Egipt: haram halal – Piotr Ibrahim Kalwas – recenzja

Żyjemy w świecie półprawd, postprawd i gównoprawd. Internet, który dla osób w moim wieku i młodszych jest obecnie podstawowym źródłem wiedzy o świecie, pełen jest informacji nierzetelnych i niesprawdzonych. Telewizja nie jest lepsza – pokazuje nam tylko to, co chce i tylko to, co sami chętnie będziemy oglądać. Dlatego cała Polska tygodniami śledzi z zapartym tchem losy Magdaleny Żuk, a zarazem nie ma bladego pojęcia, co tak naprawdę dzieje się na świecie. A jeśli już nawet coś tam wiemy, coś tam słyszeliśmy, to jest to wiedza ograniczona do kilku najciekawszych (a niekoniecznie najważniejszych) punktów zapalnych. Wydawałoby się, że żyjemy w społeczeństwie informacji, ale prawda jest taka, że do sprawdzonej, rzetelnej wiedzy często bardzo trudno dotrzeć.

To sprawia, że tak bardzo lubię literaturę faktu. Jasne, w książkach też mogą być błędy i przekłamania, ale mimo wszystko autorzy muszą wykazywać się nieco większą ostrożnością i rzetelnością w serwowaniu nam wiedzy i swojej wizji świata. Bo news internetowy znika błyskawicznie, jest często anonimowy – druk pozostaje na lata. Telewizja zaś bombarduje wiadomościami tak szybko, że czasem trudno jest wychwycić manipulację. Nad książką zaś można spokojnie usiąść i wyrobić sobie o niej zdanie. Dlatego literaturze ufam najbardziej. Nie bezgranicznie, ale najbardziej. I  dlatego chętnie czytam opowieści o innych państwach, zwłaszcza tych egzotycznych, trudnych do zrozumienia i do pojęcia. Takim krajem jest dla mnie Egipt, a ja od dawna planowałam przeczytać zbiór reportaży Piotra Ibrahima Kalwasa Egipt: haram halal.

To cudowny, nieodgadniony, pojebany kraj

Trochę skusiła mnie zeszłoroczna nominacja do Nike, a trochę to, że Egipt jest nam, Polakom, na swój sposób bliski. Paradoks polega na tym, że większość z nas w tym kraju była, ale znamy go jednak wyłącznie z hoteli all inclusive, z turystycznych enklaw, ze świata sztucznego, nastawionego na zarobek i niemającego z prawdziwym Egiptem wiele wspólnego. Słońce, piramidy, sfinks, nurkowanie, brudne ulice, trzeba uważać na złodziei. Koniec relacji z podróży, a o państwie w którym byłeś nie wiesz praktycznie nic.

A Piotr Ibrahim Kalwas wie o Egipcie dużo. Mieszka w nim od lat, od lat śledzi ulice Aleksandrii, je lokalne potrawy w lokalnych knajpach, zna Egipcjan. To jego sąsiedzi, przyjaciele, partnerzy do rozmów. Od lat też przygląda się Egiptowi z dość specyficznej perspektywy. Jest osobą z zewnątrz, Polakiem wyrosłym w Polskiej atmosferze i na Polskiej ziemi, a z drugiej strony jest też zanurzony w tych ludzi i w tę kulturę, zna ją i żyje nią codziennie. Ale choć zna ją tak dobrze, to nadal jest obok i jak sam pisze zakładam, że cały czas się mylę, kiedy piszę o Egipcie. Tu rzeczywistość jest trudna do przeniknięcia racjonalnym umysłem europejskim, zmyla, oszukuje, zwodzi, ciągle ze mnie złośliwie się śmieje. Lecz mimo tych zmyłek, mimo tych wiecznych zawidziwień, Piotr Ibrahim Kalwas wie o czym pisze.

Siedzę i patrzę. Czasem coś zapisuję, ale rzadko, zwykle robię to dopiero w domu. Palę i słucham.

Egipt: haram halal Piotr Ibrahim Kalwas pokazuje nam wiele. Jego niezwykły dar narracji dosłownie przenosi czytelnika do małych, obskurnych knajpek, eleganckich deptaków, ukrywających liczne tajemnice domów i piwnic z nielegalną muzyką. W jego prozie czuć smaki, zapachy, słychać krzyki obwoźnych handlarzy. Ale Egipt: haram halal to nie tylko niepowtarzalna podróż przez arabski świat, to też, a właściwie przede wszystkim, opowieść o ludziach. Poznajemy zarówno mocno wierzących muzułmanów, intelektualistów starej daty, radykałów religijnych i społecznych, koptów, ale też ateistów. To też drastyczny obraz kraju w których nadal obrzezanie kobiet jest czymś normalnym, a rytualny obój koszmarną, bezsensowną, umocowaną w religii zabawą. Swoją drogą te dwa rozdziały – o obrzezaniu i o uboju – nadają się wyłącznie dla osób o bardzo, bardzo mocnych nerwach. Egipt: haram halal to jednak nie jest kompleksowa opowieść o kraju, a autor na pewno nie poruszył wszystkich wartych uwagi zagadnień. Jego książka to bardziej relacja z aleksandryjskich ulic (a więc z miejskich i dość bliskich Europie, przynajmniej geograficznie, miejsc), z rozmów z ludźmi i z obserwacji. Piotr Ibrahim Kalwas pokazał nam wycinek świata, wycinek całkiem duży, ale też mocno pomieszany i mocno subiektywny, wybrany wedle własnych zainteresowań.

I dlatego właśnie krytykuj. Z miłości.

Jednak najbardziej urzekła mnie w tej niezbyt długiej książce nie treść (choć tej trudno cokolwiek zarzucić), nie styl (który jest bardzo, bardzo dobry), ale uczucie, które wypływa dosłownie z każdej strony. Egipt: haram halal to reporterski poemat o miłości do kraju, którego autor prawdopodobnie nigdy do końca nie pojmie. To piękna historia uczucia do orientalnych smaków, do atmosfery gorących ulic i do ludzi, którzy choć tak podobni, są przecież tak bardzo różni. Piotr Ibrahim Kalwas wrósł w Egipską ziemię, związał się z nią i poświęcił jej nie tylko swoją książkę, ale również duszę.


Egipt: haram halal to bardzo osobista, przesycona czułością opowieść o kraju, który dla żyjącego w Polsce Europejczyka jest niemalże niepojęty. To fascynująca, często przerażająca i odzierająca ze złudzeń podróż przez ulice Aleksandrii, przez Egipską i Arabską mentalność, przez tradycję i przez religię. Warto, naprawdę warto przeczytać tę książkę – poszerza wiedzę o świecie, ale też jest po prostu piękną opowieścią o trudnej miłości.

Moja ocena: 7/10

Więcej ciekawych opowieści o dalekich i bliskich krajach znajdziecie tu:

Anne Garrels W kraju Putina

Richard Lloyd Parry Ludzie, którzy jedzą ciemność

Paulina Wilk Lalki w ogniu

  • Na tę książkę zwróciłam uwagę już jakiś czas temu i choć wydaje się naprawdę ciekawa, i ty to potwierdzasz, to… Właśnie sobie zdałam sprawę, jak gigantyczny jest mój chciejkowy stosik non-fiction. Że pozycji ze środka kolejki prawdopodobnie nigdy, chyba że przypadkiem, nie przeczytam 🙁

    • Ale jak kiedyś będziesz miała okazję, to polecam bardzo, bardzo 🙂 Swoją drogą mój stos non-fiction też jest przeogromny… Czeka Aleksijewicz (na razie przeczytałam tylko „Cynkowych chłopców”), kilka pozycji Kapuścińskiego, trochę Martina Pollacka, sporo reportaży o Rosji i tak dalej, i tak dalej 😉 I wciąż wychodzą nowe książki, które muszę koniecznie, a czasu brak!

  • Mam w planach. Na razie jednak na półce stoją dwie inne książki tego autora…

%d bloggers like this: