Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego – recenzja

To się nie mogło inaczej skończyć. Moje szaleńcze zaczytanie (i kupowanie, ale to przemilczmy) sprawiło, że teraz muszę (po prostu muszę!) opowiedzieć Wam o tylu książkach, że gdybym miała się ograniczać wyłącznie do niedzielnych recenzji, w życiu nie dałabym rady 🙂 Zresztą w tym tygodniu niedziela będzie należała do filmu, bo w końcu to będzie nasze małe, oscarowe święto i chcę Wam napisać o moim faworycie. W każdym razie – coś czuję, że na blogu będzie zdecydowanie więcej książek – zbyt dużo ich ostatnio czytam i zbyt dobre są to rzeczy. Nie bez znaczenia jest też to, że dostaję ostatnio naprawdę ciekawe propozycje recenzenckie i o ile dotychczas się zarzekałam, że współprace z wydawnictwami nie są dla mnie, że nie będę się zmuszać itp., tak raptem okazało się, że jeśli mam możliwość otrzymać egzemplarz świetnie zapowiadającej się, prawdopodobnie mądrej książki (którą sama bym sobie kupiła), to głupotą byłoby go nie przyjąć, prawda? Dlatego książkowych wpisów będzie więcej i mam nadzieję, że wszyscy się z tego cieszą 😀 W końcu kiedy już trafiam na coś dobrego, to bardzo chcę to polecić dalej i myślę, że szkoda byłoby tego nie robić wyłącznie ze względu na przyjętą przeze mnie zasadę jednej recenzji tygodniowo. Więc dziś opowiem Wam o książce, która – choć do wybitności jej daleko – jest zdecydowanie warta uwagi. Oto mroczny, depresyjny, momentami obrzydliwy Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego.

Seria Na F/Aktach

Zanim jednak przejdę do książki, powiem Wam parę słów o serii Na F/Aktach, bo jest ona warta uwagi. To jedna z ciekawszych serii wydawniczych, jakie pojawiły się w ostatnich latach w księgarniach i myślę, że nie trzeba jej nikomu specjalnie przedstawiać. Gdyby jednak ktoś z Was nie kojarzył o co chodzi, w skrócie powiem, że jest to cykl powieści dokumentalnych, a więc sfabularyzowanych historii, opartych na prawdziwych wydarzeniach. W tym przypadku materiałem wyjściowym są akta sądowe, a historie bazują na rzeczywistych zbrodniach. Pomysł jest jak na polski rynek oryginalny i ciekawy, zwłaszcza, że w projekcie biorą udział pisarze, którzy się na swoim fachu znają i można od nich oczekiwać pracy co najmniej przyzwoitej. Zresztą przeczytałam już większość pozycji z serii i muszę Wam powiedzieć, że naprawdę warto po nie sięgnąć, choćby po to, żeby zobaczyć, jak różnie można interpretować podobny temat – od historii niemalże reporterskiej (Bestia Magdaleny Omilinanowicz), po powieść typowo obyczajową, wręcz wspomnieniową jaką jest Smutek cinkciarza Sylwii Chutnik. Na blogu opowiadałam Wam o tylko przegenialnej Innej duszy Łukasza Orbitowskiego (klik) i myślę, że kiedy połknę już wszystkie książki z serii (czyli niedługo!) zrobię jakiś zbiorczy wpis. Dziś zaś biorę w moje ręce pierwszą wydaną w cyklu Na F/aktach powieść, czyli Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego.

Kryminalne Bildungsroman

On opowiada. O sobie, o swoim życiu, o swojej historii, o rodzinie, o religii, o samotności. Spokojnie, nieco monotonnie, bez fajerwerków. Lecz z każdą stroną w tę zwyczajną opowieść o człowieku zaczynają się wkradać dysonanse. Zgrzyty. Coś złego. Z każdą stroną jego życie – z pozoru zwyczajne życie w PRL-u i III RP okazuje się być coraz straszniejsze, coraz bardziej udupiające, i niszczące, a on upadla się coraz bardziej, nie do końca zdając sobie z tego sprawę.

Nie jest żadną tajemnicą, że Preparator opowiada o zbrodni, o obrzydliwym mordercy, który popełnił szereg najbardziej szokujących i naruszających podstawowe normy społeczne rzeczy. To historia człowieka, który się stoczył, człowieka, który dokonał najstraszniejszych czynów. To monolog mordercy, słowa upadłego. Gawęda zbrodniarza, która jest tłem dla kwestii elementarnych. Bo Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego stawia nam pytanie: skąd w ludziach bierze się zło i przez dwieście stron próbuje na nie odpowiedzieć. Bo człowiek nigdy nie wie, co w drugim siedzi… mówi on, ten anty-bohater, a my możemy się tylko zastanawiać, ilu wśród nas jest takich ludzi – postawionych pod ścianą, gniotących w sobie złość, nienawiść i poczucie rozczarowania? Jak na młodego człowieka może wpłynąć brak miłości i wsparcia ze strony rodziców? Ile znaczy ciepły, normalny dom? Jaki wpływ na nas ma nasza pozycja społeczna, nasza praca i spełnienie w życiu osobistym? A może zło po prostu w nas siedzi, może się już tacy urodziliśmy? Te pytania udało się postawić autorowi jednocześnie nie wywołując w czytelniku poczucia żalu czy utożsamienia się z mordercą. Nie jest celem tej książki  usprawiedliwianie czy wywołanie jakichkolwiek pozytywnych uczuć w stosunku do tego człowieka.

Ciekawa forma, ciekawa treść

Najbardziej oryginalnym elementem powieści jest jej forma. Historię mordercy poznajemy poprzez monolog, strumień świadomości. Punktem wyjściowym jest wywiad – z dziennikarzem, a może prokuratorem? Tego nie wiemy. Jednak rozmowa pojawia się sporadycznie i jest sposobem na wprowadzenie czytelnika w kolejny rozdział historii, ewentualnie ma nakierować go na właściwiwy tor myślenia, wprowadzić dysonans. Bardzo lubię takie opowieści, zwłaszcza jeśli są napisane w sposób nieprzytłaczający – a taki właśnie jest Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Mimo ściany tekstu czyta się go błyskawicznie, niemalże lekko.

Z drugiej strony samą treść trawi znacznie dłużej. I tu zawiodą się Ci, którzy szukają typowego kryminału, bo Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, to opowieść o człowieku, o ludzkiej psychice i o tym do czego można ją doprowadzić. To opowieść o tym gdzie leży granica, to opowieść o tym, jak rodzi się zło. To powieść mądra, skłaniająca do przemyśleń i refleksji, nie szukająca poklasku i taniej sensacji. Dobrze napisana, z takim wyważeniem, spokojem i rozsądkiem.


Preparator Huberta Klimko-Dobrzanieckiego to książka dobra. Może nie najlepsza w serii, może nie wybitna, ale ciekawa w formie, ciekawa w treści, wciągająca i – mimo przecież trudnego, ciężkiego tematu – lekka w odbiorze. Polecam ją wszystkim wielbicielom dobrej prozy, którzy nie boją się stawiania pytań o źródło i naturę zła i którzy nie lękają się zmierzenia się z najgorszym ludzkim upodleniem. Nie jest to książka dla osób oczekujących klasycznego kryminału, z zachowanymi regułami gatunku, bo Preparator to raczej powieść psychologiczna, obyczajowa, w której morderstwo wisi nad czytelnikiem, prześladuje go, ale stanowi pretekst do rozmowy o ludzkiej naturze i o tym, jak rodzi się zło. Ja polecam, bo to naprawdę kawał dobrej, mocnej, a przede wszystkim wartościowej prozy.

Moja ocena: 7/10

  • Czytałam i przyznaję, że „Preparator” zrobił na mnie wrażenie. Zgadzam się z Tobą odnośnie do całej serii – uwielbiam, po kolejne książki sięgam w ciemno. Zostały mi jeszcze dwie (może trzy), do których wkrótce na pewno się dorwę.

  • Lubię serię na „Na F/Aktach” i prozę Huberta Klimko-Dobrzanieckiego, więc to oczywiste, że „Preparatora” mam w swoich czytelniczych planach. Jednak po przeczytaniu tej recenzji mam ochotę lecieć do księgarni i od razu ją kupić 🙂

  • Kocham Cię moje życie blog

    Coraz więcej dobrego czytam o tej serii, czas chyba bym się sama o niej przekonała 🙂

%d bloggers like this: