Jaki powinien być idealny blog książkowy?

Blogosfera książkowa zawrzała po ostrym i bezkompromisowym teście Martyny z bloga Partyzantka. Jedni przytakują i łapią się za głowy z przerażenia i rozpaczy, inni kręcą nosami, że znowu ta sama dyskusja i nic nie wnoszące marudzenie. A ja mówię: trzeba rozmawiać, bo bez dyskusji, bez rozmowy, bez włożenia kija w mrowisko nie ma postępu. Dlatego dobrze, że ten tekst powstał!

Zresztą – obserwuję blogosferę książkową od dawna. Nie jest to obserwacja wnikliwa i dokładna, raczej mocno poszarpana i przerywana, ale jedno wiem na pewno. W ciągu ostatnich pięciu lat blogosfera książkowa zmieniła się bardzo. Przede wszystkim wizualnie – normą stały się własne domeny, eleganckie, modne szablony i ładne zdjęcia. Blogerzy książkowi ruszyli też szturmem na media społecznościowe. Prawie każdy ma już konto na Instagramie (który jest – przynajmniej dla mnie – absolutnie najlepszym miejscem do promocji książkowych treści), jesteśmy obecni na Facebooku, trochę nawet na Twitterze – udzielamy się, rozmawiamy. To ogromny skok, szansa na wyjście z własnego blogowego sosu i dotarcie do szerokiego grona ludzi. Dużo jest też blogów naprawdę dobrych merytorycznie, pisanych ciekawie i ze znawstwem, ale tych zawsze było dużo, trzeba tylko było wiedzieć, gdzie szukać. Z drugiej strony to, o czym pisała Martyna, to nie są rzeczy wyssane z palca, tylko autentyczne grzechy blogerów. I niestety popełniają je nie tylko początkujące nastolatki.

Wiele się zmieniło w blogosferze książkowej od kiedy założyłam mojego pierwszego bloga i myślę, że w najbliższych latach zmieni się jeszcze więcej. Będziemy się profesjonalizować, zdobywać szersze grono odbiorców, promować czytanie i budować swoje marki. To się już dzieje, są już wśród nas pionierzy takiego podejścia. Ja sama nie wiążę ze Skrytką wielkich profesjonalnych planów, zresztą nie jest to blog typowo książkowy (choć ostatnio piszę niemalże wyłącznie o książkach, dlatego czuję się z tą częścią blogosfery szczególnie związana), ale będę z całego serca kibicować tym, którzy ruszą do przodu i jednocześnie będą robić to naprawdę dobrze. Tylko… dobrze? No właśnie. Co to znaczy?

Dlatego chciałabym zaprosić Was do dyskusji – jakie według Was cechy powinien mieć idealny blog książkowy? Taki, którego byście czytali regularnie i chętnie. Którego polecalibyście znajomym? Lajkowali, udostępniali i wspierali na każdym kroku? Wiem, że takie blogi już czytacie, sama takie znam, ale tym razem bardziej niż na podaniu nazw, zależy mi na stworzeniu listy cech, które razem złożyłyby się na obraz bloga idealnego. Bloga, który byłby jednocześnie świetny merytorycznie i ciekawy dla odbiorców.

Po co w ogóle ta lista? Wiem, wiem. Ideałów nie ma, ale przecież zawsze można do nich dążyć. Doskonalić się, blogować lepiej i mądrzej. Przecież wszystkim nam zależy, żeby robić to co robimy jak najlepiej, prawda? Nie chcę się też wymądrzać, ani pisać z pozycji eksperta, bo żaden ze mnie ekspert. Wypisałam po prostu 7 rzeczy, których szukam w blogach książkowych i jeśli je tam znajduję, zazwyczaj zostaję na dłużej. Przeczytajcie je i powiedzcie, czego Wy szukacie, co jest dla Was ważne. Jestem bardzo ciekawa!

1. Niezależność, szczerość, czyli zaufanie czytelnika

Współpraca z wydawnictwami? Jak najbardziej, nie ma w niej nic złego. Jednak książkowy bloger musi pisać prawdę. Nie pół-prawdę, nie gówno-prawdę. Prawdę. Musi pisać, co naprawdę myśli o danej książce. Szczerze, wprost i jasno. Nie ufam osobom, które zachwycają się każdą pozycją, którą przesłało im wydawnictwo. To naprawdę widać, czy bloger pisze szczerze, czy wciska odbiorcom kaszanę, by zadowolić zlecającego. Dlatego sama tak długo powstrzymywałam się od współprac – bałam się, że to mi przesłoni obraz, że nie będę umiała być w pełni obiektywna. A teraz? Teraz mam to gdzieś. Współpracuję z kilkoma wydawnictwami i jeśli jakaś pozycja wydaje mi się ciekawa – czytam ją i recenzuję. Zawsze szczerze. Ktoś się obrazi i więcej nic mi nie prześle? Ojoj 😉

2. Szacunek dla książek i autorów

Nie czytałabym też bloga, który byłby przesadnie krytyczny. Używam tu trybu przypuszczającego nie bez powodu. Takich negatywnych, krytykujących blogerów chyba nie ma 😉 Niemniej lubię kiedy bloger, nawet krytykując, zachowuje umiar i dystans, szanując autora, jego wkład pracy, jego fanów. Krytyka – tak. Podłość – nie.

3. Pomysł na siebie

To jest chyba największa bolączka blogerów. Moja bolączka. Bo co to w ogóle jest pomysł na siebie? Najprościej przyjąć, że pisze się o książkach dla dzieci, albo o non-fiction, albo o młodzieżówkach, albo o kryminałach. Wtedy nie ma problemu, mamy pomysł na siebie, jesteśmy w jakiś sposób charakterystyczni. Ale umówmy się – zdecydowana większość z nas jest dość eklektyczna w doborze lektur. Tu literatura piękna, tam reportażyk, od czasu do czasu kryminał, a fantastyka na deser. Bloger książkowy to przede wszystkim czytelnik, a typowy czytelnik nie lubi się ograniczać. Więc jeśli przyjmiemy, że piszemy o tym, co lubimy i co czytamy (a więc o wszystkim), to jak tu się wyróżnić? Jak znaleźć pomysł na zaznaczenie – to jestem ja, jestem inny/inna od reszty? A przecież to bardzo ważne, bo zdecydowana większość blogów książkowych jest do siebie bardzo, bardzo podobna. Znajdzie się w internecie kilka takich miejsc, które przy zachowaniu zróżnicowania lektur mają jednocześnie pomysł na wyróżnienie się, ale są to raczej wyjątki.

4. Angażujące, ciekawe, oryginalne treści

To chyba najtrudniejsza rzecz do osiągnięcia w przypadku blogowania o książkach. Tak. Dobrze czytacie. Najtrudniejsza. Najgorzej jest z recenzjami, które czytają niemal wyłącznie osoby zainteresowane tematem (czyli te, które książkę już czytały i wzbudziła ona w nich jakieś emocje, ewentualnie te, które planują ją przeczytać), a tych jest zazwyczaj niewiele. Większą popularnością cieszą się recenzje w stylu najpiękniejsza książka tego roku! Zakochałam się! Ewentualnie co za badziewie, nie czytajcie tego. Jednak takich zachwytów/takiej krytyki jest u mnie bardzo, bardzo mało i nie chciałabym jej widzieć na idealnym blogu. Dlaczego? Patrz punkty 1 i 2 🙂

Zdecydowanie lepiej sprawa przedstawia się z różnego rodzaju topkami, zestawieniami, polecajkami, 10 powodami, tbr-ami itp., jednak po pierwsze takie wpisy są już dość mocno ograne, a po drugie – opieranie na nich całej blogowej treści nie jest dobrym wyjściem. Rzadko widzę u blogerów książkowych oryginalne i pomysłowe wpisy, które jednocześnie byłyby angażujące i przyciągały dużo czytelników, a już zwłaszcza czytelników spoza blogosfery. Problem w tym, że sama nie wiem, jak takie treści tworzyć. Może się po prostu nie da? Jak myślicie?

5. Regularność

Zmora. Moja zmora i nie tylko moja. Warto publikować regularnie. Może niekoniecznie zgodnie z zasadą im więcej, tym lepiej (choć oczywiście częsta publikacja wysokiej jakość wpisów raczej nie może zaszkodzić), ale z jakąś, odgórnie przyjętą powtarzalnością. Ja sama piszę niestety zrywami. Jeśli mam czas i ochotę, potrafię wrzucać coś na bloga trzy dni z rzędu, a potem życie mnie przytłacza i przez pięć dni się nic nie dzieje. Niemniej – walczę z tym, a blogi na które chętnie wracam, to te, które są regularnie aktualizowane.

6. Ładna oprawa graficzna, wizualna spójność

Będę szczera. Jak gdzieś jest brzydko i nieczytelnie, to stamtąd uciekam. Powiecie, że to nieważne? Że wygląd się nie liczy? Bzdury! Wygląd liczy się bardzo i to od niego przede wszystkim zależy, czy odbiorca zainteresuje się daną stroną i czy w ogóle przeczyta to, co pisze jej autor. Tak jak już wspominałam na początku – pod tym względem jest coraz lepiej, jednak nadal zdarza mi się trafić na ciekawą treść, podaną w odpychającej formie i naprawdę rzadko kiedy na takim blogu zostaję. Szkoda, ale mój czas internetowy ma być przyjemny pod każdym względem. I tyle.

7. Lekki styl, poprawność językowa, brak błędów

Jak ktoś ma problem z przelewaniem myśli na papier, to niech nie pisze bloga. Proste. Proste…? Chyba nie do końca. Wiecie, mi nie chodzi o jakąś niesamowitą poprawność czy język rodem z prac doktorskich. Nie ma nic złego w języku potocznym, w swobodnym pisaniu, w używaniu angielskich zwrotów czy nawet przekleństw. Dopóki jest to robione świadomie, jest okej. Nie ma też nic złego w literówce, błędzie interpunkcyjnym czy ortograficznym, o ile są to błędy sporadyczne, a nie stała tendencja. Sama robię błędy i choć chciałabym, żeby Skrytka była miejscem pod tym względem idealnym, to niestety nigdy nie będzie. Jestem człowiekiem, który mimo klasy humanistycznej w liceum, bardzo dobrze zdanej matury z polskiego, skończonych studiów wyższych z wynikiem bardzo dobrym na dyplomie i kilkudziesięciu czytanych rocznie książek, potrafi napisać półki przez u i bieżący przez rz. Nic na to nie poradzę, wiem jak jest dobrze, a i tak piszę źle. I przekręcam literki w nazwiskach autorów. Jestem pełna zrozumienia dla byków różnych, ale popełnianych wyjątkowo! Nie stać mnie na profesjonalną korektę, ale na szczęście robi ją mój mąż i wychwytuje sporą część tych językowych wpadek. Jeśli więc autor ma taki problem jak ja – zawsze może poszukać pomocy u bliskich.


To tyle ode mnie, takie cechy ma mój wymarzony blog książkowy. Sama chciałabym takiego mieć (i niektóre punkty na pewno udaje mi się w mniejszym lub większym stopniu realizować), ale prawdą jest, że do osiągnięcia ideału brakuje mi przede wszystkim czasu, pomysłu, a trochę też umiejętności. Takiego bloga też szukam i choć znam już kilka prawie-idealnych, chcę widzieć ich jeszcze więcej. I teraz pytanie do Was! Jak Waszym zdaniem powinien wyglądać świetny, doskonały blog książkowy? Co powinno się na nim znaleźć?

  • Odniosę się do czwórki: to przede wszystkim kwestia weny. Tematu, który skłoni do przemyśleń, chwilowej inspiracji (akurat dzisiaj pojedynczy, nic nieznaczący komentarz do recenzji nasunął mi pomysł na post okołoksiążkowy). Już to dość mocno utrudnia sprawę, ale dla mnie większym problemem jest fakt, iż stworzenie takie posta wymaga naprawdę dużo więcej czasu niż napisanie recenzji podobnej długości. Recenzję „wymyśla się” w trakcie lektury, a tu często trzeba literalnie usiąść przed klawiaturą porozkminiać 😉 Marzy mi się taki blog, który byłby Zwierzem Popkulturalnym o książkach. Ale na to pewnie jeszcze poczekamy.

    • Oj na „książkowego zwierza” poczekamy pewnie długo. Albo się nie doczekamy, bo Zwierz jest tylko jeden 😉 Nie wiem czy ktokolwiek inny dałby radę tak zaginać czasoprzestrzeń – pisać wspaniałe, mądre, sensowne, długie teksty codziennie 😀

      A z pisaniem u mnie jest bardzo różnie – czasami męczę się z recenzją bardzo długo (zwłaszcza jeśli krytykuję książkę – chcę żeby wtedy wszystko było rzetelne i wyważone), a czasami piszę ją dosłownie w pół godziny (bo właśnie wymyślam ją w trakcie lektury, robię notatki i mam już gotowy materiał). A teksty okołoksiążkowe powstają czasem ot tak, na szybko – kiedy mam wenę, a czasem się zmuszam, siedzę nad nimi długo i męczę. Ale z doświadczenia wiem, że na wenę nie ma co czekać, bo można się po prostu nie doczekać 😀
      Szukanie tematów – tak, to jest problem, bez inspiracji trudno coś zrobić i ja jak nie mam pomysłu, to nie piszę nic na siłę. Ale tego chyba też można się nauczyć? W końcu felietoniści sobie jakoś radzą 😉

      • Mam wrażenie felietonista to inny gatunek człowieka, gatunek myślący w zupełnie inny sposób, potrafiący każde, nawet najbardziej błahe, zdarzenie przekuć w tekst ;D

  • Beata Gołembiowska Nawrocka

    W recenzji najbardziej cenię nie opowiadanie treści książki tylko przemyślenia recenzenta. Wymienienie dobrych i złych punktów. Takie recenzje bardzo mi pomagają jako autorce. Niestety, często są to albo zachwyty, albo ostra krytyka. Albo, że źle mi się czytało i nie jest podane, dlaczego? Dla mnie idealny blog to: 1. Darzę blogerkę zaufaniem i na podstawie jej recenzji wyrabiam sobie o niej opinię – potrafi dobrze pisać, ciekawie analizuje treść, sama trochę przeżyła i potrafi z dystansem podejść do pewnych problemów 2. Szata graficzna się liczy 3. Jeśli blogerka jest medialną osobą i umie mówić do kamery, to co jakiś czas miło mi jest zobaczyć krótki filmik 4. Wolę blogi specjalizujące się w pewnych typach literatury, nie wierzę, że można „kochać” każdy typ książki. 5. Ogólnie lubię mądre, wnikliwe wypowiedzi 6. Cenię sobie poczucie humoru 7. Styl lekki, zrozumiały, nie cierpię spolszczonych anglicyzmów.

    • Dziękuję za komentarz z punktu widzenia autora 🙂 Zgadzam się ze wszystkimi wymienionymi przez Ciebie punktami, poza 4. Może nie da się kochać każdego typu literatury, ale większość typów już zdecydowanie tak 🙂 Jednak wydaje mi się, że dla czytelnika faktycznie blog bardziej specjalistyczny jest bardziej wiarygodny.

    • Beata Gołembiowska Nawrocka

      Magda, podziwiam ten twój szeroki „rozstrzał”. Ja coraz bardziej się zawężam. Ale kiedyś rzeczywiście czytałam niemalże wszystko z tzw. dobrej literatury.

  • „Jak Waszym zdaniem powinien wyglądać świetny, doskonały blog książkowy? Co powinno się na nim znaleźć?”

    Krótko: Osobowość autora/autorki. Na drugim miejscu: wystarczająco angażujące treści merytoryczne lub rozrywkowe. Jakkolwiek byśmy się nie starali, zwiększali liczbę przeczytanych książek i współprac, dopieszczali bloga pod względem technicznym i wizualnym itp. – w dłuższej perspektywie nie mamy szans na rozwój, jeśli blog nie jest „przedłużeniem” naszej osobowości (kiepsko to brzmi, ale brak mi lepszego określenia). Po latach buszowania po blogosferze nie szukam już recenzji, ale Recenzenta. Kogoś, kto zna swoje miejsce, nie musi niczego udowadniać, wybiera lektury według własnego zainteresowania i ma na tyle czasu/siły/motywacji/iskry bożej, by pisać regularnie. Mi się nie udało tego osiągnąć. Doceniam, gdy znajduję te cechy u innych.

    ps. regularnie powracam do czytania recenzji na pewnym blogu, który został wygaszony kilka lat temu. Autorka zdecydowała się przenieść swą działalność na Instagram. Lata lecą, sezonowych bestsellerów przybywa lawinowo a jej stare recenzje nadal się bronią jakością 🙂

    • Twój komentarz porusza coś, co ja w moim tekście zupełnie pominęłam 🙂 Osobowość! A do niej dodałabym jeszcze odwagę – w wyrażaniu swoich opinii, poruszaniu trudnych tematów i robieniu tego na co ma się ochotę, a nie tego co robią inni 🙂

      I też znam taki blog – nieaktywny od dwóch lat, na którego czasem zdarza mi się wrócić 🙂

  • Wierzowce <3

    Co do Twojego podsumowania – myślę, że to jest dość zabawne. W końcu zakłada się bloga po to, by wyrażać swoją opinię o książkach i literaturze, a potem się tej opinii nie wyraża – przez strach. Bez sensu 😉

    Z drugiej strony ludzie potrafią być naprawdę paskudni, kiedy widzą krytykę książki/filmu, którą uznają za wspaniałą. Kiedyś, na początku mojego blogowania (jeszcze pod starym adresem), napisałam szczerą, płynącą prosto z serca i bardzo krytyczną opinię o filmie "Hobbit". No nie podobał mi się, moje prawo – uzasadniłam nawet dlaczego 😉 Ile ja się potem naczytałam o mojej niekompetencji, głupocie, a nawet braku wychowania i to w dużej części od osób, które nawet nie widziały filmu w kinie 😀 Potem długo bałam się tak szczerze i od serca krytykować. Teraz mam to już gdzieś, wiem, jak działa internet, ale pamiętam jak mi było wtedy przykro 😉

    • Wiesz, miałam kiedyś taką sytuację. Nie stronię od krytyki i, prawdę mówiąc, pisanie takich tekstów sprawia mi dużą frajdę. 😀 Dostałam egzemplarz recenzencki koszmarnej książki polskiego autora. Oczywiście poleciała totalnie negatywna recenzja. Pod nią zaczął się oburzać jakiś anonim, że się nie znam etc. Co najlepsze, potem pod tą samą recenzją napisał sam autor książki, że… dziękuje za opinię i rozumie, że książka mogła mi się nie spodobać! Przyznam, że po jego komentarzu po pierwsze wzrósł mój szacunek do tego pisarza, a po drugie – zupełnie przestałam się przejmować negatywnymi komentarzami. Cieszę się, że Ty też już potrafisz postawić na swoim i wyrażać swoją opinię. Bo zgadzam się, że ludzie zakładają blogi, a potem często zwyczajnie boją się wyrazić na nich swoją opinię.

  • Chętnie bym coś dodał od siebie, ale napisałaś już o wszystkim.

  • Oprócz Partyzantki, z której tu trafiłam, czytam dokładnie jeden blog książkowy – bardzo niszowy, bo autor celuje w wicca/pogaństwo/pokrewne. I w zasadzie siedzę tam dla przemyśleń autora i jego ciętego języka (ma Indeks Ksiąg Zakłamanych, to jest cudo). Rzadko zdarza mi się zajrzeć tam, by przed przeczytaniem czegoś ocenić, czy warto. Idealny blog powinien mieć więc:
    – szczere opinie, czasami dosadne;
    – w przypadku non-fiction autor powinien mieć wiedzę, by ocenić wartość merytoryczną książki;
    – brak błędów językowych.

    • Tylko z non-fiction i wiedzą, która jest na tyle duża, by umożliwić rzetelną weryfikację merytoryczną książki, to wcale nie jest łatwa sprawa. Zazwyczaj pełną, drobiazgową wiedzę mamy z bardzo wąskiej dziedziny. Dlatego autor musiałby się przy wyborze książek do recenzji bardzo ograniczać, co nie każdemu odpowiada. Choć dla czytelnika taki blog z pewnością jest cenny 🙂

      U mnie wygląda to tak. Jeśli recenzuję książkę non-fiction biorę treść w niej przedstawioną za dobrą monetę. Czasem, jeśli coś mnie zakłuje mocno w oczy staram się sprawdzić czy autor pisze prawdę. Poza tym przy ocenie książek non-fiction oceniam czy są dobrze, zgrabnie napisane, interesujące, zwracam też uwagę na podejście autora do tematu. To też daje innym czytelnikom jakąś informację na temat książki.

  • Oprócz tego co napisałaś, to ja poszukuję (i niestety nie bardzo znajduję) blogów, które pisza nie tylko o nowościach. Ja sam czytam i wrzucam na swoim blogu opinie na temat klasyki literatury, literatury młodzieżowej (np. Karol May) i zapomnianych polskich autorów: Grzesiuk, Hłasko.
    Blog dla mnie musi być wiarygodny – nie jestem w stanie uwierzyć w uczciwość niektórych osób, które codziennie wrzucają recenzję książki liczącej kilkaset stron. Nie wierzę, że ktoś czyta taką książkę w jeden dzień i jeszcze ma czas napisać recenzję – nie wierzę.
    Wygląd – gdy wchodzę na bloga i muszę szukać menu, albo uderza mnie jaskrawość kolorów, to natychmiast z niego wychodzę.

    • Wiarygodność – tak. Lecz są ludzie, którzy czytają bardzo, bardzo szybko i jedna książka zajmuje im dwie-trzy godziny. Więc bardziej niż na ilość recenzji, patrzyłabym na ich jakość – to zazwyczaj widać czy ktoś książkę przeczytał, czy parafrazuje opis z okładki i rzuca stekiem banałów, że taka ciekawa i bohaterowie tacy fajni;)

      Z nowościami się zgadzam, też mnie ciągnie do blogów, które piszą o książkach starszych. Co ciekawe – widzę to po sobie – dobrze zatytułowany i opisany post o klasyce czy przykurzonej książce – może być dużo bardziej popularny niż pisanie o kolejnej nowości wydawniczej, która w sumie nikogo nie obchodzi 🙂 Warunek jest jeden – potencjalny czytelnik musi tę książkę znać 😉 Jedne z chętniej czytanych i lajkowanych recenzji na moim blogu, to były tekst o „Mistrzu i Małgorzacie” i „Weiserze Dawidku” właśnie.

      • chcesz powiedzieć, że są osoby, które w 2-3 godziny przeczytają 300-400 stron? I to praktycznie codziennie? Dla mnie to jest mocno naciągane. Zresztą weźmy pod uwagę inne rzeczy – pracujemy, uczymy się, spotykamy się ze znajomymi, mamy rodziny, dzieci – a takie osoby to co? Tylko książki?
        A co do blogów ze starszymi książkami – znasz takie blogi?

        • Myślę, że są tacy ludzie (osobiście nie znam nikogo takiego, sama czytam ok. 200 słów na minutę – Legimi to za mnie policzyło), ale to że nie znam nikogo takiego, nie znaczy przecież, że takich ludzi nie ma 🙂 Myślę też, że każdy ma inną sytuację życiową i inną ilość czasu, staram się po prostu nie oceniać, jeśli czegoś nie wiem na pewno 🙂 Ale wiem też o jakiego rodzaju blogi Ci chodzi i odrzuca mnie od nich bardzo, bardzo.

          Co do blogów z (między innymi) starszymi książkami i klasyką – pewnie, że znam 🙂 Nie ma ich może wiele, ale jeśli jeszcze nie znasz to bardzo polecam te dwa: http://pierogipruskie.blogspot.com i http://zacofany-w-lekturze.pl 🙂

          • Dziękuję Ci bardzo. Na pewno je odwiedzę 🙂

  • Masz dużo racji 🙂 czasem jednak każdemu brakuje czasu, weny, albo poczucia, że robi się coś fajnego 😉

%d bloggers like this: