Bajaderka kulturalna #18

Kolejny tydzień minął, czas leci nieubłaganie, zaraz będzie połowa wakacji. Wakacji, których póki co w ogóle nie widać. Jeśli ma się szczęście i alergię na pyłki wszelkie, to owszem. Można te wakacje poczuć w drogach oddechowych, ale to by było na tyle. W Gdańsku pogoda jest męcząca i upierdliwa. Zimny wiatr, gorące słońce, chmury i deszcz, deszcz, deszcz. Nic tylko siedzieć i czytać, co zresztą dość konsekwentnie robię – to był kolejny, ostatni już, tydzień z komisarzem Mortką i mogę Wam dziś powiedzieć tyle, że kocham Wojciecha Chmielarza. Bardzo <3 Oprócz maniakalnego pochłaniania przygód komisarza Mortki jadłam różne rzeczy – czereśnie, bób, bób, czereśnie, bób, maliny. Moje dziecko poszerzyło w tym tygodniu swój słownik o takie wyrazy, jak kruk i sowa. Nie wiem skąd on wytrzasnął te ptaki… Poza tym nie działo się nic wartego uwagi, spokojne, monotonne i bardzo przyjemne życie trwa w najlepsze. A teraz wreszcie czas na coś pysznego! Zapraszam na Bajaderkę kulturalną – smaczną, kolorową, w tym tygodniu z dodatkiem mrożącej krew w żyłach ciekawostki. Ciacho w sam raz do weekendowej kawy. I nie tuczy!

Na początek coś co wszyscy lubicie i czego wszyscy z pewnością potrzebujecie, czyli lista książek, które trzeba koniecznie przeczytać! Jedną z nich już mam za sobą (i zgadzam się – lektura obowiązkowa!), a pozostałe są albo na czytniku albo w moim wirtualnym księgarnianym koszyku, który tylko czeka, aż będę miała słabszą chwilę i kliknę kup teraz.

A po te biografie nie warto sięgać. Ja już co prawda mam jedną z nich na półce, więc pewnie kiedyś z przekory do niej zajrzę, ale akurat ta blogerka, to jedna z niewielu, którym naprawdę ufam. Dzielę się więc przestrogą. I to w ogóle jest bardzo, bardzo ciekawy wpis 🙂

Hm. Trzeba by ten artykuł i wyniki tych badań pokazać mojemu mocno nastawionemu na zarobek koledze, który jakiś czas temu, patrząc na mnie z pogardą, dziwił się, jak można marnować czas na takie bzdury jak czytanie. No i co, frajerze? Nie rozumiem co prawda, dlaczego kwestie zarobków dotyczą jedynie chłopców i mężczyzn? Może dlatego, że ci chłopcy żenią się z kobietami, które wydają fortunę na nowe książki? I potem oni muszą więcej zarabiać, żeby zaspokajać wybujałe potrzeby literackie swoich żon? Mało to feministyczne, ale logiczne 😉 No i wychodzi na to, że Syn Gryzak będzie kiedyś miliarderem 😀

Czy blogerzy książkowi to wyłącznie blade, pozbawione energii i żywiące się książkami Morloki czy może ludzie wielu pasji i zainteresowań? Ja obstawiam to drugie 😉

No, sami widzicie, że nie jest z tymi blogerami tak najgorzej. Inaczej rzecz wygląda z pisarzami, to są dopiero świry… Nie wierzycie? No to poczytajcie o tym, co można zrobić z martwego kota 😉

%d bloggers like this: