W ogrodzie pamięci – Joanna Olczak-Ronikier

Czas kurczy się w oczach. Mam wrażenie, że z dnia na dzień jest go coraz mniej, a ja – zamiast zgodnie z planem – zatrzymać się na ostatnie tygodnie ciąży – wpadam w totalny kociokwik. Tyle jest jeszcze rzeczy do ogarnięcia, tyle spraw do załatwienia, Paweł co rusz gdzieś wyjeżdża, a Syn Gryzak (ku swojej wielkiej radości…) siedzi ze mną w domu i czeka na szczepienie przeciwko ospie, która gdzieś tam jeszcze krąży w przedszkolnym powietrzu. Dość powiedzieć, że w zeszłym tygodniu komputer włączyłam całe dwa razy – żeby umówić wizytę u lekarza specjalisty i zgrać zdjęcia z telefonu. Tyle. A czas na czytanie? Gdzie on jest? Jakim cudem w tym całym bałaganie udaje mi się jeszcze połknąć parę zdań? No cóż… Sprzyjają mi ciążowa bezsenność i to, że jestem raczej rannym ptaszkiem. Czytam głównie po nocach albo bardzo, bardzo rano, kiedy cały dom głęboko śpi. I trochę w weekendy, gdy Paweł przejmuje Gryzaka. Czasem urwę parę stron, kiedy Hubo się zabawi, czasem uda mi się pokonać wieczorną śpiączkę i spędzić z lekturą pół godziny. To niewiele, a znając życie i to co przyniesie nam rok 2018 będzie tego wszystkiego jeszcze mniej. Dlatego postanowiłam wybierać lektury wyjątkowo starannie. Jeśli ma być ich mało, niech to będą pozycje naprawdę wartościowe, dające satysfakcję i zadowolenie. Pięknie napisane, warte każdej minuty im poświęconej. Zrobiłam nawet listę (klik) i – o dziwo! – udaje mi się jej trzymać 🙂 Kieruję swój wzrok ku książkom starszym, ku klasyce. Ku takim pozycjom, jak W ogrodzie pamięci Joanny Olczak-Ronikier o której dziś chcę Wam opowiedzieć. Może ją znacie, a może szał na tę laureatkę Nagrody Literackiej Nike Was ominął i uda mi się zachęcić kogoś do lektury niezwykłej, magicznej i wartej każdej poświęconej jej minuty? Bardzo, bardzo bym chciała 🙂

W ogrodzie pamięci Joanny Olczak-Ronikier to opowieść w której autorka opisuje życie swoich żydowskich przodków i własne. Historia sięga połowy XIX wieku i toczy się, aż do zakończenia II wojny światowej. Rodzina Joanny Olczak-Ronikier od strony matki to zasymilowani Żydzi, których los rozrzucił po świecie. Są wśród nich intelektualiści, są komuniści, są matki dzieciom, przykładne żony, matrony, ale też buntowniczki i romantyczne heroiny. Są dusze pragmatyczne i są dusze artystyczne. Na przeszło 300 stronach poznajemy niezwykle bogatą galerię postaci i ludzkich historii, które z powodzeniem mogłyby służyć za scenariusz niejednego filmu. A wszystko to jest głęboko osadzone w historii i codzienności przez co W ogrodzie pamięci stanowi nie tylko fascynującą opowieść o życiu, ale też wnikliwy portret przeszłości oraz ciekawe spojrzenie na los zasymilowanych Żydów. Już choćby dlatego warto na tę książkę zwrócić uwagę – to prawdziwa gratka dla miłośników historii.

Jednak najbardziej ujęło mnie to, że Joanna Olczak-Ronikier nie udaje, że chce i że musi być obiektywna. Trudno zresztą oczekiwać od niej  wyważenia i reporterskiej relacji. Z dwóch powodów. Autorka opowiada przecież o swojej rodzinie, o ludziach jej bliskich. Pisze o swoich korzeniach, o przeszłości, która ukształtowała jej teraźniejszość. Jej spojrzenie zawsze będzie lekko zakrzywione. To po pierwsze. Po drugie opowieść opiera się w dużej mierze na ustnych relacjach najbliższych jej osób, a te relacje siłą rzeczy są bardzo subiektywne. Dlatego silenie się na obiektywne spojrzenie byłoby w tym przypadku hipokryzją. Joanna Olczak-Ronikier pisze wprost (o swoim dziadku): ale ja na szczęście nie piszę pracy naukowej i nie muszę starać się o obiektywizm. Chciałabym tylko lepiej go zrozumieć. I faktycznie W ogrodzie pamięci – choć jest to opowieść silnie osadzona w historii i w realiach przeszłości – to przede wszystkim przesycone miłością spojrzenie, emocjonalna refleksja, bardzo osobista i intymna próba zrozumienia siebie i swojej historii.

No właśnie. W ogrodzie pamięci to opowieść prywatna, opowieść wewnętrzna. To książka, która sprawia, że czytelnik czuje się jakby schowany za kotarą podsłuchiwał rozmowę duchów albo czytał zapiski przeznaczone wyłącznie do użytku prywatnego. To dość niezwykłe doświadczenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że czytamy przecież rzecz napisaną z myślą o tysiącach czytelników. Wydaje mi się, że wynika to przede wszystkim z tego, że autorka jest tu szczera, prawdziwa i uczciwa. Odsłania się przed nami i w każdym jej słowie czuć emocje i tęsknotę. To uczucia prowadziły jej pióro, to miłość sprawiła, że W ogrodzie pamięci nabrało kształtu, charakteru i mocy, jaką ma wyłącznie literatura najwyższej próby. Joanna Olczak-Ronikier napisała tę książkę dla siebie, ale w żaden sposób nie umniejsza to jej siły przekazu. To co raziło mnie, w skądinąd bardzo przyzwoitej, pozycji Moniki Sznajderman Fałszerze pieprzu (dla niewtajemniczonych – jest to historia polsko-żydowskiej rodziny autorki), czyli związane z bardzo subiektywnym spojrzeniem na własną pamięć dość krzywdzące przejaskrawienia, tu nie występuje. Być może dlatego, że autorka jest w stosunku do siebie i swojej książki bardzo uczciwa? Ze względu na olbrzymią samoświadomość?

O tym, że W ogrodzie pamięci to książka pięknie napisana, pięknie wydana, pełna ciekawostek i historyczno-kulturalnych smaczków (kogo tam nie ma! Przez karty tej opowieści przemykają m.in. Józef Piłsudski, Janusz Korczak, Maria Dąbrowska, Stefan, Anna i Monika Żeromscy, Krzysztof Kamil Baczyński) tylko wspomnę, bo tak naprawdę największą siłą tej książki jest właśnie wielka miłość – do swoich korzeni, do swojej rodziny, do przeszłości i to dlatego uważam, że dla każdego miłośnika literatury jest to bezwględnie pozycja obowiązkowa.


W ogrodzie pamięci to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam w życiu, a już z pewnością jest to najpiękniejsze rodzinne wspomnienie. To magiczna, niezwykła opowieść o ludziach, o życiu i niespodziankach, które ono przynosi, o miłości, o dawnych, minionych czasach. Taka niespieszna proza, którą chciałoby się sobie dawkować i dawkować, nadgryzać po kawałku, żeby starczyło jak najdłużej. Tylko wiecie co? Tak się nie da, bo W ogrodzie pamięci czyta się jednym tchem i nie sposób się od tej książki oderwać. Trochę jak od najpyszniejszego na świecie ciastka – chcesz żeby starczyło na długo, a pożerasz w całości od razu.

Moja ocena: 10/10

Po więcej fascynujących opowieści o ludziach zapraszam tu:

Dymna Elżbieta Baniewicz

Lem. Życie nie z tej ziemi Wojciech Orliński

Stryjeńska. Diabli nadali Angelika Kużniak

  • Czytałam ją wiele lat temu i do dzisiaj pamiętam jako wyjątkową lekturę. Miałam egzemplarz z biblioteki i koniecznie muszę sobie sprawić własny. Podobną klimatem książką jest „Simona” Anny Kamińskiej, którą BARDZO polecam. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego na ostatniej prostej 🙂

    • Dziękuję <3 A jak "Simona" podobna, to muszę przeczytać koniecznie! 🙂 Zwłaszcza, że widziałam ją u mojego taty na regale 🙂

%d bloggers like this: