Osiołkiem Andrzeja Stasiuka – recenzja

Ostatnio znowu jestem w ciągu. W ciągu czytelniczym, bo – pomijając jedną wpadkę – trafiam na same wspaniałe książki. I cierpią na tym wszyscy. Cierpię ja – bo muszę się jednak od czasu do czasu od nich odrywać i… no nie wiem… zająć się dzieckiem? Cierpią na tym filmy nominowane do Oscarów, bo nie chce mi się ich oglądać, wolę czytać. Cierpi na tym Paweł, bo musi oglądać te filmy sam. Dramat, mówię Wam 😀 W każdym razie – winowajców takiego stanu rzeczy jest kilku i będę Wam o nich tu sukcesywnie opowiadać, żebyście też trochę pocierpieli. A dziś przedstawiam Wam pierwszego z listy przeszkadzaczy w normalnym życiu, czyli Osiołkiem Andrzeja Stasiuka – książkę nie dla każdego, książkę specyficzną, ale naprawdę bardzo, bardzo dobrą.

O co chodzi?

Osiołkiem Andrzeja Stasiuka to zapis pewnej podróży. Podróży Osiołkiem, czyli starym wysłużonym przyjacielem – samochodem. Nie jest to jednak ani reportaż, ani powieść drogi, ani dziennik. Autor po prostu opisuje jazdę po Słowacji, Ukrainie, Rosji i Kazachstanie. I im dalej na wschód, tym mniej robi się realnie, a bardziej sennie, onirycznie. Im dalej na wschód tym droga bardziej hipnotyzuje, myśli zaczynają żyć swoim życiem, refleksja staje się głębsza, a to co rzeczywiste miesza się z tym, co wyobrażone.

Nie obchodzi mnie, dokąd jadę. Obchodzi mnie tylko to, co widzę. Nic więcej. Kurz, światło, kształt, cień. Obchodzi mnie, jak się ściemnia i gaśnie dzień. Jak to wszystko zamiera i zamienia się w czerń, w nicość.

Osiołkiem Andrzeja Stasiuka to zbiór przemyśleń, luźnych, spontanicznych refleksji o wszystkim i o niczym. O krajach, przez które Osiołek przejeżdża, o ludziach, o życiu, o podróżowaniu, o sensie życia, bólu pleców i – oczywiście – o samochodach. No właśnie! Zanim przejdę do spraw poważniejszych, muszę najpierw odpowiedzieć na pytanie, które zapewne kołacze się w głowach wielu z Was. Otóż…

Czy Osiołkiem Andrzeja Stasiuka to książka o samochodzie?!

Takie pytanie zadawałam sobie przed lekturą i powiem szczerze, że było ono podszyte pewnym lękiem. Bo ja samochodów nie lubię. To znaczy lubię je o tyle, o ile służą mi one do w miarę wygodnego przemieszczania się z miejsca na miejsce, lubię nimi podróżować (milion razy bardziej niż samolotami, których się boję i pełnymi ludzi pociągami), ale zupełnie mnie one nie interesują. Kupa żelastwa, która ma spełniać swoją rolę. Więc sami rozumiecie, że 200 stron poświęconych wyłącznie temu tematowi mogłoby być dla mnie nieco… hmmm… przytłaczające? Trochę sytuację ratowało to, że autorem książki jest Andrzej Stasiuk, a więc człowiek, który potrafi mówić w sposób fascynujący i trafiający do mojego serducha niemalże o wszystkim. Ale mimo to. Trochę się bałam.

I oczywiście okazało się, że bałam się niesłusznie. Bo faktycznie, jeśli miałabym wskazać głównego bohatera tej gawędy, to byłby to – poza narratorem oczywiście – samochód. Osiołek. Stary, wysłużony druh, wierny pies, przyjaciel, którego Stasiuk zabiera na prawdziwie męską wyprawę. Jednak – poza nielicznymi mechanicznymi wtrętami – Osiołkiem jest opowieścią o miłości. O miłości do samochodów (ale wiecie, tych prawdziwych samochodów, z duszą), do przemieszczania się, do przestrzeni, do drogi, która się nigdy nie kończy, do życia. Miłości trudnej, szorstkiej, męskiej. I mimo że cały czas przewija się tu Osiołek, który momentami przybiera postać jeśli nie ludzką, to na pewno zwierzęcą i znajdziemy tu trochę refleksji samochodowych, to Osiołkiem zdecydowanie nie jest książką o motoryzacji i doskonale nadaje się dla osób takich jak ja, które zapytane o to, jakie chciałyby mieć auto, bez skrępowania mówią: niebieskie.

Po co właściwie czytać Osiołkiem?

Bo Osiołkiem Andrzeja Stasiuka to prawdziwa literacka przyjemność. To książka, którą czyta się po to, żeby ją czytać. Nie dla wartkiej akcji, nie dla wielkich emocji, nie dla poznania świata, tylko dla najczystszej literackiej frajdy. Dla smakowania słów, dla licznych uśmiechów – rozbawienia, ale też zrozumienia czy poczucia wspólnoty myśli z autorem. Dla refleksji, dla innego spojrzenia na świat. Dla Andrzeja Stasiuka. Osiołkiem to nie jest literatura, która ma ambicje, by zmienić świat, by wpłynąć na czytelnika, narzucić mu swój punkt widzenia. Nic z tych rzeczy. Stasiuk sobie opowiada, a kto chce, ten przychodzi i słucha. I słucha. I cieszy się drogą. Bo jeśli w życiu i w podróży, to droga jest najważniejsza – nie cel, to tak w Osiołkiem Andrzeja Stasiuka najważniejsza jest gawęda, słowo i opowieść, a nie wielki, emocjonujący finał pełen fajerwerków. 

(…) Ale takie czasy, że wszyscy jeżdżą. W celu poznawania świata oraz uzyskania wiedzy. Prawdopodobnie bardzo przydatnej. Ja nie miałem złudzeń. Jechałem, żeby sobie pojeździć. Żeby sobie różne rzeczy powyobrażać przez te wszystkie długie, nudne dni, gdy się będę tłukł pustawymi, dziurawymi drogami (…)

Nie bez znaczenia jest to, że książka jest pięknie wydana. Mówi się, że nie należy oceniać książki po okładce, ale jeśli świetna książka ma przy okazji cudną, idealnie współgrającą z treścią okładkę i przyjemny w dotyku papier, to jest to sytuacja absolutnie idealna! No i powiem Wam, tak już zupełnie na marginesie, że narobiłam sobie wielkiej ochoty na bezkresne stepy Kazachstanu, Rosję, Ukrainę i w ogóle taką podróż. Że wsiadasz, jedziesz, patrzysz, boli tyłek, jedziesz, zastanawiasz się, po co to wszystko, patrzysz, myślisz, jedziesz. Marzenie do realizacji za lat sto, ale co tam.


Osiołkiem Andrzeja Stasiuka to taka książka, w którą się po prostu wpada. I czyta. I słucha tej gawędy, tej opowieści, w której to co prawdziwe, miesza się z tym co zmyślone, a jednostajny pejzaż za oknem samochodu, z tym co siedzi w głowie autora. To zdecydowanie nie jest pozycja dla osób, które szukają akcji, porywającej fabuły czy nawet reporterskich opisów otaczającego świata. Zachwycą się zaś Ci, którzy lubią styl Stasiuka i Ci, którzy lubią literaturę nieoczywistą i wymykającą się schematom. Ja polecam, ale to już chyba wiecie 🙂

Moja ocena: 8/10

PS Za książkę dziękuję Wydawnictwu Czarne.

  • Lubię takie opowieści z podróży! Odkąd przeczytałam ‚Zieloną sukienkę’ Małgorzaty Szumskiej o jej podróży śladami historii jej dziadków częściej sięgam po takie książki! Z chęcią zapoznam się też z ‚Osiołkiem’ 😉

  • Aleksandra Bernatek

    „… narobiłam sobie wielkiej ochoty na bezkresne stepy Kazachstanu, Rosję,
    Ukrainę i w ogóle taką podróż. Że wsiadasz, jedziesz, patrzysz, boli
    tyłek, jedziesz, zastanawiasz się, po co to wszystko, patrzysz, myślisz,
    jedziesz”. – po przeczytaniu tej recenzji mam dokładnie tę samą ochotę 😀

%d bloggers like this: