Co widzimy w gwiazdach – Kelsey Oseid

Czasem jeszcze patrzę w niebo. Uwielbiam badać kształty chmur, podziwiać zachody (a od kiedy zostałam mamą również wschody…) słońca. Kocham widok czystego błękitu w słoneczny dzień. Ale najbardziej ciągnie mnie do gwiazd. Najpiękniejszy widok, jaki widziałam w życiu? Niebo nad pustynią. Intensywne, mocne, tak inne od tego, które widzimy w miastach. Nic tego nie przebije! Zawsze fascynowało mnie to, co w górze, ale jakoś nigdy nie miałam okazji przyjrzeć się niebu z bliska. Trochę to wina szkoły, bo na fizyce astronomię przerobiliśmy błyskawicznie i przez następne dłuuuugie miesiące rozwiązywaliśmy jakieś koszmarne zadania (których nikt, włącznie z naszą nauczycielką nie rozumiał). Trochę to wina moja, bo jeśli coś nas interesuje, to powinniśmy sięgnąć po to sami. Ale przecież nigdy nie jest za późno, by się dokształcić. Tym bardziej, że jako matka jestem coraz częściej bombardowana pytaniami i czuję lekką panikę, kiedy mój Syn Wielce Wymowny pyta dlaciego pada deszcz albo dlaciego świeci słońce. Dziś zadowala się odpowiedzią typu żeby kwiatki ładnie rosły synku… o zobacz! Jaki ptaszek tam leci! Notam! Nie widzisz?!, ale bądźmy poważni – już niedługo chłopak się zorientuje, że choć mamusia wie sporo o historii i kulturze, to już fizyka (a także biologia i chemia) to dla niej terra incognita 😉 Więc dokształcam się, jak mogę, a niebo zaczęłam poznawać od Co widzimy w gwiazdach Kelsey Oseid – książki skierowanej do młodszego (i myślę, że była to słuszna decyzja) czytelnika.

Ten przepięknie (!) ilustrowany przewodnik po nocnym niebie to przede wszystkim prawdziwa gratka dla każdego młodocianego wielbiciela pięknych przedmiotów. Autorka – malarka i graficzka – stworzyła pozycję naprawdę bajeczną. Stonowane nocne barwy – granaty, biel, szarości – czasem tylko wzbogacone o inne kolory. Przepiękne ilustracje, które oprócz tego, że doskonale obrazują gwiezdne zagadnienia (spójrzcie tylko na zdjęcie poniżej!), kształtują w dziecku poczucie estetyki i dobry gust. Twarda oprawa i przepiękna okładka – warstwa wizualna Co widzimy w gwiazdach jest absolutnie doskonała. I choć przecież nie jest to najważniejszy aspekt tej książki, to powiem tak: pozycji o gwiazdach i kosmosie jest wiele, ale tak pięknej jeszcze nie miałam w rękach. Zresztą, wiecie, że uwielbiam ładne przedmioty i zjawiskowo wydaną literaturę, więc nikogo nie powinno dziwić, że to o wyglądzie Co widzimy w gwiazdach piszę najpierw!

A co jest w środku? Na 150 stronach dziecko znajdzie informacje o podstawowych pojęciach z dziedziny astronomii. Dowie się między innymi czym są gwiazdozbiory (a także jakie gwiazdozbiory widzimy na niebie), czym jest zorza polarna, jakie są planety w Układzie Słonecznym, jakie są fazy księżyca, jaka jest różnica między meteorem, a meteorytem. Kelsey Oseid opisuje również mnóstwo ciekawostek – o sondach kosmicznych, o odkrywcach kosmosu, o mitach i o tym, jak człowiek na przestrzeni lat postrzegał niebo.

To bardzo poznawcza lektura i choć trzeba zaznaczyć, że Co widzimy w gwiazdach to pozycja dla dzieci starszych, takich, które miały już kontakt z fizyką i są w stanie zrozumieć tekst zawierający nieco trudniejsze fragmenty, to nie ma tu miejsca na nudę i dłużyzny. Całość jest bardzo ciekawie podana i choć ja musiałam się parę razy mocniej skupić (hmmm… może nie jestem tu najlepszym punktem odniesienia, bo – delikatnie mówiąc – fizyka nie była nigdy moim ulubionym przedmiotem w szkole…), to wciągnęłam się. I dowiedziałam mnóstwa ciekawych rzeczy 🙂

Polecam tę książkę bardzo – i młodszym, i nieco starszym czytelnikom, którzy tak jak ja, lubią czasem spojrzeć w gwiazdy, ale nie wiedzą o nich zbyt wiele 🙂 Ja łyknęłam Co widzimy w gwiazdach błyskawicznie i dałam porwać marzeniom o podróżach kosmicznych. Oraz dość naiwnym, choć niezwykle przyjemnym, rozważaniom o tym kim jesteśmy, dlaczego jesteśmy i jakie jest nasze – ludzi miejsce we wszechświecie.

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

%d bloggers like this: