Moje tu i teraz – kwiecień 2018

Halooo! To ja! Nadaję do Was, jako dumna matka dwójki zajebistych dzieci, która powoli wracam do życia i stara się normalizować rzeczywistość. Idzie mi w miarę dobrze, ale i tak myślę, że prawdziwym momentem zwrotnym będzie dzień w którym zmieszczę się w spodnie sprzed ciąży i będę mogła wreszcie nosić coś innego niż legginsy, dresy i sukienki 😉 A ponieważ już się właściwie dopinam w większość z nich (tylko jeszcze nie za bardzo jestem w stanie w nich chodzić) to czuję, że ta wielka chwila jest już blisko! No, i wracam do pisania bloga – postaram się robić to nieco częściej niż w ciąży. Bo ogólnie jest dobrze – ja czuję się nieźle, Ulcia przesypia noce – budzi się co cztery godziny, co w praktyce oznacza jedną w miarę krótką przerwę w moim spaniu. Kolejny raz potwierdza się moja teoria o tym, że opatrzność jest mądra i wie co robi. Na nikogo nie zsyła ciężaru, którego nie mógłby udźwignąć 😉 Poza tym, noworodki też są mądre i moje dziecko śpi w nocy, bo po prostu wie, że niewyspana mamusia mogłaby dokonać w swoim otoczeniu nieodwracalnych zniszczeń… A poza tym, że całkiem nieźle sypiam, to…

Jestem

Szczęśliwa? No, na pewno. Ale chyba bardziej zadziwiona tym, jak prosta jest opieka nad noworodkiem. Je, śpi, je, patrzy, chce się przytulać, śpi, je. Jedyne co trzeba robić, to zmieniać pieluchy, wyprowadzać na wiosenne spacerki, przytulać i oczywiście karmić. Banalne! A przecież mały Hubo tak bardzo mnie przerażał! Bałam się z nim zostać sama, czułam się tak nieporadna. Przy Uli jest zupełnie inaczej. Mam więcej pewności siebie, więcej samoświadomości. Dobrze nam idzie karmienie piersią, a (odpukać) jedyne problemy, jakie mamy to trochę kataru (brat przedszkolak…) i czasem bolący brzuszek (a więc niemowlęcy standard). Mam zdecydowanie większy luz i to chyba najbardziej mnie zaskoczyło.

Z drugiej strony jestem też przerażona. Na razie rodzina rozpięła nade mną parasol ochronny i właściwie jedyne co muszę robić, to opieka nad Ulą. Syn Gryzak większość dnia spędza w przedszkolu, potem jest z babcią albo z tatą. Jednak ten stan nie będzie trwał wiecznie i już niedługo będę musiała ogarnąć na raz niemowlaka, który uwielbia wisieć na piersi przez godzinę i trzylatka, który zostawiony sam sobie wpada na pomysły tak durne i tak zarazem kreatywne, że aż dziw bierze, że jeszcze się nie wysadził w powietrze… Jak?! Jak to się robi, żeby jednocześnie spokojnie karmić Jamochłona i ogarniać Siewcę Chaosu?! No jak? Serio. Matki dwójki dzieci z różnicą dwa-trzy lata – jak Wy to robicie?

Myślę

Dużo myślę o mojej przyszłości, moich celach w życiu, moich planach. O moim rozwoju, też tym zawodowym. O czasie, którego ciągle brakuje. O wakacjach – marzy mi się pierwsza od czterech lat prawdziwa wyprawa – ze zwiedzaniem, z atrakcjami i przygodami. Myślę o powrocie do formy sprzed ciąży i o tym, że wbrew temu co wszyscy mówili dojście do siebie po cesarskim cięciu zajęło mi raptem dwa tygodnie. Po trzech już śmigam, sprzątam, ogarniam wszystko. Nic mnie nie boli, nic mi nie przeszkadza, gdyby nie leżąca w kołysce Ula i to coś, co kiedyś było moim brzuchem, to w ogóle nie pamiętałabym, że jeszcze cztery tygodnie temu byłam w ciąży. Także jeśli kogoś czeka cesarka i w związku z tym nie może spać po nocy (ja nie mogłam!) – spokojnie! Może wcale nie będzie źle 🙂 Aha. I po cięciu nie miałam najmniejszych problemów z laktacją, aczkolwiek wszystko rozkręciło się trochę później. To tak ku pokrzepieniu serc <3

Oglądam

Przede wszystkim oglądam moje dzieci. Huberta, który jako starszy brat sprawdza się NIESAMOWICIE! Zakochał się w siostrze od pierwszego wejrzenia. Miał łzy w oczach i powtarzał Bobo piękna! Taka malińka! Teraz dalej jest siostrą zachwycony, ale też bardzo się o nią martwi. Kiedy Ula płacze Hubo zaraz przybiega sprawdzić dlaczego. Kiedy Hubi kupuje coś dla siebie, pamięta też o Uli. Zawsze też pyta czy Ula jadła, a czasem (tylko czasem!) chce się z nią dzielić nawet największymi przysmakami. Głaszcze ją po główce, przytula się, daje buziaki. Puszcza jej muzykę z zabawek i grzechocze grzechotkami, a kiedy robi coś spektakularnego – na przykład opowiada wierszyk, wije się, jak wąż po podłodze albo założy moje szpilki – zawsze woła mama, Ulcia! Patrzcie!. I kiedy przychodzimy zobaczyć jakąś jego sztuczkę, to właśnie na siostrę patrzy i to przed siostrą się popisuje. To jest nieprawdopodobnie urocze i słodkie. No co ja zrobię 😀 Hubi jest najlepszy! Mój dzielny, mądry chłopiec! Oczywiście zdarza się też, że jest zazdrosny, wiadomo, ale to raczej rzadkie sytuacje. Nie ogarnia też swojej siły i próbuje Ulę namawiać do zabawy. Raz nawet siotra dostała w głowę plastikowym pojemniczkiem, co miało zdaje się stanowić zachętę do wspólnego gotowania. Na szczęście pojemniczek był mały, a cios lekki, niemniej niespełna trzylatek to niespełna trzylatek i zasada BARDZO ograniczonego zaufania to pierwsza rzecz o jakiej trzeba pamiętać, kiedy kontroluje się relacje między rodzeństwem 😉

Patrzę też na Ulcię (zwaną też Ulciakiem, Żłopopijem, Żłopcem i Bulwą. Tak wiem. Spłonę w specjalnym kręgu piekielnym przeznaczonym dla rodziców, którzy nie nazywają noworodków słodkimi maleństwami…). Patrzę na nią i widzę, jak z dnia na dzień dostrzega coraz więcej świata. Jak zaczyna powoli otwierać się na rzeczywistość. I myślę sobie, jak to wszystko jest dziwnie zrobione, że taki mały Ssaczek za chwilę będzie dorosłym człowiekiem. A jaki potencjał kryje w sobie to trzykilogramowe stworzenie! Ile zagadek! Ile znaków zapytania! Jaka będzie? Kim będzie? Czy będzie umiał pięknie żyć?

Czytam

Boże! Ile ja ostatnio czytam! Ale co tu robić, jak człowiek zajmuje się przede wszystkim karmieniem piersią? 😉 W marcu pochłonęłam jedenaście książek i zbieram się, żeby o niektórych opowiedzieć Wam więcej. A póki co, łapcie krótkie podsumowanie.

Kryminały

Zombie Wojciecha Chmielarza (polecam, ale to chyba nikogo już nie dziwi!) i Wiarę Anny Kańtoch (świetna książka z debilnym zakończeniem), Testament Remigiusza Mroza (wtórna i niestety nudna powieść, tylko Chyłka fajna).

Non-fiction

Z nienawiści do kobiet Justyny Kopińskiej (rozczarowująca pozycja – same teksty okej, ale książka jest krótka, niespójna i wydana chyba trochę na siłę), Śmierć w bunkrze Martina Pollacka (dobra pozycja, ale nie pieję z zachwytu, momentami mnie nużyła), Położna. 3550 cudów narodzin Jeanette Kalyty (rzecz idealna na połóg, bardzo ciekawa podróż przez zmiany, jakie dokonały się w polskim położnictwie, ale serio. Autorka mogła sobie darować to ezoteryczne pierdololo o aniołach i innych takich).

Literatura piękna i mniej piękna

Ciotka Zgryzotka Małgorzaty Musierowicz (o tym, co po Kalamburce stało się z Małgorzatą Musierowicz i Jeżycjadą powiedziano i napisano już wszystko. I ja się pod tym generalnie podpisuję, ale Ciotkę czytało mi się zaskakująco dobrze. Być może dlatego, że dużo tam było o porodach…), Ballada o pewnej panience Szczepana Twardocha (opowiadania jedne lepsze, drugie gorsze, ale co do zasady raczej przeciętne. Jak ktoś lubi Twardocha, to warto. ), Rejwach Mikołaja Grynberga (mocna, bolesna proza na temat trudny i ostatnio bardzo aktualny), Dwór cierni i róż Sarah J. Maas (przyzwoita powieść dla nastolatek, ja jestem jednak zdecydowanie za stara…), Zimowy monarcha Bernarda Cornwella (absolutny hit, genialnie napisana, niesamowicie wciągająca powieść historyczna. Najlepsza książka marca! A jak przeczytam całą trylogię to postaram się zrobić o powieściach Cornwella wpis).

Cieszę się

Bo jest wiosna, a każdy tydzień przybliża nas do długich, ciepłych wieczorów na balkonie z lampką (bezalkoholowego…) wina i książką. Cieszę się, bo zaczyna się sezon na grilla i długie biesiady na powietrzu. Cieszę się też na te dni spędzane z Ulcią w ogrodzie moich rodziców i na te długaśne, kilkugodzinne spacery, które teraz jakoś ciągle odkładamy – bo zła pogoda, bo Ula ma katar. Cieszę się, bo w tym roku Syn Gryzak był tylko raz poważnie chory i brał tylko raz antybiotyk. Co – zważywszy na fakt, że od października do grudnia 2017 udało mu się wchłonąć w siebie trzy różne antybiotyki – jest prawdziwym triumfem i sukcesem.

  • Agata

    Fajnie, że wracasz! Masz super dzieciaki, lubię o Nich poczytać 🙂 „Zombie” przede mną, „Wiara” za mną (prawda, że dobre? co tam zakończenie :P), „Z nienawiści do kobiet” – spore rozczarowanie.

    Ps. Jest coś takiego jak wino bezalkoholowe?!

    Pozdrawiam serdecznie

%d bloggers like this: