Kulturalne podsumowanie roku i blogowe plany :)

Podsumowania, podsumowania, podsumowania. I plany. Miałam nie robić, ale… co tam! Muszę się trochę rozruszać blogowo, bo w 2018 roku mam zamiar jednak w miarę regularnie tu wpadać. Ale o blogowych zamiarach za chwilę, najpierw czas na małe kulturalne spojrzenie wstecz!

Książki

W 2017 roku przeczytałam 96 książek. Pełna lista tutaj. To mój absolutny życiowy rekord, tym bardziej zaskakujący, że sierpień i wrzesień stały pod znakiem wielkich mdłości oraz wstrętu do książek, księgarni i zapachu farby drukarskie… No cóż. Tak sie u mnie objawia ciąża, z Gryzakiem było identycznie…

Na pewno rok 2017 był rokiem dobrej literatury – zdecydowaną większość przeczytanych pozycji oceniłam na Goodreads 3 i więcej gwiazdek. I chociaż były to często rzeczy wybitne, to przyznam się Wam szczerze, że nie mam za sobą takiej czytelniczej ekstazy, jak przy mojej najlepszej powieści roku 2016, czyli Szczygle. Dużo też pochłonęłam non-fiction: aż 38 reportaży, esejów i biografii i to jest mój kolejny rekord życia! 🙂 26 książek to były ebooki. 1 audiobook. Wniosek jest jeden: nic nie wygra z papierem!

głód martina caparrosa

Najważniejsza książka minionego roku to zdecydowanie Głód Martina Caparrosa. Doskonały esejo-reportaż, ale przede wszystkim pozycja, która zmieniła moje spojrzenie na świat i podejście do kilku kwestii. Największe odkrycia roku to cudowny, niezwykle utalentowany Wojciech Chmielarz i równie cudowna i równie utalentowana Zośka Papużanka. Czytajcie ich, bo to jest przyszłość polskiej literatury! Nie zabrakło książek, które stały się dla mnie prawdziwym intelektualnym wyzwaniem, ale najwięcej wysiłku, a zarazem czytelniczej satysfakcji dały mi Kruso Lutza SeileraIdiota Fiodora Dostojewskiego.

Nie obeszło się niestety bez rozczarowań. Na szczęście było ich stosunkowo niewiele, ale nie sposób nie wspomnieć tu o Na linii świata Manueli Gretkowskiej. Bardzo zła, bezsensowna i nieskładna proza, zupełnie do mnie nie przemówiła. W kategorii rozrywka goni ją beznadziejna Czarna Madonna Remigiusza Mroza – ani to straszne, ani wciągające, ani poznawcze, ani ciekawe. Nuda.

Poza tym rządziła literatura dla dzieci. Razem z Synem Gryzakiem zaczytywaliśmy się m.in. w Roku w lesie, Kici Koci, Proszę mnie przytulić, Puciu i wielu, wielu innych fantastyczny pozycjach. Ale naszą ulubioną książką dla dzieci został… Rok w krainie czarów. Zarówno ja, jak i mój syn gorąco Wam tę pozycję polecamy!

Czy udało mi się wykonać mój czytelniczy plan? Nie. Zupełnie mi się nie udało. Miałam przeczytać 12 ważnych i grubych książek, z czego przeczytałam…3. Także ten. Kończę z odgórnym planowaniem lektur, będę czytać to co wpadnie mi w ręce. Ale o tym poniżej 🙂

Najlepsze filmy 

Paterson, bo Jarmusch po prostu trafia w moją wrażliwość jak nikt inny, a Adam Driver zagrał tak dobrze, że ostatnio w kinie nie mogłam patrzeć na Kylo Rena bez myśli o poezji 😀

Captain Fantastic, bo to idealne połączenie dobrego, wciągającego kina z treścią, która stawia pytania o kondycję naszej cywilizacji.

Wołyń, bo to ważne, trudne, mądre, doskonale zrealizowane kino. I wbrew pozorom bardzo, bardzo aktualne w dzisiejszym, pełnym nienawiści świecie.

Rok 2018 – blogowe plany, książkowe wyzwania i  noworoczne postanowienia

Ostatnie miesiące nie były dla mnie łaskawe. Mnóstwo obowiązków, ciąża, która od początku dawała mi popalić, nieustające choroby moje i Syna Gryzaka, przedszkolna adaptacja. To wszystko odbiło się na blogu, który – co jest raczej oczywiste – nie znajduje się na pierwszym miejscu mojej listy priorytetów. Pisałam rzadko, wyszłam z wprawy i trudno mi było znaleźć choć trochę czasu na regularne zaglądanie na Facebooka i Instagram. Na szczęście przyszła przerwa świąteczna, urlop Pawła, mnóstwo pozytywnej energii oraz czas na odsapnięcie i przemyślenie pewnych życiowych spraw. Więc sobie przemyślałam, pozbyłam się kaszlu, nabrał sił i doszłam do wniosku, że…

Że nic na siłę. Dotychczasowy charakter bloga mnie zmęczył. Zabrakło mi w tym wszystkim spontaniczności, energii, a przede wszystkim radości z czytania książek. I to nie jest tak, że rzucam wszystko i roztrwonię całą pracę, jaką przez ostatnie półtora roku włożyłam w to miejsce. Nie. Skrytka na kulturę będzie istnieć nadal, jednak nieco inaczej niż w zeszłym roku. Jak? Przede wszystkim kończę wszelkie współprace z wydawnictwami. Nie chcę pisać o książkach z obowiązku, tylko z pasji, a kiedy dostaję egzemplarz do recenzji czuję się zobligowana, by go Wam przedstawić i to rzetelnie. A czasem opisywać rzetelnie się nie chce. Czasem chce mi się po prostu wrzucić fotę na Instagram, czasem radośnie pohejtować, a czasem w ogóle nie uważam, że warto o danej pozycji wspominać. Każdy egzemplarz recenzencki ogranicza moją wolność osobistą. Koniec tego. Stać mnie na książki no i mam abonament w Legimi, więc nowości będę się pojawiały często, ale nie tylko one. Bo chciałabym też żeby to miejsce było pełne pozycji inspirujących, niekoniecznie takich, które można znaleźć wszędzie. Takich jakie lubię ja. A czy coś lubię mogę stwierdzić dopiero kiedy to przeczytam, a nie ze skąpych i często mijających się z prawdą informacji od wydawcy. No i najważniejsze – w tym roku stawiam na książkową wolność. Będę czytać tylko to na co mam ochotę, tak szybko, jak mam ochotę i wtedy, kiedy mam ochotę. To pierwsza zmiana.

Kolejna zmiana jest taka, że Skrytka nadal będzie blogiem o literaturze i innych kulturalnych pysznościach, ale znajdziecie tu trochę więcej prywaty i przemyśleń. Będzie też mniej typowych recenzji, a więcej zestawień, wpisów zbiorczych i luźniejszych refleksji o kulturze. Ze względu na sytuację życiowo-ciążową wpisy będą pojawiać się ze zmienną regularnością, a prawdopodobnie w okolicy marca i kwietnia zamilknę na dłużej – ze przyczyn raczej oczywistych 😀

Czy robię książkowe plany albo listę TBR? Nie! W tym roku obędzie się bez tego. Mam pod rękę listę polskich książek, które muszę przeczytać oraz klasyki do nadrobienia i na pewno w 2018 roku będę sięgać po te pozycje. Ale bez presji 🙂 Poza tym na Goodreads zaznaczyłam, że przeczytam 72 książki, czyli 6 w miesiącu, ale jakoś nie przywiązuję się do tej liczb, jest ona po prostu wynikiem rozsądnej kalkulacji.

No i postanowienia. W tym roku nie robię 😀 Niech wystarczającą ewolucją będzie przyjście na świat naszej córki. Niemowlę to w końcu wielka niewiadoma. Bo może zdarzyć się tak, że Helena będzie urządzałą sobie godzinne posiedzenia przy piersi (jak starszy brat…), a ja w tym czasie będę pochłaniać kolejne strony powieści. Że będzie spała godzinami (jak jej starszy brat), a ja w tym czasie podbiję świat. Ale może być przecież zupełnie inaczej. Więc postanowień nie robię. Co ja się tam będę stresować 😀

  • Ha, i słusznie, w Twojej sytuacji postanowienia mogą stać się chyba tylko dodatkowym czynnikiem stresowym, bo gdy trzeba dopasować się do maluchów, planu muszą stać się… cóż, bardzo elastyczne. 🙂 Myślę, że na takich zmianach, o jakich mówisz, blog może tylko zyskać, bo szczere pisanie o tym, co Ci się podoba i na co sama masz ochotę, będzie na pewno świetne i będzie to we wpisach widać.

    Oby 2018 był wspaniały!

    PS Mnie też zachwyciła Zośka. Potwierdzam: czytajcie!

  • Agata

    Piękne wyniki i piękne plany 🙂 Cieszę się, że wracasz. Ja chyba swojego bloga rzuciłam na dobre. Formuła się wyczerpała. Od świąt mam czytnik z abonamentem Legimi, więc planuję totalne zaczytanie. Poza tym mam nadzieję, że uda się utrzymać poziom 2 filmów miesięcznie w kinie.
    Chmielarz mnie też zachwyca, już niedługo nowa książka! Dalej namawiam Cię na Kańtor 😉 😉 Głód mam już na czytniku.

    Życzę Ci powodzenia w 2018!

    • Dziękuję! 😀

      I życzę najpiękniejszego zaczytania 🙂 Dla mnie czytnik z abonamentem to największa miłość <3 A Kańtoch już czytałam, tylko lektura przypadła na czas blogowej posuchy, więc nie doczekała – niestety – się swojego wpisu 🙂 Ale "Łaska" bardzo mi się podobała, niedługo zamierzam sięgnąć po "Wiarę" 🙂

%d bloggers like this: