Moje tu i teraz – styczeń 2018

Energia – to zdecydowanie jest słowo na teraz. Wchodzę na ostatnią prostą. Do porodu zostały tylko dwa miesiące i wiem, że zlecą mi one błyskawicznie! Tyle jest jeszcze do zrobienia – skompletowanie wyprawki, wybór łóżeczka, mały remont – a ja jestem w zupełnym proszku 😉 Poza tym cały czas doszkalam się w jeździe samochodem, staram się regularnie prowadzić bloga, powoli wdrażam pewien projekt, który ciągnie się za mną od ponad roku i teraz bardzo chcę go wreszcie zrealizować. Dbam o dziecko i o dom – gotuję nowe potrawy, porządkuję rzeczy. Szukam sposobów na podniesie naszej odporności (acerola, miód manuka, syrop z malin i czarnego bzu, ciepłe kalesony i ciepłe napoje przed wyjściem z domu, polećcie coś jeszcze), maluję paznokcie i usta na czerwono, żeby dodać sobie mocy.

Jestem

Zadowolona. Pełna energii. Gotowa realizować wszystko to, co przyjdzie mi do głowy. Jestem coraz lepiej zorganizowana i naprawdę dzięki temu wiele się udaje. O, jak różna jest ta ciąża od tej pierwszej! Wtedy byłam nastawiona głównie na odpoczynek i lenistwo. Teraz – choć staram się zapewnić sobie tego lenistwa jak najwięcej – to stawiam jednak na ciągły marsz w stronę realizacji planów. Nie chcę odpuszczać ani na moment, nie chcę odpoczywać na zapas. Czas na regenerację dam sobie po porodzie, bo tak naprawdę te pierwsze tygodnie wcale nie muszą być nie wiadomo jak hardkorowe. Jeśli mamy wsparcie i pomoc bliskich, jeśli wiemy, że czas połogu służy regeneracji ciała i duszy, to po prostu możemy wypoczywać. Z Synem Gryzakiem wydawało mi się, że muszę wstać i dać z siebie wszystko od razu. Dziś wiem, że mam prawo leżeć cały dzień w łóżku i skupiać się na karmieniu dziecka, przytulaniu dziecka i poznawaniu dziecka. I tak będę robić, a jedyne na czym się skupię dodatkowo to będzie Gryzacki.

Dbam

O siebie. Jak nigdy przedtem. Jem (ok, staram się jeść) pięć porcji owoców i warzyw dziennie. I te owoce to są zazwyczaj bio i eko. Jak tylko mogę, chodzę na spacery, ruszam się i staram się pozostać aktywna, mimo brzucha, który coraz skuteczniej w tej aktywności przeszkadza. Wprowadzam małe rytuały pielęgnacyjne, celebruję wsmarowywanie kremu. Wysypiam się (w miarę rodzicielskich możliwości). Może to głupie, może próżne, ale taką mam teraz potrzebę. Żeby skupić się na sobie i swoim ciele, zadbać o nie, dopieścić i przygotować je na to, co szczerze mówiąc, trochę mnie przeraża. A boję się…

Boję się

Porodu. Nie ma się co oszukiwać. Po pierwszym porodzie wiem dwie rzeczy: mam zajebiście niski próg bólu i bez znieczulenia podanego w podwójnej dawce nie dałabym rady. Fakt, że to nie był normalny poród, tylko taki wywoływany oksytocyną. Do tego pierwszy, a przy kolejnych ponoć jest lepiej. Ale teraz, kiedy już poznałam swoje mikre możliwości przeraża mnie to, że nie dam rady. Że stracę przytomność, że nie podołam. Nie chodzi już nawet o ból, tylko o to, jak moje ciało na niego zareaguje.

Czytam

Powoli 😀 Trochę dlatego, że nie mam czasu na siedzenie z książką, trochę dlatego, że mam teraz fazę na delektowanie się literaturą i nadgryzanie jej powoli. Wiem, moje zimowe plany są dość obszerne (klik), ale wiadomo – to tylko plany i to ja nimi rządzę, a nie one mną. Kończę trzytygodniową przygodę z Hrabim Monte Christo i muszę powiedzieć, że takie spokojne zanurzenie się w klasykę dało mi mnóstwo satysfakcji i radości. W ogóle postanowiłam, że będę bardzo starannie wybierać lektury. To znaczy jeszcze staranniej niż kiedyś. Tyle się teraz dzieje, tyle mam na głowie, że rzadko mogę sobie pozwolić na kilkugodzinne sesje z książką. Czas na czytanie jest ograniczony, więc niech książki po które sięgam będą jak najbardziej wartościowe i zachwycające.

Cieszę się

Życiem. Zimą za oknem. Zdaniami złożonymi u Syna Gryzaka. Tym, że codziennie robię coś, by się rozwijać i posuwać życie do przodu. Cieszę się na luty, który przyniesie mnóstwo pozytywnych wydarzeń, spotkań z długo niewidzianymi osobami, miłych wizyt. No i przyniesie Igrzyska Olimpijskie. Dwa tygodnie sportowych emocji, dwa tygodnie szaleństwa <3 Uwielbiam <3

  • Agata

    Moja 82-letnia, nigdy nie chorująca babcia (odpukać) poleca propolis (pszczeli kit) 😉 I chyba sama muszę zacząć go stosować, bo coś mnie bierze, albo mam alergię na kocią sierść. Odpoczywaj, czytaj i ciesz się życiem! 🙂

%d bloggers like this: