3 razy Oscary 2017, czyli na skróty przez obejrzane filmy #1

Oscarowe szaleństwo uznaję za oficjalnie rozpoczęte! Do rozdania nagród został niecały miesiąc, więc trzeba się spieszyć z oglądaniem! A żeby trochę ułatwić Wam decyzję – co obejrzeć najpierw, a co w sumie można sobie darować – zaczynam dziś mój coroczny, oscarowy cykl i mam dziś dla Was pierwszą porcję nominowanych filmów 🙂 Dwa z głównej kategorii i jeden animowany. Poza tym oczywiście na blogu znajdziecie moją recenzję La La land (klik). To co? Oglądamy? 😀

Aż do piekła, reż. David Mackenzie

O co chodzi: dwóch braci napada na banki, policjant ich ściga, kryzys, Ameryka, trochę Telma i Louise, ale po męsku.

Czy warto: nooo… kiedy oglądałam Aż do piekła uznałam, że jest to bardzo dobry film. Dobrze zagrany, z ładnymi zdjęciami, ciekawą historią i nawet niezłym napięciem. Szkoda tylko, że po 20 minutach od seansu nie pamiętałam: a) jak się ten film nazywał, b) o czym właściwie był, c) czy mi się podobał. Więc chyba tym razem nie powiem Wam czy warto – musicie przekonać się sami 🙂

Dla kogo: dla wielbicieli specyficznego kina, w którym opowieść i bohaterowie jest ważniejsza od akcji oraz dla tych, którzy nie lubią banków.

Moja ocena: 6/10

Nowy początek, reż. Denis Villeneuve

O co chodzi: filmowi kosmici znowu przylecieli na Ziemię, ale na szczęście tym razem jest trochę inaczej niż zazwyczaj, bo przede wszystkim trzeba się z nimi jakoś dogadać.

Czy warto: tak! Tak! Tak!!! Dawno nie oglądałam tak pięknego wizualnie (zdjęcia są po prostu mistrzowskie!), wciągającego, zaskakującego filmu. Trochę się bałam kolejnego sci-fi, ale zupełnie niepotrzebnie, bo Nowy początek to przede wszystkim opowieść o komunikacji i o ludzkiej psychice. Obraz, który stawia pytania, porusza, a przede wszystkim nie pozwala oderwać od siebie wzroku. Trochę jest tam może nielogiczności, ale są one naprawdę niewielką wadą i nikną gdzieś w doskonałości tego filmu.

Dla kogo: dla każdego, kto płakał z rozpaczy na Dniu Niepodległości: Odrodzenie. Ku pokrzepieniu serc.

Moja ocena: 9,5/10

Zwierzogród, reż.  Byron Howard, Rich Moore

O co chodzi: utopijny świat zwierząt ze stolicą w Zwierzogrodzie, młoda policjantka Judy Hopps (mały, ale bardzo dzielny królik), lis drobny cwaniaczek, kreskówka kryminalna i bardzo śmieszne leniwce.

Czy warto: Tak! Bardzo obawiałam się tego filmu, bo szczerze mówiąc pewna różowa świnka i jej mały brat George obrzydzili mi kreskówki na dobre (moje dziecko kocha tę cholerną świnię, ma nawet maskotę Peppę, bo kiedyś na nas wymusił w sklepie…). A tu – przemiłe zaskoczenie! Film jest naprawdę śmieszny, główni bohaterowie przeuroczy, rysunki ładne, a całość ogląda się fantastycznie. Dawno się tak pysznie nie bawiłam na animacji, dawno się tak nie chichrałam – a o to przecież tu chodzi, prawda?

Dla kogo: dla dzieci, ale przede wszystkim dla dorosłych widzów, którzy lubią trochę banalne filmy o spełnianiu marzeń (ale wstydzą się do tego przyznać). I dla wszystkich lubiących się śmiać.

Moja ocena: 8/10

%d bloggers like this: