Przeszczepione życie – David Wagner – recenzja

Ciężkie choroby to coś, nad czym zdrowy człowiek nie zastanawia się zbyt często. Żyjemy, pędzimy, wciąż odkładamy na później zaległe wizyty u lekarza, udajemy, że nas nie dotyczą. Albo przeciwnie – boimy się ich, dbamy o siebie przesadnie, dmuchając i chuchając z każdej strony. Jednak bez względu na to, jakie zdrowi ludzie mają podejście, jedno jest pewne – nigdy nie zrozumieją w pełni, jak to jest funkcjonować z chorobą, jak czuje się osoba skazana na życie w ciągłym lęku, bólu i niepokoju. Jak to jest być zamkniętym w szpitalu, z dala od normalności, pracy, świeżego powietrza, wolności, codziennych przyjemności i normalnego jedzenia. Być może właśnie dlatego sięgamy po literaturę opisującą choroby – żeby temat oswoić, zrozumieć i jakoś unormalnić. W końcu nigdy nie wiemy, czy i kiedy dotkną one nas albo naszych bliskich. Ja w każdym razie od czasu do czasu mam potrzebę poczytania książki opisującej zmagania ze zdrowiem. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po Przeszczepione życie Davida Wagnera. Oczekiwałam typowej historii choroby, opowieści o tej trudnej codzienności. A dostałam… No właśnie! Dostałam coś nieco innego!

David Wegner to znany niemiecki pisarz i poeta, który przez wiele lat zmagał się z ciężką chorobą wątroby. Na swoich doświadczeniach oparł historię opisaną w Przeszczepionym życiu. Poznajemy więc życie w ciągłym napięciu i oczekiwaniu, codzienność szpitalną, rzeczywistość naznaczoną lękiem i niepewnością. Jednak to nie wszystko, bo przeszczep wątroby staje się tu pretekstem do prowadzenia bardziej ogólnych zapisków o chorobie, cierpieniu i życiu.

Przeszczepione życie to przede wszystkim nieustannie ocierający się o poezję zbiór refleksji, małych momentów, małych drżeń wszechświata. Owszem, książka oparta jest o chorobę głównego bohatera, a jego historię poznajemy od nasilenia dolegliwości przez przeszczep wątroby, aż do wyzdrowienia (to chyba nie jest aż taki duży spoiler, skoro autor ostatecznie napisał o swojej chorobie książkę). Jednak tak naprawdę to wszystko jest tylko punktem wyjścia do głębszych rozważań i chwytania chwil. Bo izolacja, monotonia, z góry narzucony, z początku nieco sztuczny rytm, pozorny spokój i samotność potrafią zmienić optykę. Ten nienaturalny stan pewne rzeczy wyolbrzymia, innym sprawom nadaje znaczenia, pewne sprawy stają się bardziej widoczne, lepiej namacalne. Zresztą motyw szpitala, jako skłaniającego do refleksji miejsca izolacji od świata, miejsca w którym wpadamy w sztuczny rytm, który z czasem staje się codziennością, nie jest w literaturze niczym nowym.

Oczywiście Przeszczepione życie to też opowieść o tym, jak to jest funkcjonować w szpitalnej, bolesnej codzienności i znajdziemy tam też takie fragmenty, ale jej ciężar leży gdzie indziej. Myślę, że to dobrze, bo choć nie jest to literatura, która zostanie ze mną na zawsze, to dała mi ciekawą perspektywę, skłoniła do refleksji. A to już coś. Zresztą – bądźmy szczerzy – ile książek, które zostaną ze mną na zawsze, czytam w ciągu roku? Trzy, cztery? Maksymalnie dziesięć. A poza nimi staram się sięgać po dobrze napisaną, ciekawą literaturę, która wnosi coś interesującego, pozwala złapać nieco inną perspektywę na życie. I tu Przeszczepione życie sprawdza się idealnie. Polecam tę książkę bardzo wszystkim tym, którzy lubią niespieszne, skłaniające do refleksji, nieszukające poklasku lektury. Warto spędzić z historią Davida Wagnera kilka godzin i spojrzeć na swoją codzienność nieco inaczej.

Moja ocena: 6/10

PS Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Po więcej refleksyjnej literatury o życiu i śmierci zapraszam tu:

ks. Jan Kaczkowski Grunt pod nogami

ks. Jan Kaczkowski Życie na pełnej petardzie

C.S. Lewis Listy starego diabła do młodego

%d bloggers like this: