Lata powyżej zera – Anna Cieplak – wrażenia po lekturze

Powiem Wam w tajemnicy, że mimo trzydziestu dwóch lat na karku cały czuję się bardzo młoda. Nie potrafię o sobie myśleć jako o matce (prawie) dwójki dzieci, małżonce z sześcioletnim stażem, poważnej pani prawnik czy w ogóle dojrzałej kobiecie. Cały czas w środku mam nastolatkę, która marzy o tym, żeby wyskoczyć na wagary, zapalić smakującego raczej gorzką wolnością papierosa i napić cudem wyproszonego w osiedlowym sklepiku piwa. Tyle że różnica między mną dziś, a mną piętnaście lat temu jest taka, że teraz to ja na żadne wagary nie chodzę. Chyba że na takie planowane z dużym wyprzedzeniem, przygotowane w każdym detalu i ograniczone czasowo przez chęci i możliwości fizyczne babci czy opiekunki. To jest chyba właśnie ta słynna dorosłość. Ale jakby się kto pytał, to ja dorosła nie jestem. Nie i koniec 😉 I jak każdy taki niedorosły dorosły chętnie sięgam po książki, seriale czy filmy przypominające mi czasy w których pójście na wagary wymagało jedynie podjęcia spontanicznej i z dzisiejszej perspektywy wcale nie tak ryzykownej decyzji. Dlatego z ciekawością i nadziejami na wnikliwą, mądrą lekturę, która być może pozwoli mi inaczej spojrzeć na przeszłość i teraźniejszość, sięgnęłam po głośną, chwaloną i polecaną powieść Anny Cieplak Lata powyżej zera.

Lata powyżej zera to opowieść Anity Szymborskiej – młodej dziewczyny, której lata dojrzewania przypadają na okres 2001-2010, czyli czas w którym nowa, wolna i kapitalistyczna Polska osiągnęła stabilizację, weszła do Unii Europejskiej, otworzyła się na świat, przyszłość i na lepsze możliwości. Czas, kiedy nowe technologie nie dominowały jeszcze nad naszym życiem, a stanowiły jedynie jego miłe uzupełnieniem. Trochę o tych przemianach, a bardziej o dorastaniu w ich tle próbuje nam opowiedzieć nominowana do Paszportu Polityki Anny Cieplak.

I słowo próbuje nie pojawia się przypadkowo, bo niestety Anita Szymborska i jej świat nie do końca mnie przekonały. Zarówno na gruncie osobistym, indywidualnym – nie poczułam z tą książką więzi, nie odnalazłam w niej siebie, jak i nieco bardziej obiektywnym – zabrakło mi tu głębi, drugiego dna, czegoś więcej poza zalaniem czytelnika falą nostalgicznych wspominek. Na szczęście Anna Cieplak jest zasadniczo dość sprawna językowo, w jej pisaniu jest lekkość, a przerażające fragmenty takie jak: miłość prysnęła, o ile wcześniej w ogóle się pojawiła. Został po niej tylko pot pojawiły się dosłownie parę razy, więc można je wybaczyć. Dzięki temu Lata powyżej zera czyta się błyskawicznie.

No i nie będę ukrywać, że z lektury czerpałam pewną przyjemność. Miło było zanurzyć się w świecie moich młodych lat, przypomnieć sobie te wszystkie drobiazgi i detale, które składały się na rzeczywistość tamtych czasów. Gadu-gadu, pierwsze pijackie imprezy i zachłyśnięcie się wolnością, puszczanie sygnałów – o takich rzeczach się zapomina i dobrze przeczytać coś, co uruchomi wspomnienia. Jednak poza tymi oczywistymi punktami stycznymi z Anitą Szymborską nie łączyło mnie wiele. Wychowałam się w innym domu, w innej rodzinie, w innym świecie. W przeciwieństwie do głównej bohaterki miałam sporo koleżanek i przeżywałam pierwsze miłości bardziej emocjonalnie. Liceum do którego trafiła Anita ją zszokowało – to było miejsce całkowicie inne niż świat, który znała. Dla mnie taka szkoła była raczej oczywistością, normą, tak jak normą było to, że po szkole pójdę na studia. Do Szkocji wyjechałam, owszem. Rekreacyjnie. Tym samym trudno mi się z Anitą i jej – dość szczątkowo i skromnie opisanymi koleżankami – utożsamiać czy nawet szukać jakichś punktów stycznych. Poza tymi miłymi, tworzącymi tło szczególikami nie odnalazłam w tej powieści ani śladu nastoletniej mnie. 

Jednak to, że ja jako jednostka nie odnalazłam w tej książce ani siebie, ani moich koleżanek, jeszcze o niczym nie świadczy. Przecież nie da się stworzyć całkowicie jednolitego portretu pokolenia, bo choć pewne hasła i idee pozostają wspólne, to każdy swoją młodość wspomina inaczej. Inaczej wygląda życie córki fryzjerki i drobnego pijaczka, która jest bardzo zdziwiona doskonałym wynikiem egzaminu do liceum, a inaczej życie córki wykształconych, zamożnych rodziców, dla której oczywistością (która dopiero za dobrych parę lat okaże się wcale nie taka oczywista) jest to, że skończy na studia, będzie mieć mnóstwo pieniędzy i domek na przedmieściach. Inaczej kształtują się doświadczenia młodzieży z rodzin inteligenckich, patologicznych, robotniczych. Inaczej będzie wyglądała młodość na wsi, inaczej w Warszawie. Inaczej w pełnym, wielodzietnym stadle, inaczej w rodzinie zastępczej. Nie da się, zwłaszcza w książce tak krótkiej, jak Lata powyżej zera, stworzyć uniwersalnego portretu minionych czasów i tamtej młodości. Żeby zaś pokazać obraz kompleksowy i pełny trzeba by wielu bohaterów, wielu stron tekstu, czegoś na miarę powieści dziewiętnastowiecznej, w której znajdziemy i zamożnego fabrykanta, i chłopa, i Żyda, i miejski proletariat, i zubożałą arystokrację. Albo niezwykłej przenikliwości i celności, której tu mi zabrakło. Dlatego też nie mam żalu do Anny Cieplak i nie czuję się pokrzywdzona tym, że tak mało w jej opowieści mojej dawnej codzienności. Problem tej książki leży gdzie indziej.

Bo w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że jak na nastolatkę, to Anita jest przerażająco mało nastoletnia. Niewiele jest w niej egzaltacji, emocje niby są, ale występują raczej w temperaturze letniej. Anna Cieplak sygnalizuje nam, że Anita próbuje się dopasować do kolegów – zaczyna słuchać innej muzyki, zmienia styl ubierania się, ale tak naprawdę niespecjalnie zależy jej na szacunku innych, tym bardziej że jej interakcje z grupą rówieśniczą są co najmniej ograniczone. Niby przeżywa pierwsze uczucia, zawody czy przyjacielskie problemy, ale to wszystko jest pozbawione życia, hormonalnej huśtawki i definiowania świata przez już nigdy na zawsze. Trudno mi też dostrzec w Latach powyżej zera portret dziewczyny, która dojrzewa, bo Anita zmienia upodobania muzyczne, szkołę i koleżanki, ale poza tym cały czas znajduje się na jednym poziomie emocjonalno-rozwojowym. Nie ma tu wielkich marzeń, wielkich nadziei i wielkich ambicji, nie ma tego specyficznego dla okresu dojrzewania poczucia istotności i nieomylności. Nie ma nawet jakiegoś wyjątkowego buntu czy poczucia krzywdy. Nie twierdzę, że każda nastolatka z definicji jest skretyniałą, rozmarzoną histeryczką, ale każda przechodzi długą emocjonalną drogę. Anita nie. I chyba dlatego tak trudno było mi się z jej postacią identyfikować i tak bardzo różniła się ona od nastoletniej mnie.

Poza tym Lata powyżej zera właściwie nie mają konkretnie zarysowanej fabuły. To zlepek ułożonych chronologicznie wspomnień, zbiór scenek z życia nastolatki, które razem składają się na raczej średnio kompletny obraz jej dojrzewania. I tak naprawdę niewiele z tego obrazu wynika. Fala nostalgii? Tak. Ukazanie pokoleniowych doświadczeń? Nie, nie, nie. Śmierć Magika to nie jest pokoleniowe doświadczenie, nie znam chyba nikogo, kto by się tym szczególnie przejął, bo w moich kręgach słuchało się szeroko pojętego rocka. Gadu-gadu, My Space to też nie są żadne symbole pokolenia. Ani Anita Szymborska nie jest everymanem, ani nie ma do powiedzenia żadnej znaczącej prawdy o ludziach wchodzących w tamtym czasie w dorosłość. Lata powyżej zera to takie trochę pisanie dla pisania. Ot tak, żeby sobie powspominać.

I dlatego ja się pytam: czym właściwie jest ta książka? Manifestem pokolenia czy kompleksowym portretem tamtych lat nie jest z pewnością, jako historia dojrzewania młodej dziewczyny nie broni się wcale. Może być opowieścią o Anicie Szymborskiej, dziewczynie, która szukała siebie i swojej drogi w specyficznej rzeczywistości lat dwutysięcznych, ale to doprawdy za mało żebym się tą powieścią zachwyciła.


Jeśli tak jak ja wchodziliście w dorosłość w latach 2001-2010 to z pewnością lektura Lat powyżej zera przyniesie Wam sporo radości, wywoła falę wspomnień i lekkiej tęsknoty za czasem, kiedy nie zaczynało się dnia od sprawdzenia smartfona. Jeśli jednak szukacie czegoś więcej – mądrze wykreowanych bohaterów, solidnie napisanego, wnikliwego bildungsroman naszych czasów, manifestu pokolenia czy po prostu odkrywczej fabuły to poszukajcie ich gdzie indziej. Powieść Anny Cieplak to przyjemna gra z pamięcią i nic więcej.

Moja ocena: 5,5/10

Po więcej polskiej prozy zapraszam tu:

Wioletta Grzegorzewska Guguły

Weronika Murek Uprawa roślin południowych metodą Miczurina

Zośka Papużanka Szopka

  • Zastanawiam się nad sięgnięciem po tę książkę. Kusi mnie, żeby odświeżyć wspomnienia, żeby poczytać o tym, co kiedyś było tak bardzo aktualne i ważne, a teraz zostało zastąpione innymi (lepszymi?) rzeczami i doświadczeniami. Tylko faktycznie szkoda, że czegoś tej powieści brakuje. Spodziewałam się więcej po tej autorce.

    • Ja też. Za jakiś czas sięgnę po „Ma być czysto” i mam nadzieję, że ta powieść bardziej mnie przekona. Bo w prozie Anny Cieplak mimo wszystko czuć potencjał 🙂

  • Iza

    Oj, myślałam, że jesteś starsza 😀 Książka mnie zainteresowała, a z tym brakiem poczucia bycia dorosłą mam tak samo, pewnie jak każdy 😉

    • Naprawdę? 😀 Taka powaga ze mnie emanuje? 😉 Też myślę, że to dość częste poczucie, ale ono mnie cały czas zaskakuje, bo kiedy byłam nastolatką myślałam, że dorosły człowiek CZUJE się dorosły 😀 A to tak bardzo nieprawda!

%d bloggers like this: