Moje tu i teraz – listopad 2017

Ciąża zmienia człowieka. Dodaje motywacji i radości, ale sprawia też, że przestawiają się priorytety, a na pierwszy plan trafiają sprawy i idee, które jeszcze parę tygodni temu nie miały znaczenia. Ja w ostatnich miesiącach przede wszystkim potrzebowałam odpoczynku. Najpierw koszmarne samopoczucie w I trymestrze, a potem wielkie, wielkie zmęczenie. Brak sił na czytanie książek, oglądanie filmów. Cała energia skupiona na dziecku, żeby chociaż ono nie odczuło, że coś jest nie tak. Zazdroszczę, naprawdę zazdroszczę dziewczynom, które przez ciążę przechodzą bezboleśnie – u mnie pierwsza jej połowa to naprawdę ciężka groza. Na szczęście teraz jest już nieźle. Owszem, nadal potrzebuję drzemki w ciągu dnia i czasem nie chce mi się wychodzić z łóżka, ale wiem, że mój umysł wrócił do siebie. Znowu z radością czytam książki i staram się zapełniać sobie czas produktywnymi i ciekawymi zajęciami. Niemniej, pewne rzeczy się zmienią, bo zmieniam się ja. A przede wszystkim zmieni się blog. Będzie tu teraz trochę bardziej osobiście, bardziej intymnie, choć oczywiście nadal przede wszystkim kulturalnie. W końcu to miejsce to przedłużenie mnie, ewoluuje razem ze mną, a prowadzenie go ma być przyjemnością, a nie zawodowym projektem. Dlatego oprócz książkowych wpisów czasem wpadną takie jak ten: moje listopadowe #tu i teraz, czyli parę słów o tym, co mi ostatnio siedzi w głowie.

Jestem

Szczęśliwa 😀 Zawsze chciałam mieć więcej niż jedno dziecko i teraz moje marzenia się spełniają. Nieskromnie powiem, że Syn Gryzak wyszedł nam zajebiście i mamy nadzieję, że jego rodzeństwo będzie równie bombowe. Poza tym żyję sobie teraz tak spokojnie, powolutku, nie zmuszam się do niczego. Kiedy mam taką potrzebę, odpoczywam. Kiedy mam energię – działam. Jest dobrze. A z drugiej strony cały czas…

Boję się

Ciągle czegoś. Operacji Syna Gryzaka w grudniu (dobra, wiem, że to tylko mały, nieinwazyjny zabieg, ale czuję się tak, jakby miał mieć skomplikowaną operację na otwartym sercu…) i tego czy z tymczasowym lokatorem mojego brzucha wszystko jest okej. Boję się o Pawła, żeby mi się nie przemęczył, nie rozchorował. Ostatnio ma mnóstwo pracy w pracy, a i w domu niespecjalnie się oszczędza, ciągle jest coś do zrobienia i do załatwienia, a on nie umie powiedzieć stop. Boję się o to, jak damy sobie radę z dwójką dzieci i boję się jeszcze tego, że Junior będzie odwrotnością starszego brata (który od początku sam zasypiał, przesypiał noce, mało płakał i ogólnie był niezwykle pogodnym niemowlęciem). Ciągle się czegoś boję, zawsze tak mam, kiedy życie dobrze się układa 😉

Chcę

Chcę się zanurzyć w macierzyństwie. Delektować się nim, cieszyć, korzystać z tego, że mogę być w domu z Synem Gryzakiem i już niedługo – jego młodszym rodzeństwem. Wiem, że to nie potrwa wiecznie. Nie wiem czy będziemy mieli więcej dzieci, ale pewnie nie, więc jest bardzo prawdopodobne, że ten okres w moim życiu, kiedy maksymalnie skupiam się na domu i rodzinie, to tak naprawdę tylko chwila. Moment, który zaraz przeleci i za którym będę tęsknić całą sobą. Ile mi zostało czasu na bycie pełnoetatową mamą? Półtora roku? Dwa lata? A ile zostało mi czasu na pracę zawodową? 30 lat? 35? 40? No właśnie 🙂

Planuję

Ostatnio mocno odpuściłam, odpoczęłam i pozwoliłam sobie na głęboki oddech. Pomogło. W głowie mam teraz tysiące pomysłów. Na bloga, na zabawy z Synem Gryzakiem, na urządzanie domu, na podróże, na nowe potrawy. Na różne życiowe, zawodowe i okołozawodowe projekty. Spora część z nich będzie musiała jeszcze trochę poczekać, ale niektóre zaczynam realizować już dziś. Spokojnie, bez pośpiechu i bez presji. Presja nie jest potrzebna nigdy i nikomu, a już zwłaszcza kobietom w ciąży 😀

%d bloggers like this: