Lem. Życie nie z tej ziemi – Wojciech Orliński – recenzja

Lem. Pierwsze wspomnienie? Rwanie włosów z głowy podczas rozpaczliwych prób przebrnięcia przez Opowieści o pilocie Pirxie, które jakaś ułomna istota umieściła na liście lektur dla szkoły podstawowej. Potem długa przerwa na odreagowanie po traumie (równie źle wspominam tylko Sierotkę Marysię Ludzi bezdomnych) i kolejny, zdecydowanie bardziej udany, kontakt z autorem. Przeczytałam kilka jego najsłynniejszych powieści, przekonałam się, że Lem wielkim pisarzem był, niemniej cały czas stałam na stanowisku, że science-fiction to nie jest gatunek literacki w którym umiem się odnaleźć, bez względu na to, jak wybitnie utalentowany nie byłby autor. Ale wiecie co? Dam Lemowi jeszcze trzecią szansę 🙂 Zachęciła mnie do tego jego biografia Lem. Życie nie z tej ziemie napisana przez Wojciecha Orlińskiego. Coś czuję, że już jako dorosła kobieta i ukształtowana czytelniczka spojrzę na jego twórczość zupełnie inaczej. A zanim zaleję Was falą refleksji o powieściach Stanisława Lema, zapraszam na moje wrażenia po lekturze jego najnowszej i jedynej biografii 🙂

Przede wszystkim Orliński zachwyca stylem i niesamowitym darem do opowiadania ciekawych historii. Przez tekst książki dosłownie się płynie, a smaku i charakteru dodają jej liczne fragmenty listów pisarza oraz jego powieści. Naprawdę, Lem. Życie nie z tej ziemi czyta się sam! Sporo jest też w książce samego Orlińskiego i zapewne puryści biograficzni będą narzekać, ale mi się akurat takie zabiegi podobały. Autor nie ukrywa, że od lat jest wielkim fanem Lema i stawia przed czytelnikiem sprawę uczciwie. Jest to istotne o tyle, że to jego uwielbienie wywarło wpływ na cały kształt biografii. Poza tym te liczne osobiste komentarze i wspomnienia nadają całości jeszcze większej lekkości i uroku. Jednak książki nie byłoby, gdyby nie sam bohater. Lem – genialny pisarz, człowiek niezwykle inteligentny, przenikliwy nadaje tekstowi siły, rytmu i charakteru. W końcu była to postać niezwykle ciekawa, barwna, a nawet pełna tajemnic.

A czy czegoś mi zabrakło? Cóż… zabrakło to chyba nie jest dobre słowo. Jednak książka Wojciecha Orlińskiego jest inna niż się spodziewałam. Lem. Życie nie z tej ziemi to biografia bardzo silnie osadzona w twórczości pisarza, poczynając od tego, że rozdziały zostały nazwane tytułami Lemowskich książek, a kończąc na badaniu życia autora dokonywanego przede wszystkim pod kątem jego dzieł. Orliński wnikliwie analizuje kolejne powieści pisarza, doszukując się w nich licznych wątków autobiograficznych, opisuje też sam proces twórczy oraz czynniki, które mogły mieć na ten proces znaczący wpływ. Charakterystyczne jest też to, że najwięcej pisze właśnie o tych latach, kiedy Lem był najbardziej aktywny twórczo. Starość została przedstawiona skrótowo, młodość nieco obszerniej, ale najsilniejszy akcent położony został na lata 50, 60 i 70, kiedy to pisarz stworzył swoje najważniejsze dzieła. I przyznaję, było to ciekawe, jednak zupełnie nie zaspokoiło mojej potrzeby plotki. Po biografie sięgam stosunkowo rzadko, a jeśli już to robię, to oczekuję od nich również (jeśli nie przede wszystkim) smaczków i ciekawostek z prywatnego życia bohatera. Chcę relacji rodzinnych, tajemnic, tego co zakryte. I nie chodzi tu o to, że marzę o pudelkowej, skandalicznej wersji życia, ale cóż. Jestem ciekawską bestią i to właśnie fragmenty o tym, jakimi ludźmi na co dzień byli wielcy ludzie interesują mnie najbardziej. U Orlińskiego takich smaczków jest bardzo mało. Żona praktycznie w książce nie istnieje, czy może raczej istnieje jako nieme tło codziennych poczynań swojego męża, a relacja z synem jest opisana skrótowo i po łebkach. A to przecież takie ciekawe! Lem został ojcem bardzo późno i chyba nie do końca umiał się w rodzicielstwie odnaleźć. Dla odmiany dużo (bardzo dużo, niemalże w każdym rozdziale!) znajdziemy tu informacji o motoryzacyjnym hobby Lema, i te wątki szczerze mówiąc były dla mnie po prostu nudne.

Pozostaje zadać sobie pytanie: dlaczego tak jest? Dlaczego w opowieści o człowieku więcej miejsca poświęcono jego samochodom, niż żonie i dziecku? Czy faktycznie dla Lema istotniejsze niż relacje z bliskimi były kolejne pojazdy? (biorąc pod uwagę pewne tropy rzucone przez Orlińskiego – nie wydaje mi się). Czy może relacje te dalekie były od wzorcowych i autor, który jest przecież wiernym fanem Lema postanowił pominąć je i napisać książkę z której wszyscy, włącznie z rodziną bohatera, byliby zadowoleni?


Lem. Życie nie z tej ziemi to dobra biografia, która najbardziej spodoba się miłośnikom pisarza i jego twórczości. Osoby, które twórczość Lema znają słabo albo wcale oraz ci, którzy – podobnie jak ja – szukają w opowieściach o ludziach osobistych smaczków mogą się momentami nawet trochę nudzić. Niemniej styl Orlińskiego zachwyca, a całość jest mimo wszystko interesująca i wciągająca. Polecam, choć nie ukrywam, że czuję cały czas niedosyt i nie mogę się pozbyć wrażenia, że wcale nie poznałam Stanisława Lema, tak jakbym chciała 🙂

Moja ocena: 6,5/10

Po więcej biografii zapraszam tu:

Elżbieta Baniewicz Dymna

Angelika Kuźniak Stryjeńska. Diabli nadali

  • Przeczytam oczywiście, ale bardzo ciężko mi ocenić, jaki ja będę mieć stosunek do tej książki. Teoretycznie bowiem pewnie analizowanie życia pod kątem twórczości pisarza będzie ciekawe, zaś ja nie jestem chyba aż tak ciekawską bestią jak Ty… Z drugiej strony nawet dla mnie może być za mało o rodzinie Lema. Zatem nie wiem. Ale najpierw nadrobię powieści Lema, a dopiero potem przeczytam biografię. 😉

%d bloggers like this: