działać, wszystko muszę mieć na już. Jestem niepoprawną hedonistką. Ale najbardziej lubię konkrety, fakty, szybkość. Nie znoszę gadania o niczym. I wiecie co? Mój charakter ma odbicie w książkach po które sięgam. Kocham realistyczne powieści, lubię gdy autor nie kombinuje, tylko pięknie i prawdziwie pisze o świecie. Przepadam za reportażem, biografią, dowcipnym felietonem. Dla rozrywki przeczytam kryminał albo fantastykę. Z zasady nie czytuję tzw. literatury kobiecej, bo mnie ona po prostu śmiertelnie nudzi, za mało w niej akcji, za dużo ochów achów. Nie znoszę poradników (wyjątkiem są te o wychowywaniu dzieci…), bo nikt mi nie będzie prawił jakichś kocopołów o tym, jak mam żyć. Sama wiem najlepiej. Romanse mnie nudzą. A jednak… czasem robię wyjątki i okazuje się, że lektury, które, wydawałoby się, raczej mnie zmęczą niż zachwycą, okazują się strzałem w dziesiątkę, Albo przynajmniej miłą odmianą. I wiecie co? Tak właśnie było w tym przypadku, bo Tygrysica i Akrobata Susanny Tamaro – baśń dla dorosłych z filozoficznym zacięciem – to był naprawdę dobry wybór czytelniczy. Choć zupełnie nie w moim stylu 🙂

Tygrysica i Akrobata Susanny Tamaro to krótka, filozoficzna baśń. Opowiada o losach Tygrysicy. Poznajemy ją w chwili narodzin w Tajdze, wędrujemy z nią przez dzieciństwo oraz dorosłe, często niełatwe życie i towarzyszymy jej aż do śmierci. Tygrysica spotyka na swojej ścieżce różne zwierzęta i osoby, a niektóre z tych spotkań są ważniejsze od innych i mają wpływ na dalsze losy dzikiej kocicy. Fabuła książki jest prosta i da się ją opisać w dosłownie trzech zdaniach. Nie ona jest jednak tu najważniejsza, bo Tygrysica i Akrobata, korzystając z przystępnej i atrakcyjnej dla czytelnika formy baśni literackiej, stawia pytania na które człowiek poszukuje odpowiedzi od zawsze: o istnienie Boga, o to czy jest życie po śmierci, a jeśli jest to czy spotkamy tam naszych bliskich. O dorosłość i wychodzenie z dzieciństwa. A przede wszystkim o wolność, cel i sens życia oraz o poszukiwanie swojej własnej, jedynej i unikalnej drogi. Jak na 150 stron to całkiem sporo trudnych pytań, prawda? 😉

No właśnie. Mam z tą książką mały problem. Bo z jednej strony jest to piękna, klimatyczna baśń (o czym za chwilę), która zostawia ślad w sercu. Ale z drugiej strony Susannie Tamaro nie udało się uciec od banałów, a takie stwierdzenia, jak posiadanie oczu i umiejętność patrzenia to dwie różne rzeczy nie są tu wcale rzadkością. Z drugiej strony, trudno chyba napisać filozoficzną baśń o dzikiej Tygrysicy i nie wylądować na planecie Truizm w galaktyce Oczywistość. Może więc tych prawd o życiu podawanych wprost nie ma się co obawiać, tylko trzeba łyknąć je z całym dobrodziejstwem inwentarza?

Tym bardziej, że jest w Tygrysicy i Akrobacie coś, co sprawia, że ten banał smakuje całkiem nieźle. Przede wszystkim ogromną zaletą jest styl i język Susanny Tamaro. Autorka używając prostych i bezpretensjonalnych słów pisze o najważniejszych sprawach, a przez jej opowieść się płynie. A słowa składają się na piękną baśń, w której najbardziej zachwyca atmosfera. Kiedy czytałam Tygrysicę i Akrobatę słyszałam spokojny, ciepły i głęboki damski głos, który opowiadał mi tę historię. Widziałam groźne, prastare lasy Tajgi, czułam wiatr na twarzy i lodowate zimno śniegu pod stopami. Taka to jest opowieść, i taki to jest klimat. I choćby dla tej atmosfery, dla dzikości i dla pięknego, prostego języka, jakim posługuje się Susanna Tamaro warto tę książkę przeczytać. Dzięki nim Tygrysica i Akrobata nabiera lekkości i daje prawdziwą czytelniczą przyjemność.

No i rozmiar. On przecież ma znaczenie 😉 W tym przypadku trzeba być wdzięcznym autorce za to, że napisała książkę krótką. Bardzo krótką. Wydawałoby się, że aby opisać los potrzeba dużo przestrzeni, ale okazuje się, że niekoniecznie. Gdyby rozwlec tę opowieść stałaby się ona nudna, wtórna i męcząca. Dzięki temu, że jest tak krótka, czyta się ją dobrze i jest niezwykle przyjemna w odbiorzeTygrysica i Akrobata ma idealną długość i dzięki temu stanowi miły przerywnik i atrakcyjną, egzystencjalną przygodę. Wiecie, pewne rzeczy, na przykład baśnie filozoficzne, lepiej przyjmować w mniejszych dawkach 😉


Tygrysica i Akrobata to ładna, nastrojowa opowieść o życiu, o przeznaczeniu i poszukiwaniu własnej drogi. Trochę zbyt dużo w niej truizmów, ale z drugiej strony… może w dzisiejszym cynicznym świecie czasem tego banału po prostu potrzebujemy? Może takie ładnie podane prawdy przyjmowane raz na jakiś czas są jak lekarstwo na zwyczajność i zło? Mi się po jej przeczytaniu zrobiło po prostu ciepło na sercu. I jasne, Tygrysica i Akrobata to nie jest literatura zmieniająca świat. Myślę też, że nie ma ona siły, by zmieniać życie, jednak daje niewątpliwą czytelniczą przyjemność. Osobom lubiącym takie filozoficzne, baśniowe historie spodoba się bardzo, a dla twardo stąpających po ziemi realistów (do jakich ja sama siebie zaliczam 😉 ) może stanowić miłą odmianę.

Moja ocena: 6/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Po więcej baśniowych opowieści zapraszam tu:

Lewis Carroll Alicja w Krainie Czarów

Ursula le Guin Ziemiomorze 

Michael Dylan Foster Yokai

%d bloggers like this: