„Piękna i Bestia” – czyli o tym, co poszło nie tak

W sumie tytuł tego wpisu może być nieco mylący, bo mi się Piękna i Bestia nawet podobała. Takie powroty do dzieciństwa zawsze są przyjemne, a w tym przypadku zwłaszcza, bo to właśnie animowana Piękna i Bestia była – i jest nadal – moim ukochanym filmem Disney’a. Więc seans kinowy – z pięknymi, efektownymi zdjęciami, ulubionymi, dobrze znanymi piosenkami i historią, która porusza moje serce nie mógł być czymś nieprzyjemnym. Jednak… są właściwie trzy, a nawet cztery rzeczy, które przez cały film mi przeszkadzały i ostatecznie sprawiły, że mimo całej frajdy, jaką dało mi obejrzenie Pięknej i Bestii, nie mogę niestety powiedzieć, że jest to dobre kino. Przede wszystkim…

1. To co sprawdza się w animacji, nie musi sprawdzać się w filmie aktorskim

Rozumiem, że idea twórców była taka, by wiernie odtworzyć animację. Jasne. Tylko, że to co sprawdza się w filmie animowanym niekoniecznie będzie działało w filmie aktorskim. Najbardziej widać to w pierwszej połowie Pięknej i Bestii, która jest niemal wiernym odbiciem kreskówki. I to pod każdym względem. O ile w ujęciach, w piosenkach czy dialogach to nawet cieszy, o tyle już zupełnie się nie sprawdza, jeśli chodzi o tempo akcji. Zabrakło tu jakiegoś głębszego spojrzenia, lekkiego spowolnienia, wprowadzenia widza w opowieść. Przez to pierwsza połowa filmu była momentami nudna – Paweł przysnął w kinowym fotelu (ale można mu to wybaczyć, bo od początku nie przejawiał szczególnego entuzjazmu), a ja parę razy uciekłam myślami do moich codziennych spraw. Mam też nieoparte wrażenie, że gdyby twórcy nieco więcej dali od siebie wszystko to byłoby świeższe, ciekawsze i bardziej oryginalne. Zwłaszcza choreografia do piosenek, która przegrywa na całej linii z kreskówkowym oryginałem. A porównania nasuwają się same, bo przecież wszystko to z założenia dość wierną kopią. Z drugiej strony film wychodzi poza treść animacji i daje widzowi coś nowego, bo wyjaśnia. Wyjaśnia, wyjaśnia, wyjaśnia. Tylko czy…

2. …wszystko trzeba wyjaśniać?

Dowiadujemy się między innymi dlaczego zaklęty jest nie tylko książę, ale też cały jego dwór, jak to możliwe, że wykonania piosenek są tak spektakularne oraz co się stało z matką Belli. I to nachalne tłumaczenie jak to jest możliwe nie wpłynęło dobrze na mój odbiór filmu. W końcu Piękna i Bestia to baśń, to opowieść magiczna, trochę tajemnicza i nie wszystko musi być w niej takie jasne i oczywiste. Wręcz twórcy powinni pozostawić przestrzeń na naszą wyobraźnię. To raz. A dwa… No cóż… Jeśli już coś trzeba zmieniać w fabule oraz dialogach i dodawać od siebie, to znalazłoby się parę rzeczy, bo…

3. Gdzie tu niby ma być ten feminizm?

Zapowiedzi były szumne – że będzie feministycznie, że będzie inaczej. Tja. Opowieść o Belli niczym nie różni się od tej z kreskówki. Bella chce od życia czegoś więcej (ale nie do końca wie czego), poznaje księcia, zakochuje się i już nie chce nic więcej, bo wszystko ma. Miłość do pięknego księcia wystarczy do szczęścia każdej księżniczce. W filmie aktorskim jest to samo – Bella chce żyć, podróżować, czytać książki (okej, jest francuską wieśniaczką w XVIII wieku, ale nadal co w tym ambitnego dla dzisiejszego widza czy raczej młodej widzki). Bella nie chce wyjść za Gastona, bo go nie lubi. Bella poznaje Bestię. Bella kocha Bestię. Bestia kocha Bellę. Żyją długo i szczęśliwie w pięknym zamku ze służbą. Czyli innymi słowy: co może dać szczęście młodej kobiecie? Dobry ożenek. Coś takiego można wybaczyć w disney’owskiej animacji z lat 90-tych, ale już we współczesnym filmie, skierowanym do młodych odbiorców to nie powinno przejść. Dlaczego Bella nie mogła dodatkowo marzyć o zostaniu medykiem/pielęgniarką albo nauczycielką? Albo pisarką. Co by szkodziło, żeby końcową sceną nie był bal, gdzie nasza bohaterka w białej kwiecistej sukni tańczy z księciem, a na przykład (dodana po scenie balu) sala lekcyjna w której szczęśliwa i spełniona Bella uczy dziewczynki czytać? Albo sala szpitalna, gdzie Bella uzdrawia innych. Taki element niewiele zmieniłby w fabule, to mogłyby być dwie-trzy sceny czy dialogi na cały film, a ile by zmieniły w naszym odbiorze i w przesłaniu, jakie Piękna i Bestia ze sobą niesie.

4. Geje są, a jakby ich nie było

Kolejną pretensją jaką mam do twórców były zapowiedzi pierwszego disney’owskiego bohatera-geja, otwarcia się na fakt, że są na tym świecie pary i hetero, i homoseksualne. Może nie spodziewałam się cudów, ale ciekawa byłam ile w tych zapowiedziach jest prawdy. No i się okazało, że niewiele. Otóż, owszem. Dorosły człowiek, który wie na co patrzeć i na co zwrócić uwagę faktycznie może dostrzec pewien zalążek wątku homoseksualnego. Jest on jednak na tyle delikatnie poprowadzony, że w sumie mało kto się tu może przyczepić (poza, jak się okazało: Malezją, Alabamą i Rosją…). Takie bardziej mrugnięcie okiem do widza. I moim zdaniem, to nie jest dobre. Bo pokazuje związki homoseksualne, jako coś innego, wręcz podrzędnego w stosunku do tych normalnych relacji. Jako coś czego lepiej nie pokazywać zbyt wyraźnie, bo w sumie to nie do końca stosowne. A ja powiem: albo wprowadzamy poboczny wątek gejów i traktujemy go równorzędnie z innymi pobocznymi wątkami miłosnymi albo zostawiamy temat i nie robimy szumu. A nie takie: chcielibyśmy, ale się boimy. Ja tego nie kupuję. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, jak wielkie poruszenie na świecie wywołała ta niewielka, malutka scenka, nawet nie scenka – migawka – tańca dwóch mężczyzn. Gdyby twórcy pokusili się o nieco szersze rozwinięcie wątku… cóż… dopiero by się działo…


No i tak. Miało być odważnie, ciekawie, feministycznie, a wyszło ładnie, kolorowo i grzecznie. Szkoda, bo Piękna i Bestia to mimo wszystko przyjemna rozrywka dla młodszych i starszych widzów, która wzbogacona o kilka elementów i odchudzona o kilka innych mogłaby być naprawdę ważnym, mądrym filmem. Zawsze jest mi w takich sytuacjach przykro i dlatego w ogóle powstał ten wpis 😉

  • Monika S

    To Disneyowska produkcja, więc nie dziwi mnie, że w jednym filmie próbują ukryć tak różne, a jednak ważne problematyki.
    FIlm mi się podobał, głównie dlatego, że wzruszyłam słuchając utworów, aż nabrałam ochoty pójść do Opery…

  • Agata

    Wybieramy się z przyjaciółką na ten film 🙂 Cóż Disney to Disney, więc jakiejś wielkiej rewolucji się nie spodziewałam i chyba tak właśnie jest. A że Twój mąż się dał namówić to podziwiam 😀

    • Trochę go zmusiłam, ale teraz pewnie będę się musiała odwdzięczyć i iść na „Szybkich i wściekłych 40” (czy która to tam część będzie lecieć w kinach) 😀 A film – racja, to jest Disney, ale tyle obiecywali, że się dałam nabrać 😉

  • Pingback: 15 filmów, które na pewno obejrzę wiosną - edycja 2017 - Skrytka na kulturę()

  • Ona kontra On

    tematyka związków homoseksualnych i orientacji płciowych jest teraz wszechobecna we wszystkich produkcjach – bajkach, horrorach itp. itd. – bez przesady, na prawdę nie trzeba tego tak podkreślać, ze skrajności w totalną skrajność, a Piękna I bestia – jak dla mnie miła dla oka.

%d bloggers like this: