3 razy polska powieść, czyli na skróty przez przeczytane książki

Dziś piszę o książkach, które przeczytałam w minionych tygodniach. To trzy bardzo różne powieści – jedna bardzo dobra, druga dobra, a trzecia…no… przereklamowana. Chciałam się z Wami podzielić moimi refleksjami o każdej z nich, a niespecjalnie mam czas, żeby przygotować osobne wpisy. Nie wydaje mi się zresztą, żeby te pozycje wymagały jakiegoś wielkiego rozpisywania się. Dlatego będzie krótko, konkretnie i na temat – samo mięcho 🙂  To co? Ciekawi po jakie polskie książki sięgnęłam ostatnio? 🙂

Miłość Ignacy Karpowicz

O co chodzi: trzy różne historie, napisane w różnych stylach i w różnych konwencjach, przetykane opowieścią mężczyzny o tym, jak odnalazł miłość i siebie. Wszystkie te części łączy to, że opisują miłość homoseksualną i trudności, które ona przynosi.

Czy warto: noooo… sama nie wiem. Z jednej strony niewątpliwie Karpowicz potrafi chwycić za serce i potrafi trafić do czytelnika. Łapie emocje i ubiera w słowa to, czego sami ubrać nie potrafimy. Na korzyść Miłości przemawia też to, że autor opowiedział historię uniwersalną, która choć oparta na miłości homoseksualnej, może dotyczyć każdego. Bo uczucia, bo poszukiwanie odwagi do bycia sobą i manifestowania własnej tożsamości to są właśnie sprawy uniwersalne. Z drugiej strony Karpowicz wielokrotnie uciekając w banał, kicz oraz literackie efekciarstwo i na siłę szukając oryginalnej formy, stworzył hybrydę fastfoodowej prozy ala Paolo Coelho i mojego ukochanego Atlasu chmur (który to Atlas chmur gorąco Wam polecam, książka, a film to dwa inne światy!).

Dla kogo: dla tych, których zachwyciła Sońka, dla osób szukających ciekawych lektur o homoseksualizmie i o miłości w ogóle, ale przede wszystkim dla tych, którzy nie boją się literackiego efekciarstwa i łatwo wybaczają pisarzom grzechy różne.

Moja ocena: 5,5/10

Cienie Wojciech Chmielarz

O co chodzi: komisarz Mortka po raz kolejny musi uporać się z groźnymi przestępcami, pomóc dawnemu kumplowi i aspirantce Suchej (która w tym tomie z drugoplanowej postaci, wyrasta niemalże na główną bohaterkę). Mafia, tajemnice z przeszłości, przemoc i mroczna strona Warszawy – to wszystko znajdziecie w najnowszej powieści Wojciecha Chmielarza.

Czy warto: no pewnie, że warto! Zawsze warto czytać Chmielarza, chociaż… No właśnie. Dla mnie Cienie okazały się najsłabszym tomem serii. Po części jest tak dlatego, że brakowało mi w tej książce typowej, mocno wyeksponowanej zagadki pt. kto zabił. Zdecydowanie większy nacisk autor położył na część sensacyjną, skupiając się na akcji, relacjach głównych bohaterów i policyjno-przestępczych realiach. To jednak moje indywidualne preferencje i absolutnie nie umniejszają one jakości powieści. Jest jednak jeszcze jeden powód dla którego Cienie czytało mi się znacznie gorzej, niż Farmę lalek czy Osiedle marzeń i znowu trudno mi tu winić autora. W poprzednich tomach, które wyszły w Wydawnictwie Czarne nie było żadnych językowych tarć, tekst był niemalże idealny. Cienie zaś wydały Marginesy i choć ktoś wreszcie zabrał się za porządną promocję Chmielarza (co cieszy bardzo!), to niestety widać też zmianę na gorsze – małe potknięcia językowe były w tekście obecne.

Dla kogo: zdecydowanie dla osób, które czytały wcześniejsze części serii o komisarzu Mortce. Nie wierzcie zapewnieniom, że można sięgać po tę część niezależnie. To znaczy, sięgnąć można, ale po co? Wiele wątków, które w Cieniach stanowią trzon fabuły swój początek miało we wcześniejszych tomach, postacie też ewoluowały, a naprawdę warto śledzić ich drogę od początku, do tego i małe spoilerki się trafiają. Jeśli chcecie zaczynać przygodę z Chmielarzem startujcie od Podpalacza!

Moja ocena: 6,5/10

Rdza Jakub Małecki

O co chodzi: poznajemy losy Tośki i Szymona. Babcia i wnuk, którzy w wyniku tragicznych okoliczności muszą rozpocząć wspólne życie, prowadzą czytelnika przez lata wojny, komunizmu i współczesnej, często brutalnej rzeczywistości. A wszystko dzieje się na typowej polskiej wsi.

Czy warto: warto, warto, warto! Rdza to kawałek świetnej literatury. Językowo doskonały i fascynujący w treści. Niby to wszystko już było, niby II wojna światowa, polska wieś, komunizm, współczesność to tematy dość mocno ograne (w tym przez samego autora), ale jednak w tej powieści jest coś wyjątkowego. Małecki to gawędziarz, który potrafi opowiadać i nadawać znaczenie nawet pozornie banalnym sprawom. Jego bohaterowie żyją, kochają, są wyraźni, wręcz namacalni. Zachwyca też minimalizm, bo Rdza to powieść krótka, w której jednak udało się zawrzeć autorowi wszystko to, co najważniejsze.

Dla kogo: dla każdego miłośnika doskonale napisanych, wciągających i mądrych powieści. Dla każdego, kto zachwycał się Dygotem (tu jest jeszcze lepiej!). Dla tych, którzy wiedzą, że czasami mniej znaczy więcej i że nie wszystko złoto, co jest grube i opasłe.

Moja ocena: 8/10

%d bloggers like this: