Yokai – Michael Dylan Foster – recenzja

Nawet w dzisiejszych, do bólu racjonalnych czasach dzieją się rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Wielkie katastrofy, nieszczęścia, tajemnicze zaginięcia, ale też wydarzenia małe, pozornie nieistotne, takie jak niepokojące stukoty za oknem w ciemną, ponurą noc czy jedyny fotel w metrze pełnym ludzi, na którym nikt nie chce usiąść. A gdy zdarza się coś czego nie pojmujemy, zaczynamy szukać odpowiedzi. Chcemy wiedzieć dlaczego jest tak, a nie inaczej. Często z pomocą przychodzi nam dziś nauka, ale czasem… czasem racjonalne tłumaczenia nie wystarczają. Wtedy potrzebujemy czegoś więcej. Wtedy potrzebujemy yokai.

Kto dziś wierzy w yokai?

Czym są yokai? O, założę się, że wszyscy je znacie! Lubicie filmy Miyazaki’ego? Ogarnął Was zeszłoroczny szał polowań na Pokemony? To znacie yokai! Yokai to bardzo ogólna nazwa określająca wszelkiego rodzaju mityczne i niesamowite stwory wywodzące się z japońskiego folkloru. Termin obejmuje zarówno przerażające potwory, istoty przypominające zwierzęta i ludzi, a nawet ożywione sprzęty domowe! Niektóre yokai są złe, inne raz człowiekowi pomogą, raz przeszkodzą, a część z nich to dowcipne złośliwce. Jest ich zbyt dużo, by stosować uogólnienia – yokai to cały wszechświat dziwności, wynaturzeń i tajemnic, którego celem jest tłumaczenie nam świata i różnych niezwykłych zjawisk. Co ciekawe, jak niemalże nigdzie indziej, yokai wciąż są silnie obecne w świadomości Japończyków, ciągle też powstają nowe monstra.

Yokai są również przedmiotem licznych analiz i opracowań naukowych, w końcu stanowią nieodłączną część japońskiej kultury i japońskiego folkloru. I właśnie jednym z naukowców zajmujących się badaniem japońskiego folkloru i yokai jest Michael Dylan Foster, a efektem jego wieloletniej pracy jest książka Yokai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej, którą przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Co znajdziemy w książce?

Yokai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej składa się tak naprawdę z dwóch części, które można czytać niezależnie od siebie. Pierwsza z nich dla przeciętnego czytelnika może być dość męcząca, bo stanowi rodzaj naukowego wstępu i prezentację podstaw ogólnej wiedzy o yokai i badaniach nad nimi. Poznajemy tu między innymi wytłumaczenie najważniejszych japońskich terminów z nimi związanych, najważniejsze osoby, które przyczyniły się do wzrostu wiedzy na temat yokai, jest także rozdział o praktyce i teorii yokai. W tej części zdecydowanie najciekawsze są opowieści o genezie japońskich duchów i ich ciągłej obecności w japońskim społeczeństwie.

Dla mnie zdecydowanie bardziej atrakcyjna była druga część książki, czyli bestiariusz yokai, – wspaniała podróż przez ludzką wyobraźnię i zdolność kreacji. Foster podzielił yokai według miejsca występowania – poczynając od istot żyjących na pustkowiach, aż do tych nam najbliższych, mieszkających w domach. Nie jest to oczywiście katalog kompletny, ale autor postarał się, żeby był różnorodny. Spotkamy tu więc zarówno yokai niezwykle w Japonii popularne, jak kappa czy oni oraz takie, o których mało kto słyszał, regionalne, rzadko spotykane. Jest to leksykon, ale leksykon bardzo nierówny – o jednych stworach możemy przeczytać kilka stron tekstu, inne doczekały się tylko krótkiej wzmianki. Zasadniczo jednak autor w swoim bestiariuszu opisuje wybrane przez siebie yokai i przedstawia ich wygląd i jego ewolucję, podstawowe cechy, występowanie oraz oczywiście związane z nimi opowieści i legendy. Wspaniale się to komponuje z oryginalnymi ilustracjami Shinonome Kijina.

Naukowe podejście Fostera

Sam autor pisze, że Yokai jest pozycją o pośrednim charakterze – z jednej strony jest to książka skierowana do szerokiego grona czytelników – pasjonatów Japonii i jej kultury oraz osób zainteresowanych lokalnym folklorem i miejscowymi wierzeniami. Z drugiej jednak strony Foster nie ucieka tu od metodologii naukowej i specyficznego dla naukowych opracowań języka i opisu rzeczywistości. To powoduje, że książka jest bardzo rzetelna, opatrzona przypisami i bibliografią, a my możemy mieć zaufanie do tego, o czym pisze autor – jest profesjonalistą i to bardzo widać. Nie da się jednak ukryć, że przez zastosowanie naukowego języka i stylu pisania, zwłaszcza pierwsza część książki jest momentami męcząca. Trudno to nazywać wadą tej pozycji – to raczej fakt, z którego warto sobie zdawać sprawę przy podejmowaniu decyzji o przeczytaniu YokaiW ogóle w przypadku Yokai trudno mówić o wadach czy zaletach w ujęciu literackim – to po prostu solidne, oparte o bogate źródła i wieloletnie badania opracowanie, które ma szansę zainteresować nie tylko naukowców. W końcu yokai weszły na stałe do popkultury i – nie tylko w Japonii – są niezwykle lubiane. Oglądamy je w filmach, czytamy o nich w mangach, pojawiają się w książkach, w horrorach i w bajkach dla dzieci – warto więc wiedzieć czym tak naprawdę są i skąd się wzięły.


Yokai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej z pewnością zachwyci wielbicieli japońskich klimatów i kultury, spodoba się wszystkim osobom zainteresowanym tematem, lubiącym to co niezbadane i fantastyczne. Ja czytając miałam niemalże cały czas przed oczami kadry z jednego z moich ukochanych filmów Spirited away, do którego Foster też nawiązuje. Poza tym naprawdę warto mieć na półce tę książkę, bo to nie tylko fascynujący bestiariusz przedziwnych istot pochodzących z innego kręgu kulturowego, ale przede wszystkim opowieść o ludziach – o tym, jak widzą i tłumaczą sobie świat. Polecam! 🙂

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

  • Bardzo mnie kusi ta pozycja, i to nie tylko z zamiłowania do kultury japońskiej (i wspomnianych filmów Mizayakiego ;)).

    • kalimak

      Oj, dokładnie! Czekałam na tę recenzję i książka powędrowała już na moją niekończącą się listę życzeń.

    • Warto 🙂 Ta książka to naprawdę wspaniałe źródło wiedzy 🙂

  • Przypomniałaś mi, że miałam to kupić 🙂 Trochę szkoda, że pierwsza połowa jest bardziej naukowa, bo faktycznie ciężko mi będzie przez to przebrnąć.

    • Coś za coś 😉 Zresztą nie jest tak źle z tą naukowością, język jest mimo wszystko w miarę przystępny 🙂

%d bloggers like this: