Klasyczny wtorek #17: Footloose

Klasyczny Wtorek to cykl wpisów, w których biorę na warsztat klasykę: kina, literatury, serialu. Jest krótko, konkretnie, na temat! I szczerze! Jako klasykę kina traktuję umownie filmy, które zostały stworzone przed 1990 rokiem. Za książkową klasykę, znów roboczo i umownie, uznaję książki, które zostały napisane do lat 60. XX wieku. A dziś czas na taniec, zabawę i lata osiemdziesiąte! Oto jeden z najpopularniejszych filmów muzycznych, dla wielu kultowy, nakręcony w 1984 roku Footloose z Kevinem Baconem!

Footloose, reż. Herbert Ross

Cytat: Hey, hey! What’s this I see? I thought this was a party. LET’S DANCE!

O co chodzi: Ren MacCormack przeprowadza się z Chicago do małego, spokojnego miasteczka, które ma jedną, ale dość istotną wadę: nie wolno tam tańczyć. Chłopak postanawia to zmienić. Nie wie jeszcze, że przyjdzie mu zmierzyć się z oporem lokalnej, konserwatywnej i naznaczonej traumą społeczności.

Skąd się wziął fenomen: Przede wszystkim Footloose to muzyka! Ścieżka dźwiękowa z filmu to kwintesencja lat osiemdziesiątych. Podobnie jest w przypadku strojów i stylu życia amerykańskich nastolatków, które wspaniale odwzorowuje. To sprawia, że Footloose dziś przez wielu uznawany jest za film kultowy.

Nie bez znaczenia dla obecnej popularności jest też bardzo dobra rola Kevina Bacona, który stworzył warty zapamiętania portret nastolatka buntującego się przeciw zastałym zasadom.

Ciekawostki: mimo że Footloose jest filmem do dziś lubianym i oglądanym to jednak w roku 1984, kiedy wchodził do kin, nie cieszył się popularnością, a miłość publiczności zyskał dopiero na przestrzeni lat. Nie jest to pierwszy film muzyczny, który spotkał taki los – podobnie publiczność i krytycy potraktowali moją ukochaną Deszczową piosenkę.

Drugoplanową rolę uroczej Rusty gra w Footloose Sarah Jessica Parker. Zarówno ona, jak i grający główną rolę Kevin Bacon traktują Footloose jako swoją trampolinę do dalszej kariery.

Kevin Bacon miał dublera do tańca! Część scen zatańczył samodzielnie, ale zdecydowanie potrzebował pomocy. Parę lat temu nawet przyznał się, że kiedy chodził na wesela przekupywał DJ’ów, żeby nie puszczali Footloose. Bał się, że wszyscy będą chcieli oglądać jego filmowy taniec!

Przy obsadzie roli Rena brano też pod uwagę Johna Travoltę i Toma Cruisa! Wyobrażacie sobie Toma Cruisa jak Rena? Bo ja nie 😉

Zakaz tańca wydaje się absurdalny? Niekoniecznie! Wyobraźcie sobie, że w XX wieku były w Stanach Zjednoczonych miejscowości w których taniec naprawdę był zakazany! Mnie ta informacja dość mocno zszokowała!

A co myślę ja: szczerze? Pod względem fabularnym Footloose to raczej słaby film. Jestem bardzo wyrozumiała dla musicali i filmów muzycznych – nie doszukuję się w nich szczególnej głębi czy nawet większego sensu (bo nie o nie w takim kinie chodzi), ale w tym przypadku muszę się poczepiać. Footloose to taka opowiedziana mocno po łebkach historyjka dla otumanionej coca-colą młodzieży. Wyjątek stanowił wątek pastora Shawa Moore’a – reszta jest płaska i nudnawa. Poza kilkoma scenami napięcie jest zerowe, a ja oglądając Footloose nie czułam żadnych (ŻADNYCH!) emocji. Poza tym – serio… Cały szacunek, jaki żywię do roli Kevina Bacona, nie zmieni tego, że to jeden z najbrzydszych aktorów na świecie i oglądanie go w roli lekko zbuntowanego amanta było trochę śmieszne, a trochę straszne 😉

Footloose można obejrzeć jako ciekawostkę – sentymentalny powrót do przeszłości albo wizytę w nieznanym świecie sprzed lat. To miły film z miłą muzyką, dobrymi aktorami i ciekawym pomysłem, ale nie ma sensu nastawiać się na wielkie kino. Niemniej zobaczyć warto, bo takie sentymentalne podróże w dawne czasy zawsze są przyjemne!

Moja ocena: 5,5/10

%d bloggers like this: