Menu świata – Jacek Pałkiewicz- recenzja

Przyszedł czas na wyznanie. Otóż… uwielbiam jeść. Kocham gluten, nabiał, ryby, owoce, warzywa, czasami nawet mięso – zwłaszcza jeśli mam przed sobą krwisty stek. Kocham gotować, najlepiej z lampką czerwonego wina w dłoni, a kombinowanie nowych połączeń i nowych smaków sprawia mi masę frajdy (swoją drogą to smutne, że człowiek potrafi zrobić kilkanaście rodzajów makaronu, sałatek, tart, zup, wie o co chodzi w kuchni indyjskiej, meksykańskiej, chińskiej, a i tak w jego domu najbardziej cenioną i szanowaną potrawą są ordynarne kotlety w bułce tartej… coż… nikt nie mówił, że bycie mamą dwulatka jest łatwe…). Uwielbiam też łazić po knajpach, poznawać nowe smaki, a w wolnych chwilach namiętnie uprawiam turystykę kulinarną. Okej, może nie jestem totalnym kuchennym nerdem, ale kiedy ktoś daje dobrze jeść – ja tam będę. Co zresztą po mnie dość dobrze widać, ale cóż. Życie jest sztuką wyboru. Chętnie też sięgam po książki o tematyce okołokulinarnej, dlatego lektura najnowszej publikacji Jacka Pałkiewicza Menu świata była dla mnie raczej oczywistością 😉

Jacek Pałkiewicz

Przede wszystkim warto wspomnieć, że autor Menu świata Jacek Pałkiewicz to nie jest byle kto. W zalewie nowości wydawniczych znaleźć można całą masę autorów z przypadku, reporterów jednej podróży, ludzi, którzy pojechali w świat na trzy tygodnie i stwierdzili, że warto by o tym napisać książkę, po czym z wdziękiem właściwym wyłącznie dyletantom i ignorantom opisują odległe zakątki świata w taki sposób, jakby mieszkali tam od wieków. Robiąc często całą masę błędów… Jacek Pałkiewicz do takich autorów się nie zalicza. To słynny podróżnik, członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego, założył własną szkołę survivalową, szkolił komandosów i kosmonautów. Był w miejscach o których większości z nas nawet się nie śniło. Biegun zimna na Syberii? Spoko. Dzikie plemiona w wietnamskiej dżungli? Pewnie. Podróż nadgryzionym zębem czasu sampanem po rzece Jangcy? Jacek Pałkiewicz w to wchodzi. Jego dorobek jest olbrzymi, jego przygody często ekstremalne i samo to powinno stanowić doskonałą rekomendację do przeczytania jego książki, która swoją drogą jest niezwykle ciekawa!

Te wszystkie dziwne rzeczy, które jedzą ludzie…

Bo Menu świata to nie tylko opowieść o jedzeniu – przede wszystkim jest to zbiór migawek z podróży, krótkich opowieści, których finałem jest zawsze jakaś charakterystyczna, często budząca wstręt czy zdziwienie potrawa. Sporo jest jednak w tej książce ludzi, zwyczajów i atmosfery odwiedzonych miejsc. Znajdziecie tu też dużo przygody – takiej męskiej, chłopięcej. Komandosi w dżungli, przerażający mróz na Syberii, wykopaliska na pustyni Gobi, spotkanie z niedźwiedziami na Kamczatce – to nie są opowieści dla grzecznych dziewczynek.

Jednak oczywiście sercem i pointą każdej historii Jacka Pałkiewicza jest jedzenie. I to jedzenie nie byle jakie. Nie będę Wam psuć zabawy i pisać co i gdzie Jacek Pałkiewicz pożarł (albo i nie pożarł, bo czasami nawet on nie dawał rady), ale uwierzcie mi na słowo – były takie momenty, że wydawałam znad książki głośne okrzyki grozy! A to nie zdarza mi się często!

W ogóle lubię historie o tym, co jedzą ludzie w innych krajach, bo nasze menu mówi o nas więcej, niż sami chcielibyśmy przyznać. To po pierwsze. Po drugie zaś – Jacek Pałkiewicz przygląda się również talerzom tych nielicznych istniejących jeszcze plemion, które żyją tak jak ich przodkowie setki lat temu. W środku dżungli, odcięci od świata są żywą opowieścią o tym, co było i co jadło się kiedyś. Fascynujące!

Menu świata – wady i zalety

Największą i najważniejszą zaletą Menu świata jest po prostu treść. Poza tym jest bardzo ładnie wydana i pełna przepięknych zdjęć (ale też czasem skrajnie obrzydliwych!), z których większość pochodzi z własnego archiwum autora. Nie będę jednak Was oszukiwać – książka ma też pewne wady. Po pierwsze nie jest to literacka podróż marzeń – styl autora jest dość siermiężny i naiwny. Jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy może w kilku miejscach dostać ścisku szczęk. Dla mnie nie było to przeszkodą i uważam, że w tego typu pozycjach jest to kwestia drugorzędna – najbardziej liczy się wiedza i obycie autora (a tych jest tutaj bardzo dużo) oraz przygoda, podróż i napotykani ludzie. Jednak uczciwie Was ostrzegam. Trochę mnie też wymęczyło snucie opowieści w stylu prawdziwy mężczyzna nie je miodu, tylko żuje pszczoły, aczkolwiek rozumiem, że człowiek, który szkolił komandosów może sobie pozwolić na nieco więcej 😉


Nie mam wątpliwości, że Menu świata Jacka Pałkiewicza to doskonała książka dla każdego spragnionego emocji i wrażeń czytelnika. To przygodowa, wciągająca lektura, a jeśli lubicie czytać o jedzeniu, jeśli ciekawi Was co wrzucają do garnków mieszkańcy innych kontynentów – ta książka jest dla Was. Ja przeżyłam z nią emocjonujące i niezmiernie interesujące chwile, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i nabrałam wielkiej ochoty na daleką, kulinarną podróż w nieznane 🙂

Moja ocena: 6/10

PS Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

  • Agata

    Uwielbiam jeść i poznawać nowe smaki, tak jak Ty 😀 Niestety to po mnie widać, bo zawsze walczę z wagą, teraz jestem na etapie – „moja twarz to księżyc w pełni”… Temat książki jest bardzo interesujący, ale mam problem z autorem. Próbowałam kiedyś przeczytać książkę Pałkiewicza, ale strasznie mnie do siebie zraził.

    • Ja jestem na etapie czwartego podbródka 😉 Życie jest ciężkie (ale momentami bardzo smaczne 😉 )

      A tak z ciekawości – czym Cię Pałkiewicz zraził? To była jego pierwsza książka, którą czytałam i owszem – autor był tu momentami lekko irytujący, ale w taki raczej zabawny sposób 😉

      • Agata

        Nie pamiętam dokładnie, bo to było dość dawno, ale pamiętam, że autor sprawiał wrażenie bardzo zadufanego w sobie, taki typ „co to nie ja”. O ile pamięć mnie nie myli 😉

  • Pingback: Couchsurfing w Iranie - Stephan Orth - Skrytka na kulturę()

%d bloggers like this: