Dlaczego tak dużo czytasz?! Na pewno nie masz życia!

Wiecie, że czytam dużo. Nawet bardzo dużo. Dwie książki tygodniowo to ostatnio norma, która przychodzi mi bez najmniejszego trudu. Nie uważam tego za szczególny powód do chwały czy szpanu – robię to co lubię, co sprawia mi przyjemność. Poza tym prowadzę bloga o książkach i choć blog ten ma charakter amatorski, to jednak traktuję go bardzo poważnie i żyję literaturę. Dlatego czytanie dużo jest dla mnie czymś naturalnym, nie wymagającym większego komentarza – tak żyję, tak mi dobrze, zresztą poza tonięciem w lekturach robię parę innych rzeczy (ale o tym za chwilę). Jednak okazuje się, że to wcale nie jest takie oczywiste. W każdym razie nie dla każdego.

Byłam ostatnio na spotkaniu towarzyskim w dość dużym gronie, głównie dalsi znajomi. Jakoś tak od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o książkach. Najpierw o tych ulubionych, potem płynnie przeszliśmy do ilości. Kto ile czyta – tygodniowo, miesięcznie, rocznie. No to powiedziałam ile. Że dużo. Że w zeszłym roku to prawie sto, a w tym już kilkanaście. I nagle gwar ucichł, pokój opanowała dziwna cisza, a większość spojrzeń skierowała się na moją skromną osobę. Szok trwał jeszcze przez kilka sekund, po czym usłyszałam TE SŁOWA, okraszone ironicznym i niezbyt przyjaznym uśmiechem*: wiesz… ja nie czytam tylu książek, bo mam pasje i zainteresowania. Aha.

Oczywiście wtedy nie było mnie stać na żadną ciętą ripostę (znacie na pewno ten stan, kiedy w kluczowym momencie mówicie yyyyy albo ewentualnie, w wersji nieco bardziej erudycyjnej no tak, tak, a godzinę później w głowie macie co najmniej dziesięć różnych sposobów na uszczypliwą odpowiedź), przemilczałam. Zrobiło mi się trochę przykro, ale nie bardzo, bo ja się ogólnie takimi rzeczami niespecjalnie przejmuję.

Ale potem sobie uświadomiłam, że to nie jest pierwszy raz, kiedy słyszę/czytam te słowa. Uświadomiłam sobie, że to jest najczęstszy komentarz kierowany do osób czytających więcej niż 1 książkę tygodniowo (a zazwyczaj – niestety – w ogóle do czytelników). Idzie w parze z drugim – ja nie mam czasu tyle czytać – mam pracę, dom, dziecko na głowie. Chciałabym mieć tyle wolnego czasu. Ludzie mówiąc to lub pisząc w internetach, patrzą głęboko w Twoje oczy – te prawdziwe i te wirtualne – a Ty między wierszami słyszysz pogardę. I już wiesz, że jesteś totalnym no-lifem.

Bo okazuje się, że jeśli czytasz dużo (znowu pojawia się pytanie – ile to dużo – przyjmijmy jednak, że są to dwie książki tygodniowo i więcej) to generalnie a) nie masz życia i zainteresowań (książki oczywiście nie mogą być pasją samą w sobie, to zbyt banalne) albo b) jesteś bezrobotnym samotnikiem albo c) wszystko inne olewasz ciepłym i parującym moczem, masz w domu koty z kurzu, dziecko nie jadło od tygodnia, a na spacerze było ostatnio miesiąc temu, kiedy zlitowała się nad nim babcia. Niby nikt tego nie mówi wprost, ale kontekst jest dość jasny: multiczytelniku, jesteś kretem bez życia! I trochę mnie to śmieszy, trochę wkurza, ale po tej ostatniej takiej rozmowie zaczęłam się zastanawiać: a może ja faktycznie przesadzam? Może to za dużo? Może przez to nałogowe pochłanianie książek coś mi umyka? I wiecie co? Wyszło mi, że wcale nie!

Ja nie czytam tylu książek, bo mam pasje i zainteresowania

No dobra. Ale ja przecież też mam pasje i zainteresowania. Książki na przykład 😉 A tak poważnie mówiąc: kręci mnie kultura w ogóle – nie tylko literatura. Kino (szczególnie to stare), teatr. Poza tym uwielbiam kuchnię – poznawanie nowych smaków i potraw, kulinarne eksperymenty, a jeśli w ostatnich latach gotuję nieco mniej i monotonniej, to tylko dlatego, że na prawdziwe szaleństwo przy garach mogę sobie pozwolić, kiedy Gryzak idzie wieczorem spać, a wtedy już podobno nie powinno się jeść 😉 Uwielbiam podróże, wycieczki, lubię czasami zrobić jakieś DYI (od niedawna i niespecjalnie się tym chwalę, bo talentu nie mam za grosz…). Nigdy nie zrezygnowałam z nowej aktywności, z wyjazdu, ze spotkania z ludźmi dla książki. Nigdy.

Tyle ja. Ale prawda jest tak, że każdy szalony książkoholik, którego znam – z internetu czy osobiście, to ktoś, kto ma jeszcze inne zainteresowania. Są to osoby otwarte, o szerokich horyzontach, ciekawe świata i praktycznie zawsze jest coś, co poza książkami lubią robić i czemu namiętnie się oddają w wolnych chwilach. Często są to też ludzie mocno zajęci na co dzień. W każdym razie, to że się czyta 70, 100 albo i więcej książek rocznie wcale nie znaczy automatycznie, że poza tym nie robi się nic innego. Zazwyczaj jest wprost przeciwnie. I tu płynnie przechodzimy do zarzutu drugiego.

Chciałabym mieć tyle wolnego czasu na czytanie

Oooo. Ja też. Kiedy słyszę to zdanie, zawsze chce mi się głośno śmiać 😀 Bo na czytanie książek – takie wiecie, że sobie siadam z powieścią, herbatą i ciastkiem – mam czas tak naprawdę tylko wieczorami, kiedy już ogarnę Gryzaka, dom i bloga. Czasami w weekendy robię sobie książkową chwilę dla siebie – Paweł i Gryzi jadą w tym czasie na basen albo idą na spacer. Są jeszcze oczywiście drzemki Gryzaka, ale wtedy często zajmuję się blogiem, robię obiad albo załatwiam wszystko to, co załatwia się przy komputerze, a czego zrobić nie mogę, kiedy moje dziecię grasuje. Serio. Poza tym często w ciągu dnia pracuję, a wtedy co prawda nie mam dziecka na głowie, ale i tak zajęta jestem czymś zupełnie innym. Czytam wieczorem i trochę w dzień. I to też nie zawsze, bo co najmniej raz w tygodniu wychodzę – z kimś się spotkać, do kina, ostatnio do teatru (i mam zamiar to kontynuować), poza tym zdarza mi się obejrzeć film, serial albo spędzić wieczór z Pawłem na piciu razem wina i rozmowach.

Gdzie więc jest ten mój legendarny wolny czas? Co się z nim stało? Oto jest pytanie! A w rzeczywistości jest tak, że – podobnie jak większość książkoholików – jakoś tak sprytnie funkcjonuję, że tu poczytam, tam poczytam, tu godzinka, tam pół i powieść skończona. To jest naturalne, normalne. Czytanie jest czymś co się po prostu robi, co po prostu jest. I okazuje się, że nie trzeba mieć na to nie wiadomo ile czasu. Gryzak się zabawił – łyknę parę stron! Robię sobie przerwę w pracy – 15 minut dla książki. Jadę autobusem albo samochodem – wiadomo. Czekam na coś – czytam. Przed snem, co najmniej 20 minut czytania. I tak dalej, i tak dalej, a z tych drobnych przerywników raptem zbierają się 2 godziny dziennie 🙂 I myślę, że większość maksymalnie zaczytanych ludzi właśnie w ten sposób pochłania książki – przy okazji, naturalnie. Jakby oddychali.


Więc to naprawdę nie jest tak, że jeśli czytasz dużo i bardzo dużo, to rezygnujesz z czegoś, nie masz hobby poza książkami, jesteś nudny, jak flaki z olejem albo masz nieskończone pokłady wolnego czasu i zero życia. Nie. To po prostu kwestia nawyku, pasji, czytelniczego apetytu. Pewnie przyjdzie w moim życiu taki czas, że zajmę się zupełnie innymi sprawami, pochłanianie takich ilości literatury mnie zmęczy (kto to wie?) i będę czytała na przykład 30-40 książek rocznie (bo że czytać będę zawsze – tu nie mam wątpliwości). Nigdy jednak nie stwierdzę, że osoba dla której normą są 2-3 pozycje tygodniowo jest nudnym no-lifem. Bo to w 90% przypadków nie jest prawda. A nawet jeśli jest – ktoś jest samotny, nie ma pracy, nie ma rodziny  i ucieka w literaturę – to taki komentarz sprawi tylko, że zrobi mu się przykro. Więc naprawdę lepiej go sobie darować, prawda?

 

*Tak było. Naprawdę nie należę do osób przewrażliwionych.

  • Dziwi mnie, że niektórzy ludzie nie potrafią zaakceptować, że książki też mogą być pasją.
    A swoją drogą, to czytanie czasem rzeczywiście dzieje się jakimś kosztem, np. snu, telewizji, jakiegoś wyjścia towarzyskiego, ale to kwestia indywidualnego wyboru.

    • U mnie właśnie niespecjalnie jest kosztem czegoś – zwłaszcza jeśli chodzi o sen 😀 Czasami mam nawet ochotę zarwać noc z jakąś super książką, ale nie jestem w stanie – po prostu zasypiam na kanapie 😀 Pewnie gdybym nie czytała książek oglądałabym więcej seriali (uwielbiam!), ale mimo wszystko jakoś nie jest mi ich żal.

  • Agata

    Zawsze, jak słyszę: „Naprawdę tyle czytasz?” to czuję się, jak taki totalny no-life, a przecież mam pracę, znajomych, chodzę do kina, teatru, escape room’ów, ostatnio zapisałam się na kurs hiszpańskiego. Chce mi się żyć i czytać, choćby było to pół godziny dziennie, dy jadę metrem 😉

    • Escape roomy <3 Zazdroszczę kursu hiszpańskiego – też myślę o jakimś nowym języku, może od września coś zacznę 🙂

      • Agata

        Jeszcze będę przeklinać dzień, w którym się zapisałam – piątki 16-20 😛

  • Ja przestałam się już tym przejmować, chociaż kiedyś faktycznie było mi przykro. Przeważnie w rozmowach nie mówię o liczbach – ograniczam się do sporo 😉 Ale, no właśnie, mam z kim pogadać, mam coś poza czytaniem i naprawdę nie czuję się, żeby moje życie kończyło się na książce. Pracuję, mam dziecko, znajomych i przyjaciół. Do kina nie chodzę, bo nie lubię 😉

    Pisałam kiedyś na blogu na ten temat, bo dostałam kopniaka w sam środek, a co usłyszałam? Bez zbędnych epitetów: kłamię, po prostu kłamię, że tyle czytam 😉

    Pozdrawiam i podpisuję się pod Twoimi słowami 🙂

    • Gosia Szczep

      O tak! Kłamię że to przeczytałam bo to niemożliwe!

    • Gosia Szczep

      Ja też czytam dużo i uważam, że to moja pasja. Mam dwoje dzieci w wieku szkolnym i ich lekcje w pakiecie;) mam inne zainteresowania, uprawiam aktywnie sport i pracuje od lat na półtora etatu. Zdarza się spać mało ale życie jest piękne!! Kocham książki!

    • Coś mi się zdaje, że pamiętam Twój tekst 🙂 Swoją drogą ludzie są naprawdę niesamowici <3

  • Anna Gąsecka

    to skąd ja to znam… a czytać można wszędzie. jakieś 20-18 lat temu bardzo spóżnił mi się pociąg. nie miałam nic do czytania i to było okropne. nauczyłam się że zawsze trzeba mieć coś do poczytania. więc jak tylko pociąg się opóżnia, wieczorem, w kolejce do lekarza, w tramwaju… czytam. aha, i mam czas na wakacje, na rozmowy z bliskimi, na telefony, na kino i tak dalej.

    • Mam identycznie – zawsze, jak wychodzę z domu mam ze sobą książkę i mogę zapomnieć portfela, ale książki – nigdy :D. A jak wyjeżdżam na wakacje na tydzień (na których zazwyczaj prawie nic nie czytam, bo spędzamy je bardzo aktywnie) zabieram czytnik i trzy książki (na wypadek zepsutego czytnika…). Żelazny zapas musi być!

  • Kiedy byłam mała bolało mnie to, że koledzy i koleżanki z klasy uważali mnie za kujona. A teraz? Teraz, gdy ktoś o mnie tak mówi/myśli to gratuluję sobie w duchu. Kocham czytać książki i uwielbiam się uczyć. Książki powodują, że czuję się o niebo mądrzejsza od większości ludzi, których znam, a którzy czytają od wielkiego dzwonu.
    A jeśli ktoś uważa mnie za no-life, bo dużo czytam? No cóż, przestałam się przejmować takimi bezpodstawnymi komentarzami. Nie jest mi już nawet ani przykro ani głupio. Myślę sobie wtedy: „no spoko, ciekawe jakie TY masz bujne życie towarzyskie. Praca, dom, dziecko. Nie gratuluję i nie zazdroszczę. Swoją drogą świetna organizacja czasu, że starcza ci go na tak wiele rzeczy”. I od razu znam swoją wartość i wiem, że mam rację 🙂
    Nie przejmuj się i nie daj sobie zepsuć dobrego humoru takimi uszczypliwymi komentarzami! Szkoda nerwów!

    • To prawda – szkoda nerwów! Tylko czasami człowiek uświadamia to sobie dopiero po fakcie 😉

      • Wiem, a najgorsze jest to, że w danej chwili człowiekowi brakuje odpowiedniego komentarza, który mógłby zamknąć takim osobom buzię.

  • Paulina Szymańska

    Mnie osobiście najbardziej rozczuliło, kiedy w mojej poprzedniej pracy wywiązała się dyskusja jaka to straszna strata czasu czytać „jakieś takie historyjki”. A kilka minut później głęboka rozkmina nad tym, jak to możliwe, że ja piszę te nasze pisma takim bogatym językiem i mam tyle pomysłów i ogólnie szybko łączę wątki i ostateczny komentarz – „bo ona dużo czyta”. Dziękuję, ukłony, schodzimy ze sceny.
    PS Za przyszłą noblistkę z dziedziny literatury się nie uważam, ale autentycznie jak się czyta wiele pism tzw. prawników i widzi te błędy stylistyczne i zaprzeczanie samym sobie, to nie trzeba być geniuszem, żeby za takiego robić 😀 A wystarczyłoby czasem poczytać i błędy stylistyczne same by zniknęły.

    • Rozkoszne <3 <3 <3 Ja też kiedyś usłyszałam w pracy, że marnuję czas na czytanie bzdur (powiedziane dokładnie tymi słowami) <3 A co do pism prawników – jako prawnik mogę tylko napisać, że faktycznie widziałam parę razy takie cuda, że aż miałam ochotę zadzwonić do autora pisma i wysłać go z powrotem do liceum 😉

  • pamietam jak w liceum mialam takie tempo czytania, to byly dobre czasy i lajf tez byl☺

  • Magdalena

    Kiedyś..

    Usłyszałam od mojego byłego już partnera, iż: „nie może być ze mną, bo za dużo czytam.” 😉
    Co ciekawe, wydawało mi się nieustannie, że za mało, bo dom/dziecko/teiinnesprawy lawinowo generują braki czasu na czytanie. ;]

  • Wojtek Chabiera

    Ja kiedyś usłyszałem, że za dużo czytam „pierdół” i nic z tego nie wynika praktycznego. To z ust kobiety którą kochałem 🙁

  • Jarmo

    Tylko człowiek bardzo ograniczony może powiedzieć o kimś kto dużo czyta, że jest nudny jak flaki z olejem. Sama rozmowa z tą osobą dałaby dużo dobrego tej zdziwionej osobie.

  • Kocham Cię moje życie blog

    Uwielbiam czytać, uwielbiam rozmowy o czytaniu. Może jestem nudna, ale moje życie wewnętrzne, ale i to zewnętrzne myślę tez jest bardzo bogate, kolorowe i z otwartymi horyzontami 🙂

  • Anka

    Nie umiem funkcjonować bez czytania przy jedzeniu :-), ale ostatnio wprowadziłam w życie genialny patent – wstaję pół godziny wcześniej i czytam pedałując na rowerze stacjonarnym 🙂

    • Zdrowie i książka – idealne połączenie <3 Ja za to nie lubię czytać przy jedzeniu, jakoś ciężko mi to wszystko razem skoordynować. Chociaż jak mam bardzo wciągającą książkę, to czasem się łamię i kończy się na jej ubrudzeniu. Po tym można poznać, że książka mi się bardzo podobała – jest uwalona jedzeniem 😉

  • Bardzo mądrze napisane. Wprawdzie sama teraz czytam mało, bo jakoś nie mogę pogodzić tego wszystkiego z pracą itd., ale to sprawia tylko, że tym bardziej podziwiam osoby, które znajdują czas na dom, rodzinę, przyjaciół, pracę, pasje, i na czytanie również. Podziwiam, trochę zazdroszczę, ale nie dyskryminuję. I bardzo dobrze robisz, że niespecjalnie przejmujesz się takimi komentarzami. Nie warto;)

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂 To czy ktoś dużo czyta to kwestia organizacji czasu, ale też upodobań. Na przykład mój mąż czyta dużo mniej ode mnie, mimo że dysponujemy podobnym czasem i oboje wykonujemy podobną pracę (przed komputerem, głównie z tekstem). On po prostu często twierdzi, że jest już zbyt zmęczony słowami i ma ochotę na coś innego – grę na Playstation, program polityczny albo sport w telewizji. Ja wtedy sobie czytam, bo żadna z tych rzeczy mnie nie interesuje 😀

  • neon

    Czytanie, w ogóle, to dobry sposób na poznawanie świata i człowieka, i bardzo go sobie cenię, ale z pewnością można to robić poza językiem pisanym. 🙂 Mam jednak problem, nie byłbym w stanie przeczytać nawet jednej książki wciągu tygodnia. :] Czytam sporo prasy (ok. 2- 3 artykuły dziennie), słucham interesujących audycji, słucham audiobooków, a papierowe książki… czekają na półce. Wciągu dnia udaje mi się przerzucić jedynie kilka kartek. Chociaż mam dużo wolnego czasu, to doba wydaje się jednak za krótka. Poza tym czytam powoli, notuję, zastanawiam się i czytam od nowa – staram się zaabsorbować każdą intrygującą myśl. Nie zaimponowałbym nikomu ilością przeczytanych ostatnio książek. 😉

    • Wszystko jest kwestią wyboru i preferencji. Ja na przykład bardzo rzadko sięgam po gazety (choć chciałabym częściej, ale jakoś mi nie wychodzi), a z prędkością czytania jest różnie. Przez większość książek idę, jak burza, ale czasami zdarzy się pozycja, którą właśnie tak „męczę” – notuję, czytam fragmenty po parę razy. Głównie chodzi mi o to żeby się nawzajem szanować i nie oceniać ludzi – w żadną stronę. A zaimponować może to, co ktoś ma w głowie, wiedza, doświadczenie, mądrość (a te przecież można czerpać z bardzo różnych źródeł), a nie to, że ktoś dużo czyta 🙂

  • Niespodziegadki

    Podpisujemy się rękami i nogami! Co najmniej kilka razy w miesiącu ktoś obrzuca nas pogardliwym spojrzeniem z serii „ta to ma życie, nic nie robi, tylko czyta” i wyjaśnia nam, że gdybyśmy miały inną pracę / urodziły dzieci / uprawiały sport / znalazły sobie zainteresowania / wstaw-co-chcesz, to byśmy tyle nie czytały, brrrr! Jednocześnie wszystkie te osoby nie mające czasu na jedną książkę w miesiącu zwykle śledzą pięćdziesiąt seriali i znają wszystkie durne filmiki z Youtube ;-))

    • No właśnie. I niech ludzie sobie znają seriale, filmiki, co tylko chcą, ale niech się kurczę odczepią i uszanują cudze pasje.

      Swoją drogą kiedy byłam w ciąży, to był jeden z moich ukochanych tekstów „teraz to musisz korzystać, czytać książki, bo potem nie będzie kiedy” <3 Dementuję – pierwsze sześć miesięcy urlopu macierzyńskiego to najwspanialszy czas na czytanie, a potem też się da 🙂

  • Ja rozumiem, że nie każdy musi uważać czytanie książek za rzecz pasjonującą. Znam osoby, które czytać nie lubią i choć przez to nie mam z nimi za dużo wspólnych tematów, szanuję ich zainteresowania i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby powiedzieć coś w stylu „wiesz, ja czytam książki, więc w przeciwieństwie do ciebie mam bogatą wyobraźnię i wiem dużo o świecie”. Co więc daje przeciwnej stronie prawo, żeby uznawać czytanie za oznakę braku zainteresowań i pasji?
    Gdybym była na Twoim miejscu i usłyszała ten komentarz o czytaniu, zalałaby mnie furia. Od razu, na miejscu.

    • No właśnie – ja naprawdę szanuję to, że ktoś może nie lubić czytania albo chociażby nie być takim maniakiem jak ja. Szkoda, że nie zawsze działa to w dwie strony 🙁 Na szczęście chociaż moi bliscy znajomi i przyjaciele (nawet ci niezbyt chętnie sięgający po książki) doskonale mnie rozumieją 🙂

  • Aleksandra Bernatek

    Też ostatnio w luźnej rozmowie wyszło, że „czytanie tylu książek” jest passe i że „ludzie z pasją nie mają tyle czasu na czytanie”. Cóż. Bardzo im współczuję w takim razie 😀

  • Pingback: Jak podróżować z łososiem - Umberto Eco - cytaty - Skrytka na kulturę()

  • Do levelu 100 trochę mi jeszcze brakuje, ale z drugiej strony czytanie to też nie wyścig, więc nie czytam dla numerków, a dla przyjemności 😉 W zeszłym roku 62 pozycje, w tym do tej pory 17 i też czasem słyszę skąd ja mam tyle czasu i czy coś poza czytaniem robię. Jedna spora różnica jest taka, że jeszcze nie posiadam dziecka 😉 Ale w sumie dziwią się równie bezdzietni znajomi.
    Skąd mam czas? Codziennie spędzam pół godziny w tramwaju, obiadu nie pochłaniam w 10 minut, a w 20 (choć wiem, że to niezdrowe łączyć jedzenie z czytaniem). Internet staram się wyłączać o 20-20:30, nie mam w domu telewizji, nie chodzę na imprezy. Oprócz tego jeżdżę na nartach, żegluję, podróżuję, pracuję, zajmuję się domem etc.

    Na zdziwione spojrzenia odpowiadam, że to wcale nie jest trudne znaleźć 15 minut dziennie na książkę (tylko ja czasem po prostu znajduję 1,5h ;)). Kwestia priorytetów i wyborów – gdyby każdy pasażer autobusu zamiast tapać w telefon wyciągał książkę na czas przejazdu to nagle by się okazało, że Polacy jednak czytają 🙂 Warto być ze sobą szczerym – wolę wieczorem posiedzieć przed komputerem, obejrzeć „M jak Miłość” czy inny program rozrywkowy czy może jednak poczytać książkę? Czy w niedzielę wolę zabrać całą rodzinę na kilka godzin do galerii handlowej czy możemy posiedzieć w domu i w międzyczasie poczytać? Tak naprawdę to rzadko kiedy „nie mamy czasu”, tylko dane czynności nie są dla nas na tyle istotne, żeby na nie swój czas przeznaczyć.

    • Mam podobną zasadę z internetem, tylko ja się staram odciąć od sieci o 21, do tej godziny zazwyczaj ogarniam jeszcze różne sprawy 🙂 I całkowicie się z Tobą zgadzam – wszystko jest kwestią priorytetów. A co do dziecka – zupełnie w czytaniu nie przeszkadza, zwłaszcza że wieczorami śpi 😀

  • „Chciałabym mieć tyle wolnego czasu” to jedno z moich ulubionych, które słyszę! Jeśli o czytanie, to mam tak samo jak ty. W ciągu dnia wykradam każdą wolną sekundę na to, aby przeczytać choćby stronę, a podróży autobusem nie wyobrażam sobie bez książki. Dla mnie to jest naturalne. Nie rozumiem jak większość ludzi nie jest w stanie na to wpaść 🙂
    Pozdrawiam!

    czytamogladampisze.blogspot.com

    • Dokładnie – czytanie jest czymś całkowicie naturalnym. Taka sama czynność, którą wykonuje się codziennie – jak jedzenie czy mycie się 🙂 Pozdrawiam <3

%d bloggers like this: