Szopka Zośki Papużanki – recenzja

Rzadko czytam książki tego samego pisarza bezpośrednio po sobie. Tego zaszczytu dostąpiło jak na razie niewielu autorów i jeśli już, to były to kontynuacje serii. W przypadku pojedynczych powieści, a zwłaszcza prozy nieco bardziej ambitnej, lubię robić sobie przerwy. Chcę mieć czas na przetrawienie danej lektury, przemyślenie i odpoczynek od stylu pisania i sposobu myślenia autora. Dlatego sama byłam zdziwiona, kiedy po łyknięciu niemalże na raz doskonałej powieści Zośki Papużanki On sięgnęłam po Szopkę. Od razu, bez zastanowienia. I tę drugą przeczytałam równie szybko i z równie dużym smakiem. Jednak jeśli mam być szczera, teraz tej decyzji żałuję, bo po pierwsze już nic więcej Papużanki nie przeczytam, bo nic więcej nie ma. A po drugie – wrażenia z lektury pierwszej z powieści bardzo mi się zatarły i jakby zlały w jedno z Szopką. I mimo że początkowo chciałam Wam opowiedzieć o tych dwóch pozycjach, bo obie są niezwykle dobre i warte uwagi, dam radę napisać tylko o jednej. Mam nauczkę na przyszłość! Jeśli zaś chcecie poczytać o On (nie wiem jak to odmieniać? O Nim? A może nie odmieniać wcale?) doskonale zrecenzowała tę książkę Cocteau and Co (klik). A ja zapraszam Was na moje wrażenia z debiutanckiej powieści autorki, choć nie ukrywam, że On też będzie się momentami przewijał. Oto Szopka Zośki Papużanki! Z malusieńkimi spoilerami.

Rodzina, ach rodzina

Szopka Zośki Papużanki to krótka, acz przepełniona treścią saga rodzinna, która opisuje losy pewnej z pozoru normalnej polskiej familii. W tym stadle nie ma przecież alkoholu, nie ma przemocy fizycznej, nie ma skrajnej biedy. A jednak coś jest mocno nie tak. Szopka to właśnie rodzina, a rodzina to właśnie szopka. Cyrk. Cyrk pełen błędów, złości, niesprawiedliwych ocen. To zło i spokojnie, dzień po dniu wzrastająca nienawiść. To ekspansywna i agresywna matka, zastraszony i potulny ojciec oraz dwójka dzieci – Maciuś i Wanda.

Szopka to jest tutaj, proszę pana – powiedział bardzo poważnie Maciuś – Siedem dni w tygodniu.

Brutalny i odarty z wszelkich upiększeń portret rodziny – taka jest Szopka Zośki Papużanki. To opowieść dość ponura w wydźwięku, momentami wręcz nieco przerysowana, daleka od słodkiej, naiwnej narracji, która charakteryzuje tak wiele współczesnych powieści o rodzinach. Tu rodziną jest totalnie niedopasowany patchwork, przypadkowy zlepek przypadkowych rzeczy. Nie wiadomo właściwie po co i dlaczego powstała, nie wiadomo dokąd zmierza (poza tym, że na pewno nie jest to żadne dobre miejsce). Nie ma tu miłości, zrozumienia, akceptacji, nie ma bliskości, nie ma rozsądku. Nawet jeśli pojawiają się uczucia, to na chwilę, by zaraz rozmyć się w powszechnej beznadziei. Dzieci wychowywane w tych warunkach będą naznaczone bolesnym rodzinnym piętnem do końca życia. Każde na swój sposób. Tylko kto przegra, kto przegra, to zawsze wiadomo od początku.

Językowe mistrzostwo i zabawa formą

Szopka Zośki Papużanki przede wszystkim zachwyca lekkością i melodią języka. Autorka ma niezwykłe wyczucie do używania trafnych i dobitnych wyrażeń tam, gdzie trzeba, potrafi też opisywać rzeczy w taki sposób, by w zaledwie dwóch słowach zmieścić cały emocjonalny ładunek, sens, ironię i ból. Do tego dochodzi bardzo dobry słuch Papużanki do dialogów i postaci. Na przykład:

– Przestańcie kląć! Co wy sobie wyobrażacie, pijaki jedne! Tu są dzieci! W moim domu, niedoczekanie wasze!!!

– O, przepraszam uprzejmie – powiedziała wódka w panu stróżu – ja tym domem zarządzam.

– I ja przepraszam – powiedziała wódka w starym – ja na ten dom daję pieniądze.

– I gówno obaj macie do gadania – przemówiła zajadła trzeźwość. (…)

Do tych słownych zabaw dochodzi jeszcze zabawa formą – nie do końca wiadomo, kto jest narratorem, bo ten się zmienia. Raz jest trzecioosobowy, innym razem wchodzimy w pierwszoosobową narrację jednego z bohaterów. Na szczęście te dość delikatne eksperymenty i gry z czytelnikiem nie niszczą przyjemności czytania. Są na tyle subtelne i przemyślane, że bardziej doświadczonym powieścioczytaczom dają radość i dodatkową atrakcję, a czytelnika mniej wprawionego, szukającego po prostu dobrej historii, nie przytłoczą i nie zmęczą. To wielka zaleta tej książki.

Proza Zośki Papużanki – doskonały portret epoki

Jedną z rzeczy, która ujęła mnie w prozie Zośki Papużanki, jest sposób, w jaki oddaje miniony czas – PRL-u i lat 90-tych. Wyszukuje takie piękne szczegóły – dotyczące jedzenia, ówczesnego, dość przaśnego lifestyle’u, podejścia do życia, ubioru. Dla wielu młodszych czytelników to może być totalna egzotyka i prehistoria (co też jest przecież fascynujące), a u osób w wieku 30 plus (starość, starość, starość) niektóre fragmenty mogą wywołać całkiem sporą falę wspomnień. Co więcej pewne pozostałości tego stylu życia można spotkać do dziś*. Zarówno On, jak i Szopka pełne są szczegółów – z domu, ze szkoły, z pracy, z ulicy, które wyławiałam z tekstu z najwyższą przyjemnością. Najbardziej zauroczył mnie opis szkoły Śpika – mimo że bohater chodził do niej w nieco wcześniejszym okresie niż ja (bo w drugiej połowie lat 80-tych), wiele detali i ogólna atmosfera były identyczne, jak te znane mi z lat 90-tych.

Czy czegoś zabrakło?

Szopka Zośki Papużanki to naprawdę bardzo, bardzo dobra powieść. Wciągająca, emocjonująca, niesamowicie, melodyjnie napisana. Jak na debiut wręcz doskonała. Jednak jest jedna rzecz, która mi w tej książce trochę przeszkadzała – bohaterowie. Bardzo ciekawie, mądrze i autentycznie napisana jest postać ojca. To bohater wielowymiarowy, którego z każdą stroną poznajemy i rozumiemy lepiej. Ma swoją historię, a jego zachowania można oceniać różnie, patrzeć na nie z różnych, zmieniających się perspektyw. Natomiast zabrakło mi głębszego wglądu w postać matki, która przedstawiona została jako osoba głupia, zła i … tyle. Cały czas czekałam na jakiś zwrot akcji, jakiś nowy poziom jej osobowości i zawiodłam się, niestety.


Szopka Zośki Papużanki to książka, którą bardzo, bardzo polecam wszystkim lubiącym mądre i ciekawe historie. Spodoba się ona każdemu, kto jest otwarty na literaturę i nie boi się małych eksperymentów. Usatysfakcjonowany będzie każdy poszukiwacz świeżości w polskiej prozie. Ja jestem zdecydowanie na tak i już wypatruję kolejnych powieści Zośki Papużanki, która błyskawicznie, w ciągu dosłownie kilku dni, awansowała do grona moich ukochanych autorów.

Moja ocena: 8/10

 

Po więcej ciekawej polskiej prozy wpadajcie tu:

Inna dusza Łukasz Orbitowski

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina Weronika Murek

Dom z witrażem Żanna Słoniowska

Sońka Ignacy Karpowicz

*widzę je w domu moich teściów (u moich rodziców już nie – tam rządzi kasza quinoa, rezygnacja z czerwonego mięsa i nowoczesność pełną gębą). Podczas lektury kilka razy stawał mi przed oczami dom rodziców Pawła, co było na swój sposób bardzo przyjemne.

%d bloggers like this: