3 razy kino, czyli na skróty przez obejrzane filmy

Ostatni kryzys blogowy zaowocował między innymi ogromnymi zaległościami w recenzjach filmowych, serialowych i oczywiście książkowych. Staram się to wszystko sukcesywnie nadrabiać, dlatego dziś opowiem Wam o trzech filmach, które oglądałam w ciągu ostatnich miesięcy. Thriller ekologiczny, dramat historyczny i artystyczne, niezależne kino dla wrażliwców. Dwa z nich są naprawdę wspaniałe i warte uwagi, trzeci zaś zawiódł mnie ogromnie. To co? Ciekawi jakie filmy ostatnio oglądałam i które mi się podobały, a które nie?To zapraszam do czytania 😀

Wołyń, reż. Wojciech Smarzowski

O co chodzi: prawdopodobnie najgłośniejszy polski film ostatnich lat opowiada o tym, co zdarzyło się w 1943 roku na Wołyniu. Przerażającą historię poznajemy z perspektywy młodej Polki.

Czy warto: warto! Wołyń to naprawdę doskonale zrealizowane kino. Tu jest wszystko dopracowane do perfekcji. Zachwycają zarówno kwestie techniczne, takie jak montaż, zdjęcia czy muzyka, jak i sam sposób opowiadania historii przez Smarzowskiego. Mądry, wyważony, nie rzucający oskarżeń, a zarazem nie uciekający od strasznej prawdy. Wołyń to film historyczny, ale nie należy go traktować jedynie jako świadectwo przeszłości. To też ostrzeżenie dla coraz bardziej radykalizującej się współczesności, ostrzeżenie przed tym do czego prowadzi nienawiść, jak łatwo ją wzniecić i jak prosto urządzić piekło na ziemi. To też film niezwykle emocjonalny, przerażający, taki, który zostaje w sercu przez bardzo długi czas.

Dla kogo: przede wszystkim dla ludzi o mocnych nerwach. Ja nie dałam rady obejrzeć wszystkich scen, były zbyt brutalne. Poza tym dla każdego, kto nie boi się konfrontacji z historią. Dla wielbicieli talentu Smarzowskiego i dla wszystkich, którzy doceniają naprawdę dobre kino, które stawia pytania i opowiada o sprawach uniwersalnych.

Moja ocena: 9/10

Paterson, reż. Jim Jarmusch

O co chodzi: Paterson jest kierowcą autobusu i niezwykle utalentowanym poetą. Prowadzi monotonne i proste życie na które składają się praca, związek z piękną, acz niezbyt ogarniętą żoną i niezbyt rozgarniętym psem oraz codzienne pisanie wierszy, które czyta tylko on i jego partnerka.

Czy warto: A jak myślicie? Pewnie, że warto! To przepiękny, delikatny, subtelny i mądry film o tym czym jest dla człowieka sztuka, szczęście i życie. W ogóle Paterson to kino, które każdy odbiera indywidualnie, każdy widzi inaczej, po swojemu, wedle własnej oceny świata. Dla mnie życie głównego bohatera jest podszyte smutkiem, samotnością, monotonią. Paterson jest z jednej strony pogodzony ze swoim losem i z życiem jakie prowadzi, ale z drugiej ucieka od niego w świat pięknych słów, który przenika jego codzienność, definiuje ją i zarazem czyni znośną. Zresztą nie chcę Wam za dużo o tym pisać, sprawdźcie sami, jaka będzie dla Was historia Patersona.

Dla kogo: dla fanów Jima Jarmuscha. Dla każdego, kto lubi artystyczne, niespieszne, mądre i nieoczywiste kino. Dla tych, którzy po premierze Przebudzenia mocy twierdzili, że Adam Driver jest kiepskim aktorem. No więc. Miałam rację. Jest genialnym aktorem 😀

Moja ocena: 8/10

Pokot, reż. Agnieszka Holland

O co chodzi: thriller ekologiczny o tym, że myśliwi to zło, a kłusownicy to szatany wcielone, które smażyłyby się w piekle, gdyby w lewicowym świecie Agnieszki Holland istniało piekło. A ponieważ nie istnieje, więc będą oni do końca świata występować w jej filmie, nosząc maski diabłów.

Czy warto: szczerze? Nie warto. Pokot to film po którym wyszłam z kina wściekła jak stado os. Bo miało być tak pięknie. Doskonałe zdjęcia, piękne krajobrazy, ekologia, sprawdzona reżyserka, świetni aktorzy – ten film miał szansę być wybitny. Jednak z bardzo prostego powodu wybitny nie jest. Otóż Pokot to dwugodzinny, łopatologiczny wykład o tym dlaczego polowania są złe, a myśliwi to potwory. Żadnych odcieni szarości, żadnych pytań, żadnych wątpliwości. Bach! Myśliwi – źli. Bogaci – źli. Księża katoliccy – źli. Dawno nie oglądałam tak przejaskrawionego ideologicznie filmu. A najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że lewicowe poglądy, które propaguje Pokot są mi bardzo bliskie. Tylko co z tego, skoro przedstawione są paskudnie, tendencyjnie, bezrefleksyjnie i bezsensownie. Bez dania szansy drugiej stronie, bez próby zrozumienia drugiego człowieka. Nie lubię.

Dla kogo: powiedziałabym, że dla osób o lewicowych poglądach, ale chyba nie powiem, bo ja mam lewicowe poglądy, a mi się nie podobało. Więc w sumie to nie wiem dla kogo. Ocenę podwyższają naprawdę piękne zdjęcia – więc może dla miłośników ładnych ujęć przyrody? 😉

Moja ocena: 4/10

  • Musze obejrzeć te filmy. Nie oglądałam żadnego 😉

  • Ogromnie mnie zachęciłaś do „Patersona”, więc na pewno obejrzę! „Wołyń” planuję w przyszłości, ale ciągle to odwlekam ze względu na to, że to ciężki film i czuję się jeszcze… niegotowa. Natomiast „Pokotu” nie planowałam w ogóle, niemniej planuję czytać „Prowadź swój pług przez kości umarłych” w tym roku. Czytałaś może?

    • Nie czytałam i po filmie (i komentarzu naia powyżej) wiem, że to nie jest książka dla mnie 🙂 Chociaż prozę Tokarczuk zasadniczo lubię 🙂 A”Patersona” bardzo, bardzo polecam <3

      • Ja wprawdzie Tokarczuk czytałam tylko „Biegunów”, ale na tyle, na ile można lubić autorkę po przeczytaniu jednej jej książki, na tyle Tokarczuk lubię. Niemniej ponieważ jestem uparta, a dopóki nie przekonam się sama, nie uwierzę, to „Prowadź…” przeczytam tak czy inaczej, ale dzięki Twojej notce o filmie i komentarzu naia powyżej przynajmniej nie będę liczyć na trzęsienie ziemi, a tym samym ominie mnie – zapewne – duże rozczarowanie. 😉

        • Grunt to dobre nastawienie 😀 Ja sobie jednak daruję, bo choć Twoje podejście do czytania „Prowadź…” jest zdecydowanie bardziej rozsądne, to kiedy sobie przypomnę tę narastającą irytację, która ogarniała mnie w kinie, to wolę się już nie denerwować 😀

  • Ale, ale! Nie to, żebym ja zamierzała „Pokotu” jakoś zawzięcie bronić, bo też zachwytu u mnie nie było (z nieco innych powodów), ale moim zdaniem to, że jest tak tendencyjny, to wina książki Tokarczuk :). Ja Tokarczuk w ogóle bardzo lubię, uważam, że to najlepsza współczesna polska pisarka, ale koncepcji tej powieści w ogóle nie kupiłam. Niedawno, przed planowanym seansem, odświeżyłam sobie ją, może jakąś krótką notkę na blogu o niej wrzucę.
    A „Patersona” odebrałam dokładnie tak jak Ty. Towarzysz seansu – przeciwnie, uważał, że Paterson jest szczęśliwy, ale po dłuższej rozmowie zaczął się przekonywać do mojej wersji ;). Bardzo, bardzo dobry film, rzeczywiście, no i oczywiście „Wołyń” także. Ale drastyczne sceny to ja odchorowałam już wcześniej, czytając wspomnienia Stanisława Srokowskiego, z których Smarzowski korzystał kręcąc film; czegoś tak wstrząsającego w życiu nie czytałam. Raczej odradzam, jeśli nie chcesz mieć później strasznych snów…

    • Książki nie czytałam (nawet planowałam lekturę przed seansem, ale nie zdążyłam), więc film oceniam jako samodzielne dzieło 🙂 Aczkolwiek domyślałam się, że tendencyjność filmu to w dużej mierze sprawka Tokarczuk, tym bardziej, że to ona razem z Agnieszką Holland pisała scenariusz. Szkoda, bo podobnie jak Ty, bardzo cenię jej prozę. A po Srokowskiego może kiedyś sięgnę, w przypływie odwagi.

  • Agata

    Moich znajomych Patterson zachwycił, a mnie niestety jednak trochę wynudził. Chyba zupełnie nie trafiłam z tym filmem w moment, więc go nie skreślam 😉 Od „Pokotu” będę się trzymać daleko, za to „Wołyń” chętnie 🙂

    • Zdecydowanie „Paterson” to film na który trzeba mieć nastrój, ale myślę też, że nie do każdego trafi. Mój Paweł na przykład się wynudził – on po prostu nie lubi takiego kina 🙂

      • Agata

        Miałam do „Pattersona” chyba ze 2 podejścia, oglądałam na raty. Lubię takie filmy, ale ten chyba nie trafił na dobry czas 🙂

%d bloggers like this: