Wakacje nad Adriatykiem – Zofia Posmysz – moje refleksje po lekturze

Wakacje nad Adriatykiem Zofii Posmysz to powieść, o której opowiadać jest mi bardzo trudno. Trudno jest mówić o książkach, które są zapisem osobistych, traumatycznych doświadczeń autora. Trudno oceniać tekst, gdy opowiada on o niewyobrażalnej grozie odczutej na własnej skórze. Zresztą czytając historie napisane przez osoby, które doświadczyły obozów koncentracyjnych – zarówno te dokumentalne, jak i sfabularyzowane – mam cały czas poczucie, że te teksty to coś więcej niż zwykła literatura. Bo one są odbiciem traumy niewyobrażalnej i dotyczy to nie tylko ich treści, ale też języka, sposobu narracji i budowania opowieści. Czytając takie książki, mam cały czas wrażenie obcowania z czymś do bólu szczerym, osobistym, bolesnym i prawdziwym. Napisanym nie dla zysku, nie dla korzyści, sławy czy blasku, ale dla uporania się z własnymi demonami przeszłości. I to z demonami, których my – przejedzeni i rozleniwieni Europejczycy XXI wieku – nie umiemy sobie nawet wyobrazić. Dlatego nie jestem w stanie oceniać takich książek, jak Wakacje nad Adriatykiem Zofii Posmysz w kategoriach: dobry, zły, przeciętny. Taka ocena w tym przypadku jest zbyt płytka i zwyczajnie niesprawiedliwa. Jednak napisać coś o Wakacjach nad Adriatykiem chcę, a jednocześnie chciałabym być uczciwa – wobec Was, wobec Książki, wobec siebie i dlatego muszę powiedzieć wprost: nie będzie zachwytów nad Wakacjami nad Adriatykiem. Na szczęście wiem też, dlaczego tych zachwytów nie będzie i dzięki temu sami będziecie w stanie określić, czy to jest pozycja, która się dla Was nadaje.

O co chodzi?

Wakacje nad Adriatykiem to historia dwóch więźniarek obozu koncentracyjnego opowiedziana z perspektywy odbywanych wiele, wiele lat później leniwych wakacji nad Adriatykiem. Plażowy cykl życiowy narratorki przerwany został przez turnusowego sąsiada-Niemca, który obudził w niej całą lawinę wspomnień oraz scen ze strasznej przeszłości. I zaczyna się opowieść: o grozie tamtych dni, o życiu-nieżyciu, o egzystowaniu w warunkach, które odbiegają od wszystkiego, co wiemy o świecie. O Ptaszce, która postanowiła umrzeć. I o próbach uratowania jej życia.

To niemożliwe

Wakacje nad Adriatykiem to przede wszystkim historia relacji między narratorką a Ptaszką. Dwie młode kobiety prezentują skrajnie różne reakcje na sytuację, w której postawił je los. Narratorka jest silna, zdeterminowana, gotowa przetrwać za wszelką cenę, wkłada obozową maskę, dzięki której wyzbywa się wszystkich swoich normalnych cech – nieśmiałości, strachu. To co się wokół niej dzieje, przyjmuje jako oczywistość, realia, w których trzeba przetrwać i nie myśleć za dużo. Ptaszka zaś jest inna. Ona nie chce żyć. Poddała się i sama wydała na siebie wyrok (podążając za blurbem z okładki). Zarazem nie potrafi do końca uwierzyć w to, co stało się ze światem, w to, co się stało z człowiekiem. To niemożliwe powtarza. To się nie mogło stać.

Zofia Posmysz stworzyła autentyczne i prawdziwe portrety psychologiczne kobiet zamkniętych w obozie koncentracyjnym, kobiet postawionych w sytuacji ekstremalnej. Z drugiej strony mamy tu wstrząsający obraz rzeczywistości – bez upiększeń, bez mitologizowania, z całą prawdą i brutalnością tamtych czasów. Jednak mimo tych niewątpliwych zalet, mimo tego, że to jest naprawdę wybitna literatura, nie jestem do tej powieści do końca przekonana. Dlaczego?

Wakacje nad Adriatykiem – mój największy problem

Największy problem, jaki sprawiły mi Wakacje nad Adriatykiem, to sposób, w jaki książka została napisana. Długie zdania, przechodzące momentami w strumień świadomości, sposób opowiadania historii odzwierciedlający (tak przynajmniej sądzę) sposób myślenia więźnia obozu koncentracyjnego. Rwany, nieprzytomny, hipnotyczny. Bardzo, bardzo poetycki. Wymagający od czytelnika olbrzymiego skupienia i koncentracji. Zasadniczo nie mam problemu z tak opowiedzianymi historiami i tak napisanymi książkami. Jednak w tym przypadku nie potrafiłam jednocześnie wyciągać esencji z potoku słów Zofii Posmysz i czytać o potwornościach obozów. To było dla mnie trochę zbyt dużo. Może czytałam zbyt szybko? Może trzeba było Wakacje nad Adriatykiem trawić miesiąc, dwa, powoli, po dwie-trzy strony? Nie wiem. Wiem, że lekturę skończyłam z poczuciem, że zbyt dużo energii kosztowało mnie przeżywanie historii Ptaszki, bym była w stanie w pełni docenić kunszt pisarski Zofii Posmysz, a zarazem zbyt wiele czasu spędziłam na koncentrowaniu się na samym słowie, żeby w pełni przeżyć historię Ptaszki.


Nie będę Wam tej książki polecała, nie będę też odradzała. Jedno jest pewne. Wakacje nad Adriatykiem Zofii Posmysz to książka bardzo trudna, wymagająca i to na każdej płaszczyźnie. To niewątpliwie dobra (bardzo dobra!) literatura, ale przeczytanie jej (i mówię tu o prawdziwej, uważnej lekturze, a nie o przeskanowaniu wzrokiem tekstu) to prawdziwe intelektualne wyzwanie. Dla mnie to było zbyt wiele, przyznaję się bez bicia. Proza Zofii Posmysz mnie przerosła. Nie umiałam wejść w historię Ptaszki, bo przeszkadzał mi język. Nie umiałam docenić języka, bo przeszkadzała mi historia Ptaszki.

  • Podobnym wyzwaniem była dla powieść „Rekonstrukcje” Jana Rychtera, ale to ze względu na bardzo eksperymentalną konstrukcję (jakbyś chciała się dowiedzieć więcej do znajdziesz u mnie recenzję tej książki), i miałam bardzo mieszane uczucia wobec tej książki. Z jednej strony wielki szacunek dla Autora, i doceniam niezwykłą formę przekazu, z drugiej strony nie była to książka, którą dobrze mi się czytało.
    Wracając jednak do „Wakacji nad Adriatykiem”, pozycja ciekawa szczególnie ze względu na przekazanie tej prawdy. Chyba tej najtrudniejszej, wewnętrznej prawdy, tych nieokiełznanych myśli i emocji. Masz rację, że takie wyznania zmuszają do ogromnego skupienia i wraz możemy ich nie pojąć do końca, bądź nie całkiem przyswoić w siebie, bo trudno jest zrozumieć taką traumę…

  • Ewelina

    Bardzo ciekawe wnioski. Przyznam, że byłam zainteresowana książką, a teraz moje zaciekawienie tylko wzrosło i mam nadzieję, że uda mi się po nią sięgnąć.

  • Obawiam się, że jest to pozycja stanowczo zbyt przytłaczająca jak na mój gust. Wszelkie nawiązania do obozów koncentracyjnych omijam szerokim łukiem.

  • Posmysz zrobiła na mnie duże wrażenie za sprawą wywiadu rzeki, czyli „Królestwa za mgłą”, na pewno poznam inne książki jej autorstwa.

    • A mnie właśnie zainteresowało „Królestwo za mgłą”, myślę, że to może być bardzo ciekawa lektura.

  • Kocham Cię moje życie blog

    Niestety by sięgnąć po takie książki, muszę mieć odpowiedni nastrój, nie sądzę bym szybko po nią sięgnęła, choć bardzo mnie intryguje 🙂

%d bloggers like this: