Światowy Dzień Książki w Skrytce, czyli moi ukochani pisarze #2

Co prawda Światowy Dzień Książki był wczoraj, ale wczoraj dochodziłam do siebie po średnio przespanej (ale za to bardzo wesołej) nocy, dojadałam resztki pysznego jedzenia, zaliczyłam pierwsze w sezonie lody (mamy niedaleko genialną lodziarnię!), rozdałam trochę zalegających książek znajomym i ogólnie nie miałam głowy do pisania. A ponieważ Światowy Dzień Książki jest u nas codziennie, a moja miłość do wymienionych niżej pisarzy jest nieprzemijająca, więc tekst ukazuje się dzisiaj i też jest dobrze, prawda? No właśnie. Nie przedłużając więc – oto kolejna piątka pisarzy, których kocham!

1. J.K. Rowling

Nie mogło zabraknąć mamy Harry’ego Pottera. Do serii o nieletnim czarodzieju mam stosunek bezkrytyczny – kocham i kompletuję już trzecie wydanie. Wszystkie tomy czytałam po kilkanaście razy, w tym również w oryginale. Jestem maniakiem. I już choćby z tego powodu zaliczenie J.K. Rowling do grona moich ulubieńców jest naturalne, a przecież do listy książek Brytyjki dochodzi też bardzo ciekawy Trafny wybór i kryminalna seria o Cormoranie Strike’u, którą lubię, cenię i czytam ze smakiem. Nic autorstwa J.K. Rowling mnie nie zawiodło (poza Przeklętym dzieckiem, ale to jednak co innego), a jej książki zawsze przynoszą mi ogromnie dużo radości i pozwalają oderwać się od szarej codzienności.

2. Stephen King

Nie jestem może kingowym fanatykiem, ale jeśli mam ochotę na dreszczyk emocji – sięgam po jego prozę. King to doskonały rzemieślnik, który momentami ociera się o artyzm, a w swojej horrorowej klasie nie ma konkurencji. Od lat zaczytuję się jego książkami i choć parę razy się naciełam, to nadal go uwielbiam. W końcu przy takiej ilość powieści i opowiadań nie wszystko ma szansę trafić w mój gust. A co mi się podoba? Najbardziej lubię zbiór opowiadań Nocna zmiana. Dobrze też wspominam lekturę LśnieniaSklepiku z marzeniami i Cmętarz zwieżąt 🙂 A najlepsze jest to, że przede mną jeszcze duuużo czytania, bo po horrory sięgam raczej rzadko i nadal jest wiele pozycji Kinga, których nie znam!

3. Marek Krajewski

Mój ukochany kryminalista. Marek Krajewski stworzył niedościgniony jak na razie wzór dla wszystkich polskich autorów kryminałów. W swojej prozie potrafi połączyć emocjonującą zagadkę, szybką akcję, niepowtarzalny klimat retro, doskonale opracowane tło historyczne, piękny język, świetny styl oraz ciekawych i autentycznych psychologicznie bohaterów. Mi nie trzeba do szczęścia nic innego <3 Od lat na bieżąco pochłaniam jego kryminały zawsze trzymają poziom.

4. C.S. Lewis

Chyba pierwsza literacka miłość na serio. Jako dziecko zaczytywałam się w Opowieściach z Narni i już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła czytać je Gryzakowi. Jako dorosła osoba zaczęłam poznawać bardziej dojrzałe pozycje Lewisa i właściwie wszystkie one trafiają prosto do mojego serca. Przesycone duchem chrześcijańskim, bo przecież Lewis był mocno wierzącą osobą, są zarazem pełne humanizmu, wrażliwości i siły, która trafi – moim zdaniem – do każdego. Bez względu na wyznanie czy poglądy.

5. Alice Munro

Ta kanadyjska noblistka potrafi jak nikt inny uchwycić nawet najsubtelniejsze odcienie emocji. Umie opowiedzieć o uczuciach, których ja nawet nie umiem nazwać i robi to genialnie. Jej proza – pozornie prosta, pozbawiona fajerwerków czy szalonej akcji w rzeczywistości aż buzuje ukrytymi znaczeniami, uczuciami i bólem. Poza tym jest naprawdę mistrzynią opowiadania – potrafi zamknąć w krótkiej formie cały wszechświat. Uwielbiam to jak pisze Alice Munro i nigdy nie jest mi jej za mało. Jeśli mam czytać tzw. kobiecą literaturę – to tylko taką.


Oczywiście lista jest otwarta, cały czas aktualizowana, a do grona moich ukochanych i najmilszych pisarza dochodzą wciąż i wciąż nowi. Więc pewnie za jakiś czas pojawi się trzecia, czwarta, piąta część zestawienia. I tak bez końca 🙂 A pierwszą część znajdziecie tu (klik).

  • O rany! Też mam w domu to wydanie „Opowieści z Narni”, a wieczory, kiedy tata czytał je mnie i siostrze przed snem, to jedno z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa. Byłam wtedy tak mała, że cała fabuła szybko uleciała mi z głowy, ale te emocje pamiętam do dziś :). Kilka lat temu zafundowałam sobie sentymentalny powrót, i byłam w lekkim szoku – są tam takie fragmenty (jak rozdział o wyspie, na której spełniają się wszystkie sny), po których ciężko było mi zasnąć ze strachu; jak to znosiłam jako dziecko? Ale i tak na pewno będę czytała „Narnię” swojemu brzdącowi, jeśli się go kiedyś dorobię :).

    • Mi też Narnię czytał tata <3 I miałam jeszcze kasety video z filmami BBC, oglądałam je dziesiątki razy 🙂 I prawda – te historie potrafią być przerażające, ale dzieci chyba na to inaczej patrzą. Jak sobie teraz czytam baśnie braci Grimm na przykład, to jestem przerażona, a jak byłam mała nie robiły na mnie specjalnego wrażenia 😉

%d bloggers like this: