3 razy kryminał, czyli na skróty przez przeczytane książki

Uff. Powiem Wam, że byłam zmęczona. Ostatni miesiąc okazał się naprawdę trudny i to pod wieloma względami. Rekordowo stresujący był zaś przedświąteczny tydzień, który zakończył się w sobotę na SORze. Trafiliśmy tam z Synem Gryzakiem, który miał podejrzenie obustronnego, bezobjawowego (sic!) zapalenia ucha i pęknięcia błony bębenkowej oraz przejawił złą reakcję na podany mu antybiotyk (wysypka, jak to u Gryzyka bywa). Byłam, szczerze mówiąc, mocno przerażona… Na szczęście po pięciu godzinach czekania i konsultacji laryngologicznej okazało się, że nic mu nie jest, a pani doktor w przychodni całodobowej wzięła to zapalenie uszu chyba z powietrza. Grrrr. Jedno dobre, że przynajmniej Gryzak się genialnie bawił, bo jako całkowicie zdrowe dziecko, biegał po korytarzach szpitala, zaczepiał ludzi i miał imprezę życia… Na szczęście dalsza część Świąt minęła nam spokojnie i baaaardzo leniwie, a ja wreszcie mogę powiedzieć, że się zregenerowałam, co jest jednoznaczne z tym, że oto jest nowy wpis 😉

Powrót po blogowej przerwie zaczynam od czegoś lekkiego w treści i formie – opowiem Wam dziś o trzech kryminałach, które przeczytałam w ostatnich tygodniach. Nie będzie niestety fajerwerków. Jeden z kryminałów jest nawet niezły, ale niczym nie różni się od swoich poprzedników z serii, druga książka byłaby dużo lepsza, gdyby nie była kryminałem, a trzecia to niestety bardzo słaba rzecz. To co? Jesteście ciekawi moich opinii o kryminalnych nowościach? 🙂

Czarna trasa Antonio Manzini

O co chodzi: W górskim kurorcie narciarskim, w samym w środku sezonu, podczas wieczornego przygotowywania tras zjazdowych jeden z ratraków rozjeżdża ludzkie ciało. Kim jest zmarły, jak znalazł się w tym miejscu i przede wszystkim: kto go zabił? Na te pytania odpowiedzi szuka kontrowersyjny i niezbyt miły policjant – Rocco Schiavone.

Zalety: główny bohater ma pewien potencjał i jest z pewnością postacią, która może się wyróżniać na tle innych książkowych detektywów. Ciekawe są również komentarze o włoskim społeczeństwie, bo można żywić nadzieję, że faktycznie odzwierciedlają one sposób myślenia mieszkańców tego kraju. Pisząc o zaletach można jeszcze wspomnieć, że książka jest krótka 😉

Wady: o rany! Niestety jest ich sporo. Przede wszystkim serce każdej kryminalnej opowieści, czyli zagadka, była dla mnie zbyt oczywista i w moich podejrzeniach nie pomyliłam się ani trochę. Poza tym brakuje tutaj zmyłek, tropów i stopniowo okrywanych tajemnic. Rocco Schiavone rozpoczął śledztwo, Rocco Schiavone przeprowadził śledztwo, Rocco Schiavone zakończył śledztwo. Nuda i nic więcej. Żadnych dreszczy emocji, żadnej ekscytacji. Tak samo nużące, przewidywalne i bez sensu były wątki dotyczące osobistego życia głównego bohatera. Podsumowując: książka jest po prostu nieciekawa. Jakby tego mało – nie jest zbyt dobrze napisana, dialogi są drewniane, a niektóre sceny (jak na przykład finał w kościele) swoją naiwnością wołają o pomstę do nieba. Zabrakło mi też dobrego i autentycznego oddania atmosfery górskiej wioski, co mogłoby nadać całości uroku i wdzięku.

Dla kogo: dla czytelników, którzy nie wymagają od książek zbyt wiele. Dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z kryminałami. Poza tym raczej nie polecam.

Moja ocena: 4/10

Inwigilacja Remigiusz Mróz

O co chodzi: Joanna Chyłka i Kordian Oryński zwany Zordonem muszę się zmierzyć z kolejną niemożliwą do wygrania sprawą. Tym razem mają za zadanie obronić człowieka podejrzanego o… terroryzm, a do fascynującej prawniczej gry przystępują ludzie, którzy wiedzą zbyt dużo.

Zalety: stary dobry Mróz, jest jak stary dobry Mróz. Książkę czyta się lekko, szybko i bardzo, bardzo przyjemnie. Dzięki wciągającej akcji i równie wciągającej osobistej relacji między Chyłką, a Zordonem umykają na szczęście pewne… hmmm… niedociągnięcia językowe i fabularne. Do tego niewątpliwą zaletą jest tematyka, bo Mróz już kolejny raz ociera się o kwestie społeczne i gorące zagadnienia dręczące współczesnego człowieka. I bardzo dobrze!

Wady: nic nowego… sposób prowadzenia akcji, zachowania bohaterów, rozwiązanie zagadki – wszystko już było. Z jednej strony to dobrze, bo dzięki temu czytelnik dostaje to czego się spodziewał. Ja się też o to nie obrażam, bo o to w tych książkach chodzi – o odprężenie i znajome literackie kąty. Jednak jestem w stanie wyobrazić sobie czytelników, którzy w piątym tomie chcieliby jakiegoś urozmaicenia i ucieczki od nieco już ogranych rozwiązań.

Dla kogo: dla wszystkich fanów serii z Chyłką. Osobom, które nie znają poprzednich części radzę przeczytać te wcześniejsze zaczynając od Kasacji.

Moja ocena: 6/10

Zgubna trucizna Katarzyna Kwiatkowska

O co chodzi: Poznań przełomu wieków XIX i XX hucznie świętuje końcówkę karnawału. W szaleńczym maratonie balów, tańców i damskich garderób Jan Morawski musi rozwiązać kolejną zagadkę, a także zmierzyć się z szajką fałszerzy pieniędzy, germanizacją i Hakatą oraz policyjnymi podejrzeniami, jakoby to on był mordercą.

Zalety: Historia! To jest największa zaleta Zgubnej trucizny i powód dla którego można ją polecać dalej. Zwłaszcza że jest to historia bardzo słabo w literaturze popularnej opisana – życie Polaków pod zaborem pruskim i kwestie germanizacyjne nigdy nie były jakoś przesadnie eksponowane. Po raz kolejny już widać, że Katarzyna Kwiatkowska podchodzi do tematu poważnie i do napisania książki pod względem realiów epoki i faktów historycznych jest doskonale przygotowana. W ogóle cała ta warstwa obyczajowa, atmosfera i przebieg balów karnawałowych to było dla mnie coś zupełnie nowego i chłonęłam wiedzę jak gąbka. Do grona zalet zaliczam też ładny język i przyjemny styl autorki oraz warstwę obyczajową, która po raz kolejny (klik) wygrywa u Kwiatkowskiej z kryminalną intrygą.

Wady: trochę ich niestety było. Widać, że Katarzyna Kwiatkowska to pisarka, która ma potencjał, widać, że nie pisze przez  przypadek. Tym bardziej szkoda, że nie radzi sobie ze sprawnym i szybkim poprowadzeniem fabuły. Bo podstawową zaletą kryminału, a zwłaszcza kryminału nawiązującego do Złotej Ery gatunku, powinna być sprytnie poprowadzona zagadka, którą czytelnik rozwiązuje razem z detektywem. I owszem – spora ilość podejrzanych, częste zmyłki i dużo wątków oraz potencjalnych scenariuszy to cechy bardzo mile widziane, ale w pewnych granicach. W Zgubnej truciźnie tego wszystkiego zabrakło. Zamiast ciekawego grona podejrzanych i kilku hipotez dostajemy stado bohaterów i kilkanaście chaotycznie poprowadzonych wątków, które zamiast wciągać czytelnika w wir intryg po prostu nudzą i nużą. Ba! Trudno jest nawet rozwiązywać zagadkę, bo nie do końca wiadomo co jest tą zagadką. Fałszerze, niemieccy nacjonaliści, tajemnicze morderstwo chłopca – czego właściwie się tu uchwycić? Do tego cała galeria postaci z ich osobistymi i zawodowymi problemami, a czytelnik spragniony lekkiej lektury zaczyna się gubić. Książka jest przeładowana wątkami i postaciami, a poszczególne sceny nie kleją się do siebie i nie tworzą składnej opowieści. Kolejną wadą są liczne dłużyzny – gdyby autorka skróciła swoją powieść o 100 stron nikomu by się nic nie stało.

Dla kogo: dla każdego, kto lubi powieści obyczajowe w stylu retro, dla miłośników historii i Belle Epoque. Dla osób, które zachwyciły się poprzednimi książkami z serii z Janem Morawskim. Zawiodą się natomiast miłośnicy pełnokrwistych kryminałów oraz ci, którzy lubią szybko toczącą się, wartką akcję i duże emocje.

Moja ocena: 5/10

Za egzemplarz Zgubnej trucizny dziękuję Wydawnictwu Znak, a za Czarną trasę Wydawnictwu Muza.

  • Agata

    W „Czarnej trasie” autor już na samym początku praktycznie zostawił bardzo wyraźną wskazówkę. No chyba, że już tyle kryminałów czytam, że nic mnie nie zaskoczy 😛 Z Mrozem ja na razie sobie odpuszczam, Kwiatkowska nawet trochę mnie kusi.

    Ps. Super, że Gryzak zdrowy! Ja od 3 tygodni próbuję się porządnie doleczyć z wirusówki :/

    • Z „Czarną trasą” jest dokładnie tak, jak piszesz niestety 🙁 I zero emocji. A Kwiatkowską moim zdaniem warto przeczytać, tylko bez nastawiania się na nie wiadomo jaką intrygę 🙂

      Zdrowia! Niech ono przyjdzie razem z wiosną i ładną pogodą!

  • Z Twoich ocen wynika, że nie są to najlepsze kryminału. Czytałam tylko Inwigilacje, ale ja wyżej ją oceniła :).

    Pozdrawiam serdecznie, a w wolnej chwili zapraszam do siebie zakladkadoksiazek.pl

    • „Inwigilacja” mi się podobała, 6 to dobra ocena 🙂 Ale nie było w niej nic nowego 🙂 „Czarna trasa” jest słaba, a „Zgubna trucizna” gdyby nie była kryminałem byłaby dużo lepsza 😉

  • Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło!
    „Zgubnej trucizny” nie czytałam, ale „Zbrodnia w szkarłacie” dosyć mi się podobała.

    Myślałam, że „Czarna trasa” to lepszy kryminał… no trudno;)

    • „Zbrodnia w szkarłacie” była moim zdaniem lepsza od „Zgubnej trucizny”. Warstwa obyczajowa i historyczna w obu książkach jest tak samo dobra, ale intryga jest dużo ciekawsza i lepiej skonstruowana w „Zbrodni” 🙂

  • Dobrze, że te zdrowotne przygody zakończyły się dobrymi wieściami i jest wszystko w porządku! ♥ A co do książek to zapisuję sobie tytuły, bo ostatnio zaczytuję się w kryminałach 😀

  • Hmmm… Kwiatkowska mnie intryguje… Już poprzednią powieścią. Muszę przeczytać, przekonać się… Co do Mroza – czeka na swoją kolej. Ta seria cała czeka, bo inne ksiązki czytałam i jestem pod wrażeniem. Choć raczej dawkuję sobie autora po kawałku, nie rzucam się na wszystko, bo podejrzewam (co potwierdziłaś), ze może być nieco schematycznie, przewidywalnie itd. A „Czarna trasa’, cóż… zaintrygowało mnie miejsce – włoskie tereny narciarskie. Ale… skoro tyle masz uwag to musze się zastanowić, czy warto…

    • Pewnie – Kwiatkowską warto poznać, bo pisze naprawdę nieźle i potrafi świetnie tworzyć tło historyczne 🙂 Seria z Chyłką to moim zdaniem najlepsze książki Mroza, ale w przypadku tego autora każdemu podoba się co innego, więc trzeba się przekonać samemu 🙂 „Czarnej trasy” nie polecam – mnie też skusiło miejsce akcji, ale nie rekompensuje ono niestety licznych niedociągnięć.

%d bloggers like this: