Tupcio Chrupcio – tych książek nie kupujcie swoim dzieciom!

Pojechaliśmy z Pawłem na sobotnie zakupy. Trochę podziębiony Hubcio został z babcią. Wiecie, on jest ostatnio dość często chory (choć w styczniu przeziębił się po raz pierwszy, więc i tak czuję się, jakbyśmy wygrali życie!) i kiedy tak siedzi w domu parę dni z rzędu to się po prostu biedak nudzi. I chociaż staram się wymyślać ciekawe rozrywki, to jednak zwykle kończy się na jakichś prezentach. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że to są prezenty edukacyjne – zagadki, gry planszowe dla dzieci, puzzle, zestaw ciastoliny, nowe klocki. I książki. Duuużo książek. Klasyczne zabawki moje dziecko dostaje od babć i cioć, a i tak ma zdecydowanie ich zbyt wiele… W każdym razie w ten weekend Hubo znowu chodził z glutem do pasa, więc jego kochająca matka postanowiła zahaczyć o Pepco. A tam niespodzianka! Na półce z zabawkami dla dzieci mnóstwo książek o Tupciu Chrupciu, czyli o myszce, którą od jakichś dwóch tygodni Gryzacki namiętnie ogląda na Netflixie. I choć telewizyjne przygody Tupcia dalekie są od ideału, to jednak pokazują świat bliski i znajomy dla dwu i trzy latków (i w porównaniu z moim koszmarem, czyli Świnką Peppą nie są wcale takie złe). Dlatego pomyślałam, że Hubert się z tych książeczek ucieszy i spontanicznie, nie zaglądając do środka, wrzuciłam barachło do koszyka. Na dwie części wydałam trzydzieści złotych i muszę powiedzieć, że to było najgorzej wydane trzydzieści złotych w styczniu. Już nawet mniej żałuję piątkowych czipsów i piwa bezalkoholowego… Dlaczego?

Tupcio Chrupcio. Nie chcę jeść! Eliza Piotrowska, Anna Casalis, Marco Campanella

Pewnego dnia Tupcio Chrupcio postanowił ulepić bałwana. Niestety, kiedy przemykał do przedpokoju jego mama zawołała go na obiad. To pokrzyżywało jego plany i bardzo zirytowało małą myszkę. Tupcio, który na co dzień chętnie zjadał posiłki, tym razem się zbuntował i nie chciał jeść. Jego mama szybko zaczęła tracić cierpliwość, zaproponowała mu też inne danie, ale Tupcio był niezłomny – nie będzie jadł i koniec! Wtedy mam Tupcia Chrupcia naprawdę się zdenerwowała! Ciekawe czy pomyślałeś o tych wszystkich głodnych i zmarzniętych leśnych zwierzątkach, którym zimą burczy w brzuszkach? One wiele by dały za talerz ciepłej zupy! A ty grymasisz! zawołała. Tupciowi zrobiło się wstyd, ale dopiero wizyta przemarzniętego i głodnego świerszcza, który poprosił nasze myszki o odrobinę strawy, uświadomiła mu, jak wielki błąd popełnił gardząc pysznym obiadem. Mama Tupcia podzieliła się ze świerszczem zupą, nie omieszkając przy okazji pouczyć biedaka, jak bardzo był nieodpowiedzialny nie robiąc zapasów na zimę. Udało jej się też po raz kolejny zawstydzić swoje dziecko, kiedy powiedziała do świerszcza: wyobraź sobie, że pewne kapryśne dziecko nie chciało jej jeść i żądało słodyczy! Potem, kiedy świerszcz już się najadł postanowił również pouczyć Tupcia. Nazwał go kapryśnym dzieckiem, które wybrzydza przy jedzeniu i opowiedział o tym, jak całą zimę je suche szyszki i zmarzniętą korę drzew. Po tych wydarzeniach przejęty  (i trochę głodny) Tupcio pożarł swój obiadek ze smakiem i postanowił, że już nigdy nie będzie grymasił, bo przecież inni mają gorzej…

Matko i córko! Córko i matko! Synu i ojcze! Co to ma być?! Dziecko, które normalnie chętnie je posiłki, buntuje się. Co robi normalny rodzic? Normalny rodzic przede wszystkim pyta DLACZEGO. Przecież przyczyną może być bolący brzuszek, afta, ból gardła. A może dziecko jest smutne i nie ma apetytu? Może coś się stało? A może, po prostu, tak jak Tupcio, ma inne plany i nie chce mu się marnować czasu na posiłek? Czy mama Tupcia zadaje takie pytanie? Czy mama Tupcia szuka przyczyny? Nie. Mama Tupcia z góry zakłada złą wolę dziecka, bardzo szybko się irytuje, a w ostateczności sięga po argumentum ad dziecium z afrykum i namawia synka do jedzenia wzbudzając w nim wyrzuty sumienia.

Ten tom przygód Tupcia tłumaczy dzieciom i ich rodzicom, że a) rozmowa nie jest potrzebna, a szukanie przyczyn jest zbędne; b) dzieci mają grzecznie zjadać posiłki i słuchać rodziców, a swoją inicjatywę i pomysły na zabawę schować głęboko do kieszeni; c) można wymuszać różne rzeczy na dziecku zawstydzając je (również przed obcymi!) i wzbudzając w nim wyrzuty sumienia. Nie kupuję tego.

A przecież wystarczyłoby… porozmawiać. Poszukać kompromisu. Wytłumaczyć dlaczego trzeba jeść posiłki, zwłaszcza zimą, zwłaszcza przed wyjściem na dwór! Obiecać wspólne lepienie bałwana po skończonym obiedzie, cokolwiek! Przecież Tupcio wcale nie zachował się źle! Chciał zrobić to, co wszystkie dzieci w jego wieku chętnie robią – ulepić bałwana, pobawić się na śniegu, skorzystać z pięknej zimowej pogody. To jego matka zachowała się idiotycznie.

Tupcio Chrupcio. Przedszkolak na medal Eliza Piotrowska, Anna Casalis, Marco Campanella

Tym razem Tupcio Chrupcio nie chce iść do przedszkola. Jego mama, wykazując się niebywałą wprost konsekwencją i stanowczością, pozwala mu zostać w domu. Dzięki temu my możemy prześledzić, jak wygląda przeciętny dzień mamy Tupcia, a Tupcio… cóż… Tupcio ma okazję przekonać się, jak nudne i jałowe jest życie gospodyni domowej. Mama Tupcia Chrupcia zaczyna od prasowania, potem myje podłogi i idzie na zakupy. W przerwie urządza sobie telefoniczne ploteczki z ciocią Jadzią, a a trakcie zakupów relacjonuje rozmowę z Jadźką swojej najlepszej przyjaciółce. Przez cały czas całkowicie olewa biednego Tupcia. Nie rozmawia z nim, nie angażuje go w prace domowe. Praktycznie wcale nie zajmuje się swoim małym dzieckiem.

Tupcio Chrupcio zniecierpliwił się, bo patrzenie na sprzątającą mamę było okropnie nudne. „Nie mogę się doczekać, kiedy mama skończy porządki i nareszcie się ze mną pobawi” – myślał. Ale mama miała dużo pracy i nie zanosiło się na zabawę. 

Ten tom przygód Tupcia tłumaczy dzieciom i ich rodzicom, że a) życie kobiety polega na sprzątaniu i plotkowaniu; b) dzieci nie trzeba angażować w sprzątanie, bo i po co? Lepiej żeby się nudziły i pozwalały matce robić wszystko. W końcu: od czego są kobiety; c) rodzice nie mają obowiązku spędzać czasu ze swoimi dziećmi; d) jak dziecko nie chce iść do przedszkola i długo marudzi, to nie idzie.

Moje dziecko ma 2,5 roku. I wiecie co? Angażujemy go w nasze domowe prace! Oczywiście wszystko odbywa się w formie zabawy i nie dzieje się na siłę, ale na przykład kiedy któreś z nas odkurza Hubert dostaje swoją szmatkę/zmiotkę/pchacz, który jest wg niego odkurzaczem i pomaga nam tak, jak umie. I lubi to bardzo. Na pytanie kto sprząta w domu odpowiada: mama i tata. Wie, po co robi się porządek i dlaczego jest to ważne. Do przedszkola zaś chętnie chodzi nie dlatego, że w domu jest nudno i smętnie (w domu jest najlepiej, to oczywiste!), tylko dlatego, że lubi tam być i wie, że kiedy on jest w z dziećmi i ciociami jego rodzice są w pracy i zajmują się zarabianiem pieniędzy*. I że to też taki jego obowiązek.

Rozmazany dowód na to, że mycie stołu w kuchni to najlepsza zabawa 😀 Dziecko sprząta, mama robi internety 😉


Wiem już, że w naszym domu nie pojawi się żadna książka o Tupciu Chrupciu, a te dwie schowam głęboko do szafy, jak tylko moje dziecko się nimi znudzi. Tak, tak. Niestety zrobiłam ten błąd i pierwsze czytanie urządziłam z Hubertem, któremu te opowieści bardzo się spodobały 🙁 I choć nie sądzę, żeby zrobiły mu one długofalową szkodę (w końcu to tylko wypadek przy pracy), to jednak nie widzę sensu, by je czytać. Wszystko w nich jest złe, bo nie tylko utrwalają paskudne stereotypy, ale dumnie informując, że WYCHOWUJĄ PRZEZ CZYTANIE robią młodym czytelnikom i ich rodzicom krzywdę. Bo jeśli tak ma wyglądać wychowywanie dziecka – bez liczenia się z jego zdaniem, bez dociekania w czym tkwi sedno problemu, bez szczerej rozmowy, bez konsekwencji i stanowczości – to ja nie chcę mojego dziecko wychowywać. Naprawdę nie rozumiem, jak można tworzyć dla dzieci rzeczy tak fatalne, tak głupie i tak bezsensowne. I nie rozumiem skąd się wzięła tak duża popularność tego badziewia 🙁 A może rozumiem? W końcu żyjemy w kraju w którym 60% społeczeństwa uważa, że klaps jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził, a przecież metody wychowawcze promowane przez Tupcia Chrupcia to przy biciu dziecka pikuś.

* muszę też pochwalić, że mój synal zna już wartość pieniądza. Ostatnio, kiedy Paweł wyjechał w dłuższą podróż Hubi bardzo o ojca dopytywał. Gdzie jest, co robi i z kim. Więc ja, zgodnie z prawdą wytłumaczyłam mu, że tata pojechał do pracy, do Warszawy. Że to jest daleko, daleko i dlatego tata wróci późno. A po co tam jest? Spotyka się z takim panem i pomaga mu zarobić więcej pieniędzy. Na to mój syn mówi: i pan kupi zabawki i soczek. Więc chyba już wie, że przyjemności nie biorą się z powietrza 😀

  • Karola

    Szkoda z tymi książkami, bo ilustracje wyglądają na bardzo ładne. I tutaj mam dwa pomysły: albo je wyciąć i oprawić (jeśli się jakieś podobają) albo – i to z doświadczenia jest niezła zabawa – potraktować wycięte fragmenty jako początek obrazka. Tzn. Naklejamy fragment (to może być też coś z gazet) na kartkę, bierzemy kredki / farby i budujemy wokół tego obraz. Można też pobawić się po prostu w robienie kolażu.

  • Mama ma czas na plotki z ciocią i przyjaciółką, a nie znajduje ani chwili dla własnego dziecka… Ech. Dziwię się, że w naszych czasach są wydawane książeczki o takiej treści.

  • Dzięki za ten wpis! Biorąc pod uwagę popularność „Tupcia” i wszechobecne zachwyty, pewnie bym go w końcu kupiła i też zawiodła by mnie treść. Nie mam jednak zamiaru wdrażać córce przekonania, że prace domowe są nudne, jak i całe domowe życie kobiety.

    • No właśnie: „Tupcio” jest niezwykle popularny. Ostatnio w empiku aż byłam w szoku, ile tego leży na półkach 🙂 Pozostaje nadzieja, że inne części są lepsze, niż te na które trafiłam 😉

  • o widzisz, dopiero teraz przeczytałam, że nie lubisz Tupcia. ja miałam od teściowej „Wizytę u dziadków” i była w miarę ok, więc z biblioteki pożyczyłam „Nie chce się dzielić” i „Ma rodzeństwo” – ze względu na nadchodzące zmiany w naszej rodzinie 😉 Masakra, załamałam się. Stwierdzilam, że nie jestem w stanie tego czytać. W książce o rodzeństwie Tupcio jest niezadowolony, że ma siostrę, ale wtedy… domek się zawala na głowę małej siostry, Tupcio ją ratuje, a rodzice w nagrodę kupują mu samochód (!!!!). Ale to jeszcze spoko przy fabule o dzieleniu się – mama mówi, że Tupcio jest samolubny i że ma go dość (bo nie chce, żeby siostra mu niszczyła zamek), on idzie do kolegi i KRADNIE mu jakieś fajne autko, mama jest wkurzona, każe natychmiast oddać… no serio, cieszę się, że to zdobycze biblioteczne.
    I cieszę się, że też nie lubisz – mam gdzie wylać swoją frustrację, ostatnio jak uspałam dziecko to wyżaliłam się tylko mężowi w łazience.

    • Czyli nie jest tak, że kupując akurat te dwie części miałam wyjątkowego pecha… A z wylewaniem frustracji miałam tak samo 😀 tak marudziłam, że mój Paweł zaczął się na mnie dziwnie patrzeć 😀 A potem sobie przypomniałam, że przecież prowadzę bloga o książkach, to mogę się wyżyć internetowo 😉

      Swoją drogą zaskakuje mnie, jak wielu rodziców nie widzi w książkach o Tupciu nic złego 🙁 My nasze egzemplarze oddaliśmy do biblioteki i pan bibliotekarz był bardzo, bardzo zaskoczony, że się ich pozbywam…

%d bloggers like this: