Mock. Ludzkie zoo – Marek Krajewski – recenzja

Są takie nazwiska w polskiej literaturze popularnej, które dla czytelników stanowią markę samą w sobie oraz gwarancję kilku naprawdę dobrze spędzonych godzin. Nie spodziewamy się po tych autorach wielkich rewolucji czy stawiania kolejnych kroków milowych dla gatunku, w którym się obracają. Oni już swoje zrobili, a teraz po prostu dają nam kolejne przyzwoite książki. Takim pisarzem jest właśnie Marek Krajewski. Autor, który spopularyzował w Polsce kryminał retro, stworzył niezapomnianą postać policjanta Eberharda Mocka i ustanowił niedościgniony wzór dla swoich licznych naśladowców. Szturmem zdobył rodzimy rynek książki, zbudował wokół swojego nazwiska ogromne zaufanie czytelników, postawił na sprawdzone rozwiązania, a teraz regularnie dostarcza nam mrocznych emocji. Jego najnowsza powieść Mock. Ludzkie zoo to kolejna, udana pozycja, po którą śmiało mogą sięgać zarówno wielbiciele, jak i osoby, które dopiero odkrywają twórczość Krajewskiego.

Mock. Ludzkie zoo to następna po Mocku (klik) powieść pokazująca czytelnikowi początki zawodowej i życiowej drogi wrocławskiego policjanta Eberharda Mocka. Rzecz dzieje się w 1914, u progu wojny, która zmieni oblicze świata. Eberhard Mock zostaje zupełnie przypadkiem wplątany w przerażającą, odrażającą i bardzo niebezpieczną intrygę. Chcąc pomóc narzeczonej zidentyfikować dziwne hałasy, które kobieta słyszy każdej nocy, odkrywa dziewiąty krąg piekła, Hades, miejsce o którego istnieniu już nigdy nie zapomni. To zdecydowanie lektura dla ludzi o mocnych nerwach, bo ilość okrucieństwa i zła, jaką serwuje nam autor naprawdę może przyprawić o ból głowy.

W najnowszej powieści Marka Krajewskiego spotykamy wszystko to, co tak bardzo lubimy u tego autora. Jest więc niezwykle starannie przygotowana warstwa historyczna (ja najbardziej lubię u Krajewskiego te opisy jedzenia!) i szczegółowa topografia Wrocławia. Jest staranny, elegancki, a zarazem doskonale dopasowany do danej sceny język. W końcu jest zagadka, która – choć dość schematyczna i momentami mocno przewidywalna – nadal dostarcza sporo emocji, a od intrygi nie można się oderwać. No i nie zapominajmy, że w książce znajdziemy Eberharda Mocka! A bohater z niego nie byle jaki! Swoją bezkompromisowością i honorowym podejściem do życia wzbudza sympatię, by zaraz nadwątlić ją brutalnym, szowinistycznym zachowaniem, agresją czy charakterystyczną dla młodości naiwnością. Mock. Ludzkie zoo opowiada historię młodego człowieka – prawdziwego, niebanalnego, interesującego.

Fakt, nie znajdziecie w Mock. Ludzkie zoo nic szczególnie oryginalnego, nowatorskiego czy niespodziewanego. Ta powieść to po prostu stary, dobry Marek Krajewski z ciekawą, dobrze przygotowaną warstwą historyczną i mrocznym retro-miejskim klimatem. Wyjątkiem jest ta część książki, która przenosi fabułę z pełnego tajemnic Wrocławia do… Nie zdradzę Wam gdzie. Wystarczy, że będziecie wiedzieli, że jest to miejsce bardzo, bardzo egzotyczne. I szczerze mówiąc to właśnie ta część książki wypada słabo. Nuży, męczy, odstaje od całości i bardziej przypomina powieść przygodową, niż kryminał. Na szczęście zajmuje tylko siedemdziesiąt stron, więc da się to przełknąć. Niemniej Marek Krajewski udowodnił, że najlepiej wychodzi mu to, co ma dobrze przećwiczone.


Mock. Ludzkie zoo to idealna powieść dla wszystkich miłośników kryminału retro oraz dla wiernych fanów Marka Krajewskiego. To kawał solidnej, rzemieślniczej pracy – starannie przygotowany, dobrze wykonany i ładnie opakowany. W powieści nie brakuje wad, ale całość wypada bardzo, bardzo przyzwoicie. Ja się świetnie bawiłam, a nawet zarwałam dla Mocka noc! A uwierzcie, nieprzespana noc z powodu książki zdarza mi się raz na rok 🙂

Moja ocena: 7/10

Po więcej Marka Krajewskiego zapraszam tu:

Arena Szczurów

Mock

  • Kocham Cię moje życie blog

    Muszę w końcu po nią sięgnąć 🙂

%d bloggers like this: