10 niezawodnych sposobów na bycie z dzieckiem tu i teraz

Wiecie co? Uwielbiam zabawki i zajęcia, które sprawiają, że mój niespełna trzyletni Syn Gryzak zajmuje się sam sobą. Tak, puszczam mu bajki. Tak, mamy w domu wielki zapas ciastoliny, która skutecznie zajmuje mu czas na dłuuuugie minuty (do godziny!). Tak, cieszę się, kiedy moje dziecko siedzi samo w swoim pokoju i odkrywa nowe światy. Po pierwsze dlatego, że mam wtedy święty spokój – mogę zająć się Królewną Ulewną (czyli wiecznie poszkodowanym młodszym potomkiem), ogarnąć coś w domu, napisać na blogu, załatwić pilne sprawy albo po prostu poczytać książkę. Jednak przede wszystkim uśmiecham się z radością, bo wiem, że dziecko, które bawi się samo i zajmuje samo sobą rozwija wyobraźnię, kreatywność, uczy się niezależności i ogólnie robi mu to dobrze na głowę. Samodzielne spędzanie czasu to dla malucha super sprawa i jestem zdania, że trzeba go przyuczać do tego już od samego początku. Ale przecież ja nie o tym chciałam 😉 Chociaż może i o tym, bo zauważyłam jedną prawidłowość! Moje dziecko chętnie bawi się samo, jeśli wcześniej otrzyma od nas wystarczającą porcję quality time. Jeśli zaniedbamy wspólne spędzanie czasu, robi się marudny, złośliwy i na siłę zwraca na siebie naszą uwagę. I słusznie, bo ten słynny quality time, to bycie z dzieckiem tu i teraz jest równie ważne, co danie dziecku przestrzeni do samodzielnego poznawania świata. I o tym chcę dziś pisać. A pisząc o quality time nie mówię o sytuacji w której matka siedzi na Instagramie i drugą ręką podaje dziecku klocki (kto nigdy tak nie robił, niech pierwszy rzuci kamieniem! 😉 ), a o prawdziwym byciu razem. O czasie, który spędzamy wspólnie i skupiamy się na sobie i rozrywkach w 100%.

No bo właśnie! Matko, ojcze! Ile czasu spędzasz ze swoim dzieckiem? Cały dzień? Trzy godziny? Weekendy? Wydaje się, że tych chwil jest mnóstwo i że potomstwo zdominowało naszą codzienność totalnie, ale… czy na pewno? Czy mówiąc o trzech godzinach masz na myśli trzy godziny pełnej uwagi? Stuprocentowego skupienia na Twoim małym człowieku? Czy może przez te trzy godziny rozmawiasz przez telefon, piszesz esemesy, przeglądasz ulubione blogi i Instagram? A może po cichu podczytujesz książkę albo zerkasz na ulubiony serial w telewizji? Sprzątasz i gotujesz obiad? Tak? No właśnie! Czy więc faktycznie ten czas, ten dzień, ten weekend, te trzy godziny należą do Twojego dziecka?

Wiem najlepiej, jak trudno jest czasem skupić się w 100% na drugiej osobie, zwłaszcza jeśli ta osoba ma głęboko w czterech literach najnowsze afery polityczne, a o literaturze i kontrowersyjnej okładce Wysokich Obcasów rozmawiać może i chce, ale w takiej formie, którą trudno (przy olbrzymich pokładach dobrej woli) uznać za atrakcyjną dla wyrobionego rozmówcy. Tak. Dla mnie większość dziecięcych zabaw to straszna nuda i naprawdę trudno mi się na nich skoncentrować. Kocham jednak moje dziecko tak bardzo, że szukam sposobów, by wspólny czas był dla nas obojga atrakcyjny i żeby Hubert naprawdę czuł, że mama jest zaangażowana i zaciekawiona. Bo bez mojego zaanagażowania, bez mojej autentycznej pasji quality time’u nie będzie. Moje dziecko wyczuwa lipę na kilometr 😉 A w tym poście zabrałam wszystkie moje sposoby na prawdziwe, zaangażowane bycie z nim tu i teraz, takie które dają satysfakcję nam obojgu. Plus dodałam sposoby Pawła, bo jego bawią zupełnie inne rzeczy. Oto one: moje niezawodne metody na to, by nie scrollować Facebooka w czasie bycia z dzieckiem. Wszystkie dają radość i dziecku i rodzicowi, wszystkie angażują uwagę dorosłego niemalże w stu procentach. Czasem wystarczy nawet pięć minut, by mały człowiek poczuł się ważny i doceniony!

1. Rozmowa

Tak, tak. Zwykła rozmowa. To można robić już z najmniejszym dzieckiem – rocznym, dwuletnim. Nawet z takim, które jeszcze nie mówi. Szczerze mówiąc rozmawiałam z Hubertem od kiedy się urodził i teraz czasem się zastanawiam, czy przypadkiem nie przesadziłam 😉 Bo mam dziecko, któremu buzia się zamyka tylko podczas snu… W każdym razie rozmawiamy. Na razie są to krótkie momenty, ale staram się, żeby były jak najczęstsze. Zadaję Hubertowi pytania, ale przede wszystkim słucham tego, co on chce mi przekazać i staram się wykazywać zrozumienie nawet dla tak interesujących teorii, jak ta, że na suficie mieszkają pająki, a nasza rodzina to rodzina Zielonków, mieszkająca w mieście o wdzięcznej nazwie Mięso 😉 Zawsze też, kiedy widzę, że mój syn chce mi coś opowiedzieć, odkładam na bok to co robię, ewentualnie proszę go o chwilę cierpliwości, jeśli moje zajęcie jest pilne. Zwykła rozmowa może sprawić, że dziecko będzie się czuło ważne i docenione. Głęboko w to wierzę. A i widzę teraz, jak chętnie opowiada nam różne rzeczy, jak sam wychodzi z inicjatywą i relacjonuje swój dzień. To jest super <3

2. Wspólny posiłek

U nas jest to kolacja. Kiedy tata wraca z pracy siadamy wszyscy do wspólnego posiłku i opowiadamy, jak nam minął dzień, a czasem zdarza się nam czytać na głos książki (zawsze uważałam zakaz czytania przy jedzeniu za absurdalny i faszystowski!). Zdarza się, że namówienie Huberta do uczestnictwa w kolacji wymaga zastosowania środków przymusu. Jasne. Ale czuję, że te chwile, nawet jeśli troszkę wymuszone, są dla naszego synka wartościowe i zaprocentują w przyszłości. Wspólne posiłki jednoczą rodzinę, dają poczucie wspólnoty i zacieśniają więzy. A przede wszystkim sprawiają, że jesteśmy razem – w jednym miejscu, jednym czasie i możemy się poświęcić wyłącznie sobie. Tylko pamiętajcie rodzice: żadnych smartfonów!

3. Wspólne gotowanie

Wiem. Wspólne gotowanie to z jednej strony genialna sprawa, ale z drugiej niezły hardcore 😉 Wycinanie ciasteczek może skończyć się awanturą, a mieszanie masy owsianej kuchenną bałaganową masakrą. Jednak warto. Trzeba się tylko uzbroić w cierpliwość, wytrwałość i nastawić na półgodzinne sprzątanie. Bo efekt, a przede wszystkim wspólnie spędzony, intensywny i ciekawy czas są murowane. Dzieci uwielbiają pomagać, uwielbiają uczestniczyć i trzeba im dać taką możliwość, jeśli tylko chcą. Przy okazji można pokazać im nowe smaki i nauczyć rzeczy, które w przyszłości będą niezwykle przydatne. Same plusy!

4. Spacer z atrakcjami

Atrakcjami? Jakimi? A najprostszymi! My na przykład uwielbiamy zbierać 🙂 Muszelki na plaży, szyszki i liście w lesie, kamyki z pola – opcji jest mnóstwo, a taki spacer zbieracza można przedłużyć w domu robiąc na przykład ludziki z szyszek albo malując kamienie. Można też liczyć czerwone samochody czy szukać określonych roślin lub zwierząt. Ile znajdziemy kaczek w parku? Czy będą tam łabędzie? W sumie możliwości są nieograniczone i zależą tylko od wyobraźni rodzica i dziecka. A po co te atrakcje? Bo dzięki nim łatwiej nam się skupić na chwilach z dzieckiem, a wyciągnięcie telefonu na placu zabaw staje się dużo mniejszą pokusą. U nas ta metoda się sprawdza i uwielbiamy takie wspólne tematyczne wyprawy.

5. Prace plastyczne – najlepiej takie, przy których można się pobrudzić

To akurat domena Pawła, ja ograniczam się do dania Hubertowi kredek i ciastoliny. Ale chłopaki regularnie malują razem farbami i mają całkiem niezłą zabawę. I uwierzcie mi, że w tych chwilach Paweł jest w stu procentach skupiony na naszym dziecku, bo… inaczej się nie da! Po pierwsze dlatego, że malowanie wymaga pełnego zaangażowania, a po drugie… Cóż… Wyjście rodzica z pokoju, czy nawet chwilowe odwrócenie wzroku w przypadku dziecka tak małego, jak nasze może skończyć się niezłą demolką 😉 W każdym razie farby to ich wspólny konik i czas spędzany tylko razem.

6. Wspólne uprawianie sportu

Okej. Przyznaję. Nie jesteśmy rodziną sportowców i właściwie do regularnych treningów musimy się z Pawłem zmuszać. Zdecydowanie bliższy nam jest styl życia kanapowego lenia i choć walczymy z tym na wszelkie możliwe sposoby, to jednak nie sądzę, żeby udało się nam wychować małych atletów. Jednak nasza sportowa abnegacja nie oznacza wcale, że unikamy zabaw ruchowych z dzieckiem. O nie! Już teraz staramy się zachęcać Huberta do ruchu – grając razem w piłkę, ganiając za balonikiem, wspinając się po małpim gaju w sali zabaw, regularnie odwiedzając plac zabaw czy namawiając go na wspólną gimnastykę. I powiem Wam, że kiedy tak razem spędzamy czas, to jest to czas spędzony naprawdę wspólnie. W końcu ruch fizyczny angażuje, wymaga koncentracji i wciąga! A im dziecko starsze, tym może być ciekawiej. Warto poszukać takiej aktywności, która będzie dawała radość całej rodzinie. Może w przyszłości będziemy razem chodzić na basen (w sumie to Paweł z Hubertem już chodzą!), jeździć na snowboardzie i łyżwach? A może, my dorośli, dzięki naszym dzieciom otworzymy się na zupełnie nowe aktywności?

7. Tańce, zabawy i szaleństwa przy muzyce

Wariacja na temat wspólnego uprawiania sportu, ale o zupełnie innym charakterze. Wystarczy puścić ulubioną muzykę malucha i… zacząć szaleństwo! Skoki, figury taneczne, piruety. Ale przecież można też inaczej – pobawić się w kółko graniaste, stary niedźwiedź mocno śpi, jedzie chłop czy inne przedszkolno-dzidziusiowe przyśpiewki. I też jest dobrze, bo takie wspólne śpiewanie i śmiech wspaniale budują więź i sprzyjają byciu tu i teraz.

8. Czytanie książek

Tu właściwie komentarz jest zbędny i myślę, że na pewno każdy czytelnik tego bloga, czyta dziecku (o ile je ma oczywiście). Trochę Was w końcu znam 🙂 Od siebie mogę dodać tyle, że książki czytamy zawsze przed spaniem, ale też w ciągu dnia, w przerwie od zabawy, a czasem nawet podczas jedzenia. Czytamy Hubertowi praktycznie od początku, od kiedy się urodził i dla niego wieczorna lektura jest nawet bardziej naturalna niż mycie zębów (a zęby przecież też myjemy codziennie).

9. Zagadki, puzzle, łamigłówki, szarady

To, podobie jak książki, mój konik! Uwielbiam wspólnie z Synem Gryzakiem układać puzzle, rozwiązywać proste zadania, bawić się w zgadywanki, kalambury czy w inny sposób ćwiczyć jego intelekt. Zabawa samochodami to dla mnie koszmar, klocki co do zasady śmiertelnie mnie nudzą, ale już książeczki z pytaniami dają nieopisanie dużo radości 😉 Ale przede wszystkim to doskonały sposób, aby skoncentrować się w 100% na dziecku, bo wymaga od rodzica interakcji, zadawania pytań, no i kreatywności!

10. Gry planszowe

Najlepsza rozrywka dla całej rodziny. A najlepsze jest to, że w dzisiejszych czasach nadmiaru i obfitości można znaleźć naprawdę ciekawe gry już dla najmniejszych maluszków. U nas są w użyciu mniej więcej od roku, a jeśli jesteście ciekawi które najbardziej lubi mój syn, to dajcie znać. Chętnie się podzielę! Grając w planszówkę trzeba się skupić na jej przebiegu, skoncentrować na następnym ruchu i wejść w zabawę. Grając w planszówkę jesteśmy tu i teraz, a nasze dzieci doskonale to wyczuwają i cieszą się ze wspólnych chwil 🙂


A Wy? Jakie macie sposoby, by być z dziećmi tu i teraz, bez kompromisów i bez telefonu komórkowego? A może – w przeciwieństwie do mnie – lubicie dziecięce zabawy i nie zasypiacie nad klockami, a bycie z dzieckiem tu i teraz nie jest dla Was żadnym problemem? 🙂

%d bloggers like this: