Pies Baskerville’ów, czyli najważniejszy kryminał w moim życiu

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Gorące lato. Peerelowski design ogromnego ośrodka wczasowego – wtedy wydawał się niezmiernie elegancki i poważny. Słońce na intensywnie niebieskim, żarówiastym niebie. Chłodne jezioro i niekończące się kąpiele, sztuczne i zdecydowanie za słodkie lody, które wtedy smakowały jak ambrozja. Handel pomalowanymi kamieniami (nie pytajcie…). I Pies Baskerville’ów – pierwszy, prawdziwy kryminał w moim życiu. Czytany gdzieś w krzakach albo na zalatującym stęchlizną łóżku ośrodka wczasowego. Na kocu, na pomoście. Boże! Jakie to były emocje!

Dział ksiąg zakazanych

Ale zanim sięgnęłam po pierwszą dorosłą powieść, musiałam się trochę namęczyć. Literatura oczywiście fascynowała mnie zawsze i od najmłodszych lat ciągnęło mnie do przeładowanych regałów w moim rodzinnym domu. Najbardziej kusiły mnie te książki o których słyszałam: to nie dla ciebie, jesteś jeszcze za mała. A kiedy będę mogła je przeczytać? Kiedy? Za jakiś czas, jak dorośniesz, jak pójdziesz do szóstej klasy – żadna z tych odpowiedzi nie była satysfakcjonująca. Pamiętam, że największą ciekawość budziły we mnie kolorowe okładki książek Kapuścińskiego – moi rodzice mieli całą serię (kto je pamięta?), a ja stawałam pod półką na której leżały i wzdychałam do nich z tęsknotą. Niestety – dla siedmioletniego dziecka Kapuściński był zakazany. Podobnie rzecz się miała z kryminałami i literaturą sensacyjną. Ach! Jak ja to chciałam czytać! Moi rodzice byli jednak dość konserwatywni i tak, jak nie mogłam oglądać Archiwum X (WSZYSCY w klasie widzieli), tak jak nie mogłam oglądać Beverly Hills 90210 (do dziś nie rozumiem dlaczego), tak nie mogłam czytać książek o groźnych mordercach. Nie i koniec.

Dorosłość, która smakuje jak wolność

I wtedy pojechałam na te wakacje. Miałam dziesięć, a może jedenaście lat. Oczywiście wzięłam ze sobą swoje lektury, ale to właśnie stosik kryminałów leżących na szafce nocnej mojej cioci wzbudzał we mnie najwięcej emocji. Krążyłam wokół tych książek, podglądałam i przeglądałam je, kiedy nikt nie patrzył. Najwięcej ciekawości budziła czarna, tajemnicza okładka z drapieżnym, pełnym grozy tytułem Pies Baskerville’ów. I chyba moje sekretne przeglądanie ciocinego stosika nie było takie znowu sekretne, bo po paru dniach usłyszałam, że właściwie mogę tego Psa Baskerville’ów przeczytać. Tak po prostu. Już nie jestem za mała na taką mroczną, poważną lekturę.

Nie wiem czy umiem opisać to, co wtedy poczułam. Chyba nie – to było niewypowiadalne szczęście. Kiedy otwierałam książkę po raz pierwszy, miałam na plecach dreszcze, a każda kolejna strona to był pełen emocji skok w nieznane. Czułam się taka duża, taka dojrzała, taka dorosła. Detektyw, morderstwo, intrygi i ludzkie tajemnice – to wszystko było takie inne, takie nowe! Chociaż trochę się tego wielkiego psa bałam, to fakt.

Dziś już żadna książka tak nie smakuje. W ogóle nic już tak nie smakuje, jak w dzieciństwie i młodości. Pierwszy dzień w szkole, pierwsza jedynka. Wypalany w ukryciu papieros, pierwsze samodzielne wakacje i pierwsze poważne książki to smak wolności, smak nowości, smak świeżości. Smak nie do odtworzenia gdy skończyło się lat trzydzieści parę, zjeździło świat, przeczytało setki książek, urodziło dziecko. Smak nie do odtworzenia, bo wolność się zmieniła, a dorosłość częściej nas uwiera niż cieszy. A wolność? Wolność to odpowiedzialność. Wolność to decyzje. Wolność to ten cały ból istnienia, który nam towarzyszy. Wolność to wieczny strach. Kiedy mieliśmy naście lat dorosłość miała smak wolności. Dziś wolność smakuje dorosłością – i przez to jest zdecydowanie mniej strawna. Dlatego tak chętnie wracamy myślami do dzieciństwa oraz do filmów i lektur z młodości. Dlatego tak chętnie przeczytałam teraz Psa Baskerville’ów – żeby poczuć się tak, jak wtedy. Bo po nim były setki kryminałów, setki tajemniczych historii, ale żadna z nich nie została ze mną na całe życie. A Pies tak. Bo był pierwszy i smakował wolnością. Bez tej irytującej nutki dorosłości.

Pies Baskerville’ów

I chociaż dziś Pies Baskervillów nie wywołuje już we mnie takich emocji, jak dwadzieścia lat temu, to jego lektura dała mi ogromnie dużo radości i frajdy. Przede wszystkim dlatego, że budzi tę dziesięcioletnią dziewczynkę, która właśnie poznała smak zakazanego owocu, smak zakazanej księgi. Ale nie tylko. To zdecydowanie moja ulubiona część przygód Sherlocka Holmesa i dr Watsona. Tajemnicza śmierć, mroczna legenda rodu Baskerville’ów, kryjące niejeden sekret moczary, groźne zamczysko, zbiegli przestępcy i mnożące się zagadki – to niemalże archetyp opowieści grozy, thrillera i kryminału. Ta skąpana w jesiennym deszczu historia mimo upływu lat wciąż ma nam wiele do zaoferowania, a język i styl sir Arthura Conana Doyle’a nadal się broni i jest dla współczesnego czytelnika łatwy w odbiorze. No i sam Sherlock Holmes – popkultura odmieniła tę postać przez wszystkie możliwe przypadki, a tu występuje w oryginale. Uwielbiam Sherlocka i jego metodę dedukcji – właśnie w tej pierwotnej wersji, w jakiej stworzył go sir Arthur Conan Doyle.

Dlatego na pytanie czy warto czytać Psa Baskerville’ów bez wahania odpowiadam – tak warto! Nawet jeśli ma się dużo lat, wszystko się już widziało, czytało najstraszniejsze horrory i mrożące krew w żyłach thrillery, to ten cudowny czar spokojnej niespiesznej klasyki, ten mroczny klimat, starannie budowany strona po stronie to ogromny smakołyk i literacka uczta. Współcześni autorzy stosują często tanie sztuczki, próbują nas zszokować za wszelką cenę, przekraczać granice i naruszać tabu. W tym pędzie do wyjątkowości zapominają, że prawdziwą grozę i emocje można zbudować powoli, tradycyjnie. Przypomnijcie sobie choćby filmy Hitchcocka – Pies Baskerville’ów to ta sama klasa. Jeśli więc macie ochotę na doskonały, acz nieco staroświecki kryminał sięgajcie po niego bez wahania. Pamiętajcie, że warto czytać klasykę, w końcu z jakichś powodów, mimo upływu wielu lat, nadal jest ona wznawiana i nadal budzi zachwyt!

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG, które przepięknie tę nieśmiertelną klasykę wznowiło.

  • Bardzo fajny tekst 🙂 Ja nigdy nie miałam takich ograniczeń, że tego czy tamtego mi nie wolno bo jestem za mała, chociaż gdy na ekranie leciał krwisty horror albo film z treściami zdecydowanie nie dla dzieci, to oglądać nie mogłam.

    • Dziękuję <3 U mnie były restrykcje na całego, a horrory i thrillery to już w ogóle były poza zasięgiem 😀

  • kalimak

    Piękny wpis. Aż się ręce wyrywają do półki, na której stoi grube tomiszcze z wyborem powieści Sir Conan Doyle’a… Ale kolejka innych „pilnych” lektur długa, więc trochę jeszcze poczeka…

    Nie pamiętam mojej pierwszej prawdziwie „dorosłej” lektury. Bibliotekarki w szkole nie dały się przechytrzyć i zawsze odbierały mi skrupulatnie wybrane „zbyt dorosłe” tomy. Ale rodzice nie nadzorowali tego co czytałam, więc te pierwsze czytelnicze podróże do świata dorosłych obyły się bez pamiętnych na wieki dreszczy, choć nie bez czytelniczej satysfakcji.

    Kiedy miałam jedenaście lat chyba jednak nadal moją wyobraźnią władała „Mitologia” Parandowskiego. Coś ciągnęło mnie do tego dziwnego świata starożytnych, choć złościłam się na podłość i rozwiązłość Zeusa, pamiętam. To „coś” lata później przyciągnęło mnie do „Tajemnej historii” Donny Tartt, sprawiając, że przeczytałam ją dwa razy w krótkim czasie, choć tak często znów do książek nie wracam…

    • Dziękuję <3 "Mitologia" też była dla mnie niesamowicie ekscytująca (i mogłam ją czytać legalnie!) – to było coś. Podobnie jak "Tajemna historia" – niezwykła książka 🙂

  • bookowe_ love

    Czytam Sherlocka już od jakichś 3 lat. Długo, ale nie dlatego, że mi się nie podoba, wręcz przeciwnie. Uwielbiam każdą historię, rozkoszuję się nią i nie chce tych książek nigdy skończyć. „Pies Baskervilleow” jeszcze przede mną, ale już nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po tę najbardziej popularną historię.
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

  • Ja miałam podobnie z powieściami Kinga 😀 „Psa Baskerville’ów” czytałam dużo później, ale mam ogromny sentyment do tej starannej, ale po mistrzowsku zbudowanej klasyki, która nie potrzebuje tanich chwytów, żeby się bronić.

    • U mnie właśnie King był dużo, dużo później. Zaczęłam czytać jego książki dopiero na studiach i choć bardzo lubię te powieści (i czytam do dziś), to nie mam już do nich wielkiego sentymentu 🙂

  • Pingback: W linii prostej - Damien Boyd - recenzja - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: