Kruso Lutza Seilera – recenzja

Wiecie, że pochłaniam duże ilości książek, a jeśli jesteście tu trochę dłużej, to pewnie już zauważyliście, że – choć nie stronię od pozycji typowo rozrywkowych – staram się przede wszystkim sięgać po literaturę wartościową. Taką, która mnie w jakiś sposób ubogaci, rozwinie, zmieni. Często wiąże się to z tym, że czytam książki trudniejsze w odbiorze, takie, które wymagają czegoś więcej niż przejechania po tekście wzrokiem. Lubię to, lubię, gdy literatura stawia przede mną wyzwania, ale powiem Wam, że z takim wyzwaniem, jakim jest Kruso Lutza Seilera nie przyszło mi się w moim blogowym życiu zmierzyć! A i napisanie tego tekstu nie było łatwe! Z dwóch powodów. Po pierwsze w tak krótkiej formie, jaką jest blogowa recenzja, czy też raczej zapis wrażeń o książce, trudno zmieścić wszystko to, co trzeba o tej długiej i bogatej w znaczenia powieści powiedzieć. Ba! To zupełnie niemożliwe! Wszystko musiałam poskracać, skondensować i cały czas mam wrażenie, że to za mało. Po drugie Kruso to książka bardzo, bardzo trudna i pisząc o niej czuję, że błądzę we mgle. Umówmy się więc, że ja Wam opowiem, jak ją odebrałam, co było w niej najważniejsze i najbardziej według mnie poruszające. A Wy nie będziecie się śmiać, okej? 😉 W końcu w zalewie rozrywkowych nowości warto zwrócić uwagę na pozycję, która jest inna niż wszystko. Pozycję trudną, wymagającą, ale też wybitną i wartościową. Wyjątkową.

Historia i literatura

Jestem zbyt młoda, żeby dobrze pamiętać tamte czasy. Sporo jednak wiem. ZSRR, żelazna kurtyna, blok wschodni, Mur Berliński. Władza, która zniewalała. Cenzura, brak wolności słowa, puste półki w sklepach, bieda, beznadzieja, reżim. A tuż obok, po sąsiedzku krainy mlekiem, miodem i wolnością płynące. Tak blisko i tak daleko. Niby wystarczy wyciągnąć rękę, zrobić jeden krok. Często tylko tyle dzieliło ludzi żyjących w Polsce i w innych uzależnionych od Związku Radzieckiego państwach od nowego życia. Albo od śmierci. W Niemczech próby ucieczek między NRD i RFN mają nawet specjalną nazwę – Republikflucht. Część z nich odbywała się przez morze i to właśnie ci morscy uciekinierzy są trzonem i punktem wyjścia niezwykłej opowieści – Kruso Lutza Seilera.

Rok 1989. Ed, młody chłopak, student germanistyki, który oprócz tego, że zna na pamięć ogromną ilość wierszy, nie wyróżnia się niczym szczególnym, postanawia uciec. Zostawia szkołę, swoje dotychczasowe życie i wyjeżdża na odciętą od świata bałtycką wyspę Hiddensee. Tam zostaje pracownikiem sezonym i poznaje parę lat starszego Aleksandra Krusowicza, zwanego Krusem. Przyjaźń, która zrodzi się między mężczyznami i wydarzenia, które wkrótce nastąpią, zmienią życie Eda już na zawsze.

Kruso Lutza Seilera to nie tylko historia o uciekinierach, nie tylko obraz specyficznej męskiej przyjaźni, ale intertekstualna podróż przez literaturę i sztukę. Podróż, która szczerze mówiąc, mnie przerosła. Już samo miejsce akcji, tytuł książki i tym samym imię jednego z głównych bohaterów jest oczywistym nawiązaniem do Robinsona Crusoe. W opiniach o powieści pojawiają się też – nie bez powodu – porównania do Czarodziejskiej góry. Zamknięcie w odizolowanym od normalności, rządzącym się swoimi, często dziwnymi prawami miejscu; świat przed radykalną zmianą; czas, który płynie inaczej i relacja uczeń-mistrz. A te motywy to tylko wierzchołek góry lodowej. Kruso to opowieść z której najwięcej wyciągną czytelnicy doskonale znający poezję i literaturę. Ja zaś cały czas czułam, że coś jest jeszcze pod powierzchnią, że coś jeszcze można odkopać, ale nie miałam pojęcia co. Może, jak już kiedyś będę stara, mądra i sto razy bardziej oczytana, wrócę do tej historii i odczytam ją na nowo? Kto wie?

Wyspa, morze i wolność

Jak już wspominałam, Kruso Lutza Seilera to powieść wielowymiarowa i wielowarstwowa, niemalże niemożliwa do opisania i uchwycenia w tekście tak krótkim. Dlatego postanowiłam wyodrębnić trzy główne tematy, trzy motywy, które miały w niej moim zdaniem kluczowe znaczenie, a też w jakiś sposób uzupełniają się nawzajem. Przede wszystkim jest wolność. To właśnie ona jest w tej książce kluczowa, to jej szukają bohaterowie, to dla niej uciekli na tę znajdującą się poza czasem i poza rzeczywistością wyspę, gdzie jedynym łącznikiem z lądowym, zwykłym światem jest stary radioodbiornik. To tu szukają zapomnienia w prostej, fizycznej pracy, w banalnych czynnościach, w alkoholu i w nieustannych, często dziwnych zabawach i zwyczajach. Wyspa – miejsce graniczne. Specyficzne, jedyne w swoim rodzaju, cel wakacyjnych wycieczek i skupisko espezetów – pracowników sezonowych oraz rozbitków – uciekinierów od machiny państwowej. Mekka dla poszukiwaczy wolności. Przestrzeń pośrednia, która dzieli stary świat od wielkiej, wolnej przestrzeni, jaką jest morze. Morze dzikie, niezbezpieczne, północne, niosące śmierć, ale też składające liczne obietnice, uspokajające szumem fal. Wyśniona wolność jest morzem i bez morza się nie ziści. Kruso właśnie taki jest – to opowieść o poszukiwaniu wolności przesycona wyjątkową morską, surową atmosferą i wyspiarskim klimatem. Niby jest lato, niby świeci słońce, ale niech Was nie zwiedzie ten pozorny, wakacyjny spokój. Tu wiatr od morza zawsze przynosi piach, specyficzny zapach i niepokój jesieni, która nieuchronnie nadejdzie. A nad wszystkim unosi się wielka tęsknota i światło latarni morskiej.

Proza czy już poezja?

Jednak tak naprawdę najbardziej urzekł mnie w Kruso styl Lutza Seilera. Jego narracja daleko wykracza poza ramy zwyczajności i przeciętności. Sny mieszają się tu z rzeczywistością, marzenia i złudzenia z tym co prawdziwe i namacalne, a pragnienia wymazują pamięć. Z jednej strony taki sposób opowiadania sprawia, że książka jest jeszcze trudniejsza w odbiorze. Trzeba ją czytać uważnie, patrzeć na każde słowo. Tu nie ma szybkiego skanowania tekstu wzrokiem, w tę prozę trzeba się bardzo, bardzo mocno wgryźć. Z drugiej strony jest dzięki temu w tej opowieści wiele do odkrycia i wiele fascynujących warstw do rozdarcia. Jedno jest pewne. Do Krusa Lutza Seilera zdecydowanie trzeba mieć czas, nastrój i pozytywne nastawienie.

Zachwyca też niezwykła poetyckość z jaką Lutz Seiler opisuje codzienną rzeczywistość wyspy. Tak senna, magiczna, niepokojąca i zaginająca normalność proza to coś co lubię najbardziej. Zresztą poezja jest wszędzie, na każdej stronie Krusa. Bohaterowie piszą wiersze, czytają wiersze, recytują wiersze, uciekając w świat piękna i słów od brutalnej rzeczywistości, która przynosi zbyt wiele rozczarowań.


Kruso Lutza Seilera to powieść niezwykle wymagająca, trudna i przeznaczona dla dojrzałych czytelników. Jednak jest to książka zdecydowanie warta lektury i poświęconego jej czasu, bo przynosi ogromną satysfakcję. Ja czytałam ją zdecydowanie dłużej niż zamierzałam, cieszyłam się nią i delektowałam. To przesycona poezją, nostalgią i smutkiem, intertekstualna proza, która zostaje z czytelnikiem na zawsze. Miesza się w niej wielka literatura, wielka historia i ludzki dramat, a to wszystko tworzy poruszającą powieść, której nie da się zapomnieć. 

Moja ocena: 9/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

  • Magdo! Cudowna, wspaniała recenzja. Jestem zachwycona, jak pomimo tego, że lektura do najłatwiejszych nie należała udało Ci się doskonale wprowadzić mnie w jej treść. Właśnie dla takich opinii wchodzę na Twojego bloga, właśnie dlatego, że sięgasz po literaturę wymagającą skupienia i ciągłego myślenia ogromnie szanuję Cię jako recenzentkę i czytelniczkę 🙂 Sama byłam chętna żeby przeczytać „Kruso”, niestety wiem, że mimo iż sama lubię czytać książki dające mi coś więcej niż rozrywkę, to przez ten tytuł raczej nie przebrnę.

  • Historia męskiej przyjaźni, literatura, sztuka i do tego wolność, rewelacyjny styl i realizm magiczny, coś czuję, że zakocham się w tej powieści, gdy w końcu po nią sięgnę. 🙂 Ale jak bym chciała przeczytać wszystkie Twoje przemyślenia na jej temat!

    • Oj, te przemyślenia to byłby materiał na drugą książkę chyba 😉 Jak kiedyś poczujesz chęć na ambitną książkową przygodę, przeczytaj „Kruso” koniecznie 🙂

  • W pełni się zgadzam <3

  • Pingback: Wchodzi koń do baru - Dawid Grosman - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: