Mój Książkowy Kodeks – 10 zasad, dzięki którym sięgam tylko po dobre książki

No… może nie zawsze, ale jednak 90% książek, które biorę do ręki dostaje ode mnie ocenę 6 i więcej (w dziesięciostopniowej skali). I to wcale nie dlatego, że wszystko mi się podoba! Nie! Jestem czytelnikiem raczej surowym, czepliwym i marudnym. A jednak od jakiegoś czasu w naszym domu powtarza się wciąż ta sama sytuacja. Jest tak. Siedzimy sobie wieczorem na kanapie. Ja czytam, Paweł robi jakieś tam swoje rzeczy. Nagle ciszę (albo dźwięki dobiegające z PlayStation) przerywa mój dramatyczny okrzyk: Paweł! Jaka to jest dobra książka! Paweł! Jaka ona jest wspaniała! A wtedy Paweł patrzy na mnie krzywo i pyta z powątpiewaniem: ta też?

Tak, Misiu. Ta też. Bo ja się po prostu nauczyłam wybierać takie pozycje, które z dużym prawdopodobieństem mi się spodobają. Przechodziłam w życiu przez różne fazy doboru książek. Był okres spontanicznego szału w księgarni/antykwariacie/bibliotece. Był krótki czas zachłyśnięcia blogami książkowymi i czytania tego, co polecają blogerzy. Był etap negacji nowości – czytania samych staroci i klasyki. Generalnie mam wrażenie, że wyczerpałam już wszelkie opcje. A jakiś czas temu opracowałam sobie – nie żeby celowo, tak po prostu wyszło – swoisty kodeks księgarniany. Dzięki niemu sięgam prawie wyłącznie po takie książki, jaki chcę czytać. Żadnego rozwadniania, rozdrabniania czy przypadku. Co ważne – te zasady nie ograniczają moich horyzontów, one je poszerzają. W sumie to nic odkrywczego, ale stosowanie ich świadomie wiele rzeczy mi ułatwiło i myślę, że będę mi towarzyszyć przez długie lata. To co? Ciekawi, jak dobieram sobie książki do przeczytania? No to proszę! Oto mój Książkowy Kodeks 😀

1. Czytam wszystko, co wychodzi spod pióra moich ukochanych pisarzy

Cokolwiek napiszą oni (klik), ja po to sięgnę. Problem jest właściwie tylko jeden – pisarzy, których uwielbiam jest – dosłownie z tygodnia na tydzień – coraz więcej. Jest też sporo kandydatów na ukochanych autorów (na liście prawie na pewno będę kochać jest teraz Martin Pollack, muszę przeczytać jeszcze ze dwie jego książki, żeby stwierdzić to na pewno). Im się robię starsza, tym lista szersza, a ja mam więcej do czytania. No cóż. Takie życie.

2. Czytam książki o interesującej mnie tematyce

Wbrew pozorom nie ma ich wcale aż tak dużo, a zainteresowania ulegają też zmianie. Kiedyś moim konikiem była Afryka, ale mi przeszło. Dziś zaś, jeśli jest jakaś powieść lub reportaż, której akcja dzieje się w ZSRR lub we współczesnej Rosji albo jej tematyka dotyczy historii Żydów w Polsce, to z dużym prawdopodobieństwem po nią sięgnę.

Tu powinnam właściwie skończyć, ale jest jeszcze jeden temat, który sprawdza się zawsze, niemalże bez wyjątku. Moje guilty pleasure. I nie wiem czy się powinnam do tego przyznawać, ale książka o tym, że on ją kocha, a ona umiera na ciężką chorobę (albo na odwrót), to książką, którą przeczytam. W tajemnicy, w mrokach nocy, ale przeczytam ją na pewno 😉

3. Czytam klasykę

Nadrabiam regularnie. Uważam, że nie da się pisać i mówić o książkach w sposób naprawdę rzetelny, jeśli nie zna się klasyki. Oczywiście, nie twierdzę, że każdy czytelnik musi cytować Mickiewicza i znać Tołstoja na wyrywki (choć byłoby miło), ale ja nie jestem każdy czytelnik, tylko Magda, która w wolnych chwilach pisze bloga o książkach i nie chce ludziom sprzedawać kitu. Dlatego staram się co najmniej raz na miesiąc-dwa przeczytać coś z klasyki – zarówno tej współczesnej, jak i tej starszej. Nie jest na szczęście ze mną tak źle, bo w młodości pochłonęłam jej całkiem sporo, ale nadal są setki książek, które na mnie czekają.

4. Czytam książki nominowane i nagrodzone

Nigdy się nie zgodzę z poglądem, że czytanie nominowanych i nagradzanych książek to strata czasu. Dzięki takim czytelniczym wyzwaniom, jak przeczytanie wszystkich nominacji do Nike, Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego czy Angelusa można trafić na naprawdę dobre książki, po które normalnie byśmy nie sięgnęli i poszerzyć literackie horyzonty. Poza tym – jeśli ma się taką ambicję, żeby się na literaturze znać choć trochę, trzeba po prostu wiedzieć, co w tym książkowym świecie piszczy. Owszem, trafiłam parę razy na książki słabe, ale tendencja jest taka, że jeśli ktoś coś do czegoś nominował (a mówię tu o poważnych nagrodach), to jest to pozycja w miarę przyzwoicie napisana.

5. Czytam głośne nowości

Nie wszystkie, bo bym oszalał, ale tak: czytam głośne nowości. Celowo i z premedytacją. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że prowadzę bloga o kulturze i chcąc-nie chcąc jestem na bieżąco. Nigdy nie zrobię z bloga słupa reklamowego, ale jednak lubię mniej więcej orientować się o czym się mówi i co jest modne. Żeby jednak nie zwariować, świeżo wydane książki zazwyczaj dobieram zgodnie z kluczem z punktów: 1, 4, 7, 8 i 9 🙂

6. Czytam książki polecane przez rodzinę

Oni mnie praktycznie nigdy nie zawiedli i ufam im bezgranicznie. Jeśli Paweł mówi, że jakaś książka mi się spodoba, to najprawdopodobniej tak będzie. Jeśli moja mam poleca mi powieść, to znaczy, że mam przed sobą dłuuugie wieczory izolacji od świata (bo to zazwyczaj są straszne grubasy), jeśli mój tata mówi, że muszę jakąś pozycję przeczytać – to znaczy, że muszę. Koniec i kropka.

7. Unikam książek obyczajowych i autorów, którzy mnie zawiedli

Znam siebie i swoje czytelnicze upodobania dobrze i wiem, że są pewne pozycje, które się dla mnie nie nadają. Tak jest z całą literaturą pop-obyczajową. Wiecie: kobieca historia z kwiatami na okładce, miłość, zawikłane losy rodziny, Prowansja łamana przez polską wieś… No nie kręci mnie to. A nawet gorzej – to mnie nudzi. Czasami, dosłownie dwa-trzy razy na rok zdarza mi się sięgnąć po taką pozycję, ale wnioski są zawsze takie same – nigdy więcej 😉 I nie zrozumcie mnie źle – lubię i czytam literaturę popularną – kryminały, horrory, fantastykę i się tego absolutnie nie wstydzę. Ja po prostu nie lubię takich typowych kobiecych obyczajówek. Więc ich nie czytam. Nawet jeśli ktoś mi ją poleci, wyda ją moje ulubione wydawnictwo – nie przeczytam jej. Tak samo rzecz się ma z autorami do których się zraziłam albo z takimi, których uważam za przeciętnych. Prawdopodobieństwo, że sięgnę po kolejną powieść Bondy albo Nino Haratischwili jest bliskie zera.

8. Czytam książki ulubionych wydawnictw

Przy doborze książki, biorę pod uwagę kto ją wydał. Nie zawsze i nie jest to podstawowe kryterium, ale w razie wątpliwości czy pozycja jest warta uwagi spojrzę na znaczek wydawcy. Kto wzbudza moje zaufanie? Czarne, Wydawnictwo UJ, Książkowe Klimaty. Lubię też pozycje Wydawnictwa Literackiego i Znaku, ale z licznymi wyjątkami.

9. Czytam książki z ulubionych serii wydawniczych

Bo serie wydawnicze to super sposób na poznanie nowych autorów. Przykłady? Ależ proszę! Seria Z Miotłą Wydawnictwa W.A.B. – czyli kobieca literatura na bardzo, bardzo dobrym poziomie. Albo Proza.pl od Wydawnictwa Znak Literanova –  same polskie smakołyki, raczej z tej trudniejszej, bardziej wymagającej półki. Albo… stara seria Klub Interesującej Książki. Mam taki fetysz, że ratuję te staruszki z antykwariatów.W serii wyszli Singer, Irwin Shaw, Magda Szabo i wielu, wielu innych pisarzy, często już zupełnie u nas zapomnianych. A seria Na F/aktach? A Mistrzowie Prozy ze Świata Książki? A Sulina z Czarnego? Sporo tego, prawda? 😉

10. Dla odprężenia czytam kryminały i fantastykę

Czasem mam ochotę na rozrywkę. Taką czystą, miłą, przyjemną, rozkosznie bezrefleksyjną rozrywkę. Wtedy z pomocą przychodzi mi fantastyka (chociaż tu trzeba bardzo uważać, bo człowiek trafi przez przypadek na Lema czy LeGuin i znowu trzeba czytać wybitną literaturę…) i kryminał. Wiem, że te dwa gatunki gwarantują mi reset totalny, odmóżdżenie, absolutne pochłonięcie przez fabułę. Czasem zagryzę horrorem i thrillerem, ale raczej pozostaję wierna tym dwum gatunkom.


No więc sami widzicie. Książek, które potencjalnie chcę przeczytać jest dużo, a nawet bardzo dużo, ale jednak stosuję w moim życiu jakiś klucz i nie sięgam po wszystko, co trafia do działu: nowości na Legimi albo po każdą książkę, którą proponują mi wydawnictwa w ramach współprac. Nie ma dla mnie znaczenia, jak wygląda okładka (to znaczy: kocham pięknie wydane książki, ale traktuję to raczej jako bonus od życia), nauczyłam się już olewać wysokie oceny na Lubimy Czytać, a jeśli chodzi o polecenia blogerskie, to podchodzę z coraz większą rezerwą (choć jest paru blogerów, którym nadal ufam).

Te zasady pozwalają mi jakoś jeszcze funkcjonować w tym szalonym, literackim świecie. Chcecie przykład? Oto on. Zaszłam sobie dziś, tak zupełnie mimochodem i przy okazji do antykwariatu. Wyszłam z trzema książkami – Zjawą Singera, Zielonym namiotem Ludmiły Ulickiej i Ciężkim piaskiem Anatolija Rybakowa. Wszystkie trzy spełniają punkt pierwszy (ukochani pisarze!), punkt drugi (temat, a więc Rosja i Żydzi), a dwie (Ulicka i Rybakow) dodatkowo jeszcze punkt dziewiąty. Więc nikt mi nie powie, nikt (!), że to były zupełnie przypadkowe i bezsensowne zakupy!

A Wy? Jakimi kryteriami kierujecie się w doborze książek do czytania? A może sięgacie po lekturę zupełnie spontanicznie? 

  • Grunt to znać swój gust i orientować się w rynku czytelniczym. Pod wieloma Twoimi punktami mogę się podpisać. Unikam pewnych gatunków (np. obyczajówki czy romanse) . Kieruję się tematyką – losy ludzkie wpisane w historię, zwłaszcza drugiej wojny (i podobnie jak u Ciebie – tematyka żydowska. Czytałaś już ,,Falszerzy pieprzu”?) . Są wydawnictwa, na których polegam i autorzy, którym ufam. I tacy, których jak ognia unikam. Są ludzie w blogosferze i na bookstagramie, z których opiniami się liczę i co do których przekonałam się, że nasze gusta są na tyle zbieżne, że mogę sięgać po książki przez nich czytane (tutaj nieśmiało usmiecham się w Twoją stronę. Albo nie – uśmiecham się pełną gębą )

  • Beata Gołembiowska Nawrocka

    No to teraz rozumiem Magdo, dlaczego nie chcesz sięgnąć po moje książki. Żadne z szacownych wydawnictw, które wymieniłaś ich nie wydało, chociaż pocieszam się, że nawet taki Znak potrafi wydać kiepskie pozycje. I chociaż moje powieści zdobyły uznanie wśród czytelników wykształconych, często po polonistyce, to jednak … No trudno. Może, jak Znak mnie wyda to sięgniesz. A tak z innej beczki. Kiedyś byłam molem książkowym i pochłaniałam wiele, ale teraz zaczynam książki i odkładam. Na palcach mogę policzyć takie, które uznaję za wybitne. Dla mnie książka musi spełniać następujące wymogi: ciekawa fabuła, najlepiej oparta na autentycznych wydarzeniach, nietuzinkowe postacie – nawet te szlachetne i dobre muszą mieć jakieś wady, przesłanie, które podnosi na duchu. Może staję się przewrażliwiona, ale już nie potrafię czytać ponurych, przerażających historii, które doprowadzają do depresji. Jeśli chodzi o literaturę kobiecą, to od czasu do czasu podczytuję sobie Jane Austin, czy Lucy Montgomery. To mnie relaksuje. Natomiast polska literatura kobieca – w sumie nie lubię tego określenia, „literatura kobieca”, jakoś mnie nie pociąga. Chociaż moje pisanie czasami zaliczają do tego nurtu i wtedy bronię się, nazywając je literatura obyczajową. Ogólny wniosek, pisarzy ostatnio się namnożyło, trudno nawet się w nich rozeznać, a na arcydzieło jest niezwykle trudno trafić. Zresztą kryteria arcydzieł są różne. Nagrodzonych Nike „Ksiąg Jakubowych” Tokarczuk nie mogłam strawić. Co oczywiście nie oznacza, że nie jest to arcydzieło. Z ostatnio przeczytanych książek, które za takie mogę uznać to „Berlin, późne lato” Grzegorza Kozery i Carlosa Zafon’a Cień wiatru. Wróciłam do Folwarku Zwierzęcego Orwella, jako książki, która niestety znów jest aktualna – i ponownie jestem pełna podziwu nad jej konstrukcją i językiem.
    http://www.beatagolembiowska.studiobim.ca

  • Agata

    Ja niestety ostatnio mam co raz mniej czasu i najczęściej czytam w środkach komunikacji miejskiej, gdzie najlepiej „wchodzą” mi książki lekkie, łatwe i przyjemne, dlatego takie ostatnio czytam najczęściej 🙁 A nawet jak czytam coś „ambitniejszego” (teraz np. Pragnienie Flanagana) to mam wrażenie, że coś mi umyka i w innych warunkach więcej bym z książki wyniosła i bardziej doceniła.

    • Oj, miałam tak samo 😉 Kiedy dojeżdżałam do pracy jesienią czytałam głównie kryminały, thrillery i fantastykę, niewiele innych książek „wchodziło” mi w autobusie. Ale dobrze sprawdzały się też reportaże – przeczytałam wtedy kilka naprawdę ciekawych pozycji 🙂

  • Czasem zwyczajnie intuicją. W ten sposób odkryłam Murakamiego, gdy jeszcze nie był znany.
    Czasem okładką. Ładna wzrok przyciąga i zerkam, czy warto czytać.
    Klasyki zwyczajnie nie lubię. Może coś kiedyś się zdarzy, że godne jest uwagi. Jednak z zasady nie.
    Język już nie ten i zwyczaje. Wolę książki z obecnych czasów i niekoniecznie te nagrodzone, bo przecież ludzie, którzy nagrodzili nie muszą mieć takiego jak ja gustu i tak ,,Śnieg,, Pamuka dla mnie kiepski, a jego ,,Nazywam się Czerwień,, bardzo dobra opowieść.
    Tak więc kryteria mojego doboru są bardzo indywidualne i trochę inne niż Twoje.
    Fantastykę też lubię, ale nie wszystko.
    Kryminałów raczej nie. Podobnie z pisanym dla kobiet książkami, choć i tu zdarzają się wyjątki.

    • Dziękuję za komentarz. Najważniejsze, to wiedzieć co się lubi i co się u nas sprawdza. I to fakt, że czasami książki tego samego autora są bardzo nierówne, ale po prostu zbyt dużo jest pozycji na mojej liście, żebym podejmowała ryzyko 🙂

      PS Murakamiego lubię już od lat, ale zupełnie nie pamiętam, jak na niego trafiłam 😉

  • Paweł Brachaczek

    Punk 5 i 10 przecież nie gwarantuje „dobrej książki”. Wręcz przeciwnie.

    • Same w sobie – pewnie, że nie. Ale, tak jak napisałam – nowości (które czytam przede wszystkim ze względu na bloga) dobieram zgodnie z moimi upodobaniami – czytam autorów, których znam, pisarzy nagradzanych i docenianych, sięgam po książki z polecenia osób zaufanych i te, których tematyka mnie szczególnie interesuje, z lubianych przeze mnie serii czytelniczych. Wiadomo – to nie daje 100% skuteczności (teraz na przykład czytam książkę z fajnej serii wydawniczej, która jest słaba), ale często działa.

      A co do kryminałów i fantastyki – nie mam w stosunku do nich jakiś szczególnych wymagań. Bardzo lubię takie książki i nawet jeśli są słabsze – ja się i tak zazwyczaj dobrze przy nich bawię 🙂

      • Paweł Brachaczek

        Ja rozumiem, też mam czasem ochotę przeczytać coś lekkiego albo głośną nowość. Ale tytuł artykułu to „10
        zasad, dzięki którym sięgam tylko po dobre książki”. Te dwa punkty nie pasują do tezy. Najczęściej wybór klasyki, sprawdzonego autora albo sprawdzonej serii w moim wypadku oznacza dobry wybór;)

        • Pasują, jeśli weźmie się pod uwagę całość, a nie tylko sam nagłówek 😉 Aczkolwiek przyznaję, że punkt 5 jest nieprecyzyjny, bo powinien brzmieć: czytam tylko te głośne nowości, które przejdą przez mój osobisty filtr 🙂

  • Z częścią twoich tez się zgadzam, ale z częścią nie. 1, 4, 8, 9 – jak najbardziej. 2 – tu można się nieźle utopić. Im lepiej orientujesz się w temacie (głównie chodzi o literaturę faktu, ale nie tylko), tym mocniej widzisz, jakie bzdury niektórzy autorzy serwują. 3 – z jednej strony tak. Sama czytam dużo klasyki, przede wszystkim XIX-wiecznych powieści realistycznych, ale dość często satysfakcja wiąże się głównie z poznaniem „klasycznej” powieści. Dużo z nich się niestety zdezaktualizowało, co dość znacznie obniża poziom czytelniczego zadowolenia… 5 – o nie. Jakieś 70-80% głośnych powieści (tych ambitniejszych w teorii) okazuje się syfem. Albo przynajmniej czymś po prostu nie zasługującym na większą popularność. 6 – może to kwestia rodziny, ale w mojej to ja jestem tym bardzo wymagającym czytelnikiem 😉 10 – jestem wielką miłośniczką fantastyki, ale dobrych pozycji rozrywkowych (zresztą nie tylko w tym gatunku) jest na rynku jak na lekarstwo. Bezpieczniej sięgać po te ambitne 😀
    Pozdrawiam!
    Między sklejonymi kartkami

    • 2 – to prawda, ale niestety żaden z moich sposobów nie jest niezawodny.
      3 – nie każda klasyka dziś zachwyca, nie na każdą mam też ochotę. Że się dezaktualizuje – po części na pewno, ale ogromna większość jest jednak mniej lub bardziej uniwersalna – i dlatego stała się klasyką. Zresztą – ja po prostu lubię sięgnąć raz na jakiś czas po powieść pisaną inaczej niż te współczesne.
      10 – tak bardzo lubię fantastykę i kryminał, że moje wymagania są stosunkowo niewielkie. Zresztą – mam tutaj filtr w postaci mojej mamy (kryminał – uwielbia je) i mojego męża (zaczytuje się fantastyką), więc rzadko sięgam po coś zupełnie w ciemno 🙂

      Co do piątki – zgadzam się. Jednak (chyba nieprecyzyjnie się wyraziłam we wpisie) chodziło mi o to, że czytam nowości ze względu na bloga i dlatego, że chcę być na bieżąco, lecz stosuję do nich filtr, dzięki któremu odrzucam wiele w przedbiegach. Oczywiście i tu zdarzyło mi się parę razy mocno naciąć. W zeszłym roku moim rozczarowaniem było „Ósme życie” – temat bardzo mój, obietnice niewiadomoczego, a okazało się, że jest to porządnie napisane czytadło i nic poza tym.

  • O widzisz, mam bardzo podobne zasady – może poza czytaniem tego, co poleca rodzina, bo moja rodzina nie czyta (można ich opcjonalnie wymienić na kilku zaufanych znajomych z reala i sieci). Ale te cały system mnie zawodzi. W sensie, ze nie przynosi mi nic szczególnie wybitnego. Owszem, sporo jest książek na tróję z plusem czy mocną czwórkę, ale na przykład w tym roku zachwyciła mnie jak dotąd tylko jedna książka (a i to nie ze względu na wybitną wartość literacką – choć z tej strony też jest niezła – tylko ma kombinację motywów, które po prostu uwielbiam). Sytuację komplikuje fakt, że z klasyką często mam tak, że obiektywnie widzę wybitność, ale subiektywnie kompletnie nie porywa… Mam dość przeciętności, łaknę zachwytów.

    • Ale 3+ to doskonała ocena 😀 A mocna 4, to już w ogóle 😉 Większość przeczytanych przeze mnie książek w ostatnim półroczu miała ocenę między 6, a 8 gwiazdek (patrząc po Lubimy Czytać). Chodzi mi o to, że sięgam raczej (bo też nie zawsze) po książki dobre, takie, których czytanie nie boli. Kiedyś czytałam dużo więcej badziewia – bo reklama, bo blogerzy polecali. A prawdziwe zachwyty… Może jakby było ich więcej, to już by tak nie cieszyły? 😀

      • Paweł Brachaczek

        ..

  • Dziękuję za miłe słowa <3 A co do blogowania i książek – podejmuję naprawdę niewiele współprac i głównie kupuję książki sama (zbyt wiele i zbyt często 😉 ) Współprace z wydawnictwami mają w moim przypadku sens wyłącznie, kiedy dostaję książkę, którą i tak chciałabym przeczytać. Czyli zdecydowanie nie każdą 😉

  • Dla mnie główną i najważniejszą zasadą jest czytanie według własnych zainteresowań 🙂 Jeśli dobiera się książki według takiego kryterium, jest naprawdę mała szansa, że się zawiedziemy. Choć czasami się zdarza, oczywiście…

  • 1. Ulubieni i sprawdzeni autorzy. 2. Głośne nowości czasem, ale nie od razu tylko jak minie szał – muszę mieć pewność, że nie kupuję tylko dlatego, że wszyscy to czytają, tylko faktycznie chcę. Jeśli chęć utrzyma się dłużej i nie mija, to biorę 😉 3. Czasem sugeruję się okładkami albo opisami na okładkach. Jeśli coś jest dobrze zaprojektowane graficznie, to jest szansa, że zawartość też będzie dobra. Opisy często są fragmentami książki i wtedy można wyłapać język, albo są polecenia lubianych przeze mnie autorów – to też mnie przekonuje. 4. Zachcianki często odkładam np. do obserwowanych na upolujebooka.pl i często po miesiącu usuwam, bo mi przechodzi. Odrzucam tym samym kaprysy 😉 5. Oczywiście wg. zainteresowań i poleceń, ale polecenia też często przesiewam jeszcze przez swoje inne kryteria 😉

  • Ewelina

    Dla mnie przede wszystkim liczy się tematyka i sposób pisania. Jeśli streszczenie fabuły mnie zainteresuje i spasuje fragment podczytany np. w empiku to kupuję. Czytam różne rzeczy, ale nie zmuszam się do niczego, choć nie odkładam rozpoczętych książek.

    • Też nie odkładam rozpoczętych książek (chyba że czegoś się już totalnie nie da czytać) 🙂 A czytanie fragmentów to świetna metoda. U mnie się niestety nie sprawdzi, bo książki kupuję głównie w sieci, a na zakupach w okolicy księgarni jestem bardzo rzadko i zazwyczaj w biegu 🙂

  • Hm, nie zastanawiałam się nad moimi kryteriami. Chociaż, jeśli przemyślę sprawę, na pewno uda mi się stworzyć podobną listę;) Natomiast podziwiam to, że wypracowałaś sobie takie właśnie kryteria i się ich trzymasz – to pozwala na bardziej świadomy dobór lektur i zwiększa prawdopodobieństwo, że konkretna książka Ci się spodoba. Ale… nie masz czasem ochoty troszkę zaszaleć i sięgnąć po coś, co kompletnie nie pasuje do powyższych punktów (i nie mam tu na myśli powieści obyczajowych, o których wspominałaś;) ?

    • Mam 😀 I czasami szaleję (chociaż te punkty tak naprawdę wyczerpują niemalże wszystkie książki na jakie mogę mieć ochotę!), ale zazwyczaj te szaleństwa kończą się czytelniczymi rozczarowaniami.

  • Pingback: Topografia pamięci - Martin Pollack - recenzja - Skrytka na kulturę()

  • Moje spontaniczne wybory raczej kończyły się słabo, dlatego zwykle wybieram kolejne lektury na podstawie opisów i recenzji w internecie i mediach 🙂

%d bloggers like this: