Weiser Dawidek – moja literacka miłość

Największą radością, jaką daje mi blogowanie o literaturze są właśnie takie książki. Książki, na pisanie o których mam taką ochotę, że klawiatura komputera dymi i iskrzy. Książki w których nie jestem w stanie odnaleźć ani jednej wady. Książki, o których chcę opowiadać wciąż i wciąż. Takie lektury nie zdarzają się codziennie (chociaż w czerwcu póki co były już dwie!), więc kiedy trafiam na prawdziwą perłę, mam ochotę wykonać na InstaStory szalony taniec szczęścia. Nie robię tego jednak (wiem, że moglibyście nie przeżyć szoku), a moja deklaracja radości pozostaje jedynie pisemna. Tak jak teraz. Moi Drodzy Wielbiciele Dobrej Literatury! Wiem, że wszyscy ją znacie, wiem, że wszyscy ją czytaliście, a ja jestem ostatnią osobą na świecie, która po nią sięgnęła. Ale i tak nie mogłam się powstrzymać od stworzenia tego wpisu! I oto jest! Jedna z najważniejszych polskich książek napisanych w II połowie XX wieku – opowieść o magicznym dzieciństwie, bolesnym wchodzeniu w dorosłość, Gdańsku i o pewnym Żydowskim chłopcu. Oto Weiser Dawidek Pawła Huelle! Pozycja absolutnie obowiązkowa!

O co chodzi?

Gdańsk. Rok 1957. Zaczynają się wakacje, które grupa dwunastoletnich chłopców planuje spędzić, jak co roku, na jelitkowskiej plaży. Jednak rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Zatokę Gdańską dotyka dziwna katastrofa ekologiczna, która skutecznie uniemożliwia naszym bohaterom codzienne kąpiele. Chłopcy, błąkając się po lasach i ulicach Gdańska, nawiązują znajomość z tajemniczym, Żydowskim chłopcem – Dawidem Weiserem. Wydarzenia, które nastąpią w wyniku tej nowej przyjaźni zostawią swój ślad na całym ich życiu. Tę niezwykłą, przesyconą nostalgią i realizmem magicznym historię opowiada nam jeden z nich – dorosły już Paweł Heller, który wraca myślami do tego niezwykłego lata, do śledztwa, które po nim nastąpiło i do dalszych losów bohaterów.

Paweł Huelle – mistrz słowa

Paweł Huelle pisze w tak piękny sposób, że w jego świat wpada się praktycznie od razu. To jest ten rodzaj prozy, który łapie czytelnika i nie puszcza, aż do końca. Niespieszna, spokojna narracja sprawia, że przez tekst płynie się, jak po jakimś pięknym śnie z delikatnie przytłumionymi kolorami. Duża koncentracja na detalach, szczegółach, takich jak sposób padania światła czy smak oranżady sprawia, że opisane miejsca i doświadczenia bohaterów czujemy niemalże namacalnie, jakbyśmy pili tę oranżadę i patrzyli na tę plamę światła. Paweł Huelle idealnie dopasował język swojej opowieści do jej treści i w ten sposób udało mu się stworzyć spójną całość i przepiękną opowieść o dzieciństwie, wchodzeniu w dorosłość i nieutulonej tęsknocie. Naprawdę! Jak to się cudownie czyta! Nawet teraz, kiedy piszę te słowa, tydzień po skończeniu książki, słyszę stary zegar, który stał w gabinecie dyrektora i widzę zieleń oliwskich lasów.

Weiser Dawidek niejedną ma warstwę

Dość prosta i stosunkowo uboga w wydarzenia fabuła książki, tak naprawdę może być odczytywana na wiele sposobów. Dla jednych Weiser Dawidek będzie opowieścią o dzieciństwie i tęsknocie za utraconym światem. Dla innych powieścią polityczną i alegorią sytuacji w komunistycznej Polsce. Jeszcze inni odnajdą w nim przede wszystkim realizm magiczny. Niezależnie jednak jak będziemy tę książkę odczytywać, jest ona warta przeczytania. Zresztą to jest właśnie w takich powieściach piękne – każdy może w nich znaleźć coś dla siebie, jakąś swoją treść i swoją warstwę. W ogóle wydaje mi się, że napisana i wydana powieść zaczyna żyć swoim życiem i każdy czytelnik ma prawo do interpretowania jej zgodnie ze swoimi potrzebami, swoim spojrzeniem na świat. I każdy czytelnik będzie miał rację. Dlatego bez wstydu przyznam się Wam, że dla mnie Weiser Dawidek jest przede wszystkim historią o niezgodzie na dorosłość, racjonalność i pragmatyzm, o tęsknocie za sielankowym, czarodziejskim dzieciństwem. Jest też powieścią bardzo osobistą, bliską duszy, bo opisuje…

Mój Gdańsk

Jestem Gdańszczanką. I nawet nie wiecie, jak ogromną radość sprawiło mi czytanie o dobrze znanych rejonach. Jaką radość dały krajobrazy Gdańska sprzed ponad pięćdziesięciu lat. Jaką ekscytację poczułam, kiedy okazała się, że bohaterowie książki chodzili do podstawówki, która mieściła się w tym samym budynku, co liceum do którego chodziłam (to znaczy – to nie jest na 100% pewna informacja, bo znalazłam w datach pewne sprzeczności. Być może Paweł Huelle się pomylił i zapisał swoje postacie do podstawówki, która w roku 1957 jeszcze w ogóle nie istniała. Jeśli ktoś ma jakieś dane na ten temat, niech pisze, bo jestem bardzo ciekawa). Paweł Huelle tworzy wspaniały portret miasta, postrzeganego jako arkadyjska kraina szczęścia. Miasta, którego już nie ma, bo miejsce tych lasów, pól i tajnych kryjówek zajęły racjonalna, dorosła infrastruktura – ogródki działkowe, z ich praktyczną ohydą i nowe, często wstrętne, peerelowskie budynki. Tak jak piękne i niewinne dzieciństwo zostało na zawsze wyparte przez brutalną, surową i pozbawioną tajemnic dorosłość, tak zniknęła ta mityczna Gdańska Arkadia, wyparta przez szarość i zwyczajność.


Zresztą, co ja tu będę dużo pisać. Weiser Dawidek to jest powieść magiczna, powieść bajeczna, powieść kultowa. Warto go czytać, warto go znać, warto do niego wracać, a dla mieszkańców Gdańska jest to obowiązkowy punkt literackich podróży. Tyle się teraz wydaje i czyta książek banalnych, książek wtórnych, książek błahych – niech w tym zalewie plastiku tak piękne i tak doskonałe opowieści nie odejdą w zapomnienie. Nie pozwólmy na to! Czytajmy Weisera Dawidka! Wszyscy!

Moja ocena: 9/10

Po więcej wyjątkowych, polskich powieści zapraszam tu:

Zośka Papużanka Szopka

Olga Tokarczuk Księgi Jakubowe

Szczepan Twardoch Morfina

  • Olga Kowalska

    Czeka na mnie, czeka od lat, bo po „Śpiewaj ogrody” zakochałam się w prozie Huelle – OBOWIĄZKOWO muszę nadrobić i to wkrótce! <3 Dziękuję za ten tekst!

    • Czytaj koniecznie! 😀 Na mnie też czekała całymi latami i zawsze było coś ważniejszego, a to taka wspaniała, wspaniała książka <3 A dla mnie to było pierwsze spotkanie z Pawłem Huelle, ale wiem już, że na pewno nie ostatnie <3

  • O, ta książka jest w moich planach czytelniczych na ten rok, ale ogromnie zwiększyłaś teraz moją ochotę na nią. 😀 Muszę przeczytać jakoś niedługo. 🙂

  • Cóż, do Pawła Huelle zraziłam się ponad trzy lata temu, przeczytawszy jedno niezbyt długie opowiadanie „Winniczki, kałuże, deszcz”. Niewiele pamiętam z samej treści, ale doskonale przypominam sobie, jak wybitnie pretensjonalne wydało mi się. Nie jestem chyba jeszcze gotowa na kolejne spotkanie z autorem 😉

    • W „Weisere Dawidku” nie ma ani grama pretensjonalności, jak kiedyś będziesz miała okazję, to spróbuj – w najgorszym przypadku odłożysz 🙂 Zresztą”Weiser” to podobno jego najlepsza książka, a każdy autor ma w dorobku słabsze rzeczy. Nie zrażaj się! 😀

  • Nie czytałam tej książki i w zasadzie nie wiem czy sięgnę, bo to nie jest tematyka, która mi odpowiada. Ale bardzo podobało mi się to, że napisałaś „klawiatura dymi i iskrzy”. Również uwielbiam takie ksiązki, po których wręcz czuję potrzebę napisania recenzji.
    pozdrawiam i zapraszam cię na blog o książkach, ale nie tylko.
    http://galeriakultury.blogspot.com/2017/06/coldplay-magia-kolorow-w-warszawie.html

  • Jak widać, nie jesteś ostatnią osobą, która przeczytała te książkę. Ja jeszcze nie miałam tej przyjemności i, o zgrozo!, nie słyszałam o autorze. Muszę nadrobić tę zaległość, również mam dość wtórnych, oklepanych historii i chciałabym czegoś więcej. Pozdrawiam!

%d bloggers like this: