23 książkowo-blogowe fakty o mnie

Widziałam takie wpisy już na kilku blogach i spodobały mi się tak bardzo, że po prostu musiałam się z Wami podzielić moimi czytelniczo-blogowymi faktami. Ekshibicjonizm nie wytrzymał 😀 A więc: dlaczego kompulsywnie kupuję książki i właściwie nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia? Ile razy czytałam Harry’ego Pottera? Jaka jest najważniejsza powieść mojego życia? I kiedy w ogóle znajduję czas na czytanie? Ciekawi? Oto 23 książko-blogowe fakty o mnie 😀

1. Nałogowo i kompulsywnie kupuję książki. Mam w domu naprawdę dużo nieprzeczytanych pozycji, ale nie miewam z powodu moich zakupów większych wyrzutów sumienia. Dlaczego?

2. Po pierwsze dlatego, że uważam książki za największą wartość i największy skarb, jaki można trzymać w domu. Bogactwo intelektualne tylu ludzi, ich wiedzę, wrażliwość, myśli – to wszystko mam na wyciągnięcie ręki.

3. Po drugie kupuję książki w ilościach hurtowych dlatego, że pięknie ozdabiają dom (w którym poza tym panuje totalny minimalizm meblowy), dają mi poczucie bezpieczeństwa i wierzę, że będą bogactwem, które przekażę potomnym.

4. Jednak ponieważ zdaję sobie sprawę z ograniczeń przestrzeni (a i tak mamy spore mieszkanie…), to kupuję przede wszystkim klasykę, ambitną literaturę współczesną, reportaż, a także książki ukochanych pisarzy. Paweł kolekcjonuje fantastykę. Kryminały, obyczajówki lub pozycje co do których nie mam pewności, że mi się spodobają czytam zazwyczaj w ebookach.

4. Moja ulubiona pora dnia na czytanie to poranek. Nie mam niestety zbyt często szans na łóżkową sesję z kawą i powieścią, bo syn wstaje wcześniej niż ja i oczywiście chce się bawić.

5. Kiedy więc czytam najchętniej? O ile nie mam nic pilnego do zrobienia, to między 14, a 16, kiedy Gryzak ma drzemkę, a także wieczorami (choć wieczorami częściej oglądam filmy/seriale). Czasami, gdy Syn ma lepszy dzień zdarza mi się łyknąć parę stron, kiedy on jeździ autami/bawi się klockami 😉 Poza tym każda podróż – samochodem, autobusem – to książka.

6. Chyba mam dobry wpływ na moje dziecko, bo on też jest zagorzałym czytelnikiem 😀 Ma dopiero 20 miesięcy, a potrafi sam, przez 15-30 minut czytać książki. I on je czyta naprawdę – to znaczy słyszę jak mówi: brum brum/am am/nie albo inne słowa, którymi opisuje to co widzi. Lubimy też czytać razem – najbardziej wierszyki. Ostatnio króluje Wanda Chotomska i Julian Tuwim. Słonia Trąbalskiego znam na pamięć.

7. Czytam średnio 5-8 książek miesięcznie. Chociaż zauważyłam, że im dalej w życie, tym więcej ich pochłaniam. Książkoholizm wciąga!

8. Czytam właściwie wszystko, co stanowi pewien problem, bo mój głód literatury jest ogromny. Ambitna proza, klasyka, mieszają się u mnie z fantastyką, kryminałem, reportażem, biografią i od czasu do czasu romansem. Nie lubię za to typowych, babskich powieści obyczajowych i science fiction, ale i tu robię wyjątki.

9. Szczególne miejsce w moim sercu (i na moich półkach) mają książki o filmie. Bo to właśnie kino jest moją drugą, nowszą niż literatura pasją.

10. Moi ukochani pisarze, których książki kupuję w ciemno to Andrzej Sapkowski, Szczepan Twardoch, Marek Krajewski, Haruki Murakami i Majgull Axelsson.

11. Jednak najważniejszą książką w moim życiu, książką, która mnie ukształtowała i zdefiniowała, która nadaje mojemu życiu sensu jest Mistrz i Małgorzata Bułhakowa. Pierwszy raz przeczytałam ją mając chyba 15 lat i absolutnie ją pokochałam. Na zawsze.

12. Niewiele jest książek, które czytałam więcej niż jeden raz. Co ciekawe – wszystkie poza Mistrzem i Małgorzatą to książkowe serie. Są to: Saga o Wiedźminie (nie wiem ile razy, ale co najmniej 3, w tym roku chcę ją odświeżyć), Jeżycjada (te ulubione książki z serii to naprawdę znam na pamięć i regularnie sobie odświeżam), Harry Potter (po polsku jakieś 5-6 razy każdy tom plus po angielsku po razie, też będę sobie odświeżać).

13. Ulubione książki z dzieciństwa: Oto jest Kasia Miry Jaworczakowej i Bracia Lwie Serce Astrid Lindgren.

14. Nie lubię Dzieci z Bullerbyn. Zawsze wydawały mi się potwornie mdłe.

15. Zazwyczaj czytam po 3-4 książki na raz. Naprzemiennie coś lekkiego, coś ambitnego i non-fiction.

16. Uwielbiam grube książki, ale – o ile nie są tak wciągające jak na przykład książki Martina – to czytam je z przerwami. Kilka dni czytania grubasa, kilka dni przerwy na coś cieńszego.

17. 6 na 7 wieczorów w tygodniu zasypiam z nosem w książce i zapaloną lampką nocną.

18. Pochodzę z czytającego domu. Czyta moja mama, mój tata, moja babcia, moja ciocia. Czyta też mój mąż. Czytają moi najbliżsi przyjaciele i znajomi.

19. Pierwszego bloga (stricte książkowego) założyłam tylko dlatego, że kocham czytać, a potem o tym pisać. Nie miałam pojęcia, że można współpracować z wydawnictwami, dostawać jakieś bonusy albo – o zgrozo – zarobić na tym choćby złotówkę.

20. Zresztą nadal nie prowadzę bloga dla zysku. Po prostu muszę mieć miejsce do dzielenia się wrażeniami.

21. Nie współpracuję też z wydawnictwami i autorami, miałam kilka prób i to nie dla mnie. Choć tu ostatnio trochę się łamię, bo nawiązałam kontakt z pewnym wydawnictwem, którego książki bardzo, bardzo cenię i tak sobie myślę, że jestem otwarta na inne interesujące propozycje. Może nawet zrobię zakładkę współpraca 🙂 Natomiast nigdy więcej nie zobowiążę się do przeczytania i napisania o pozycji, po którą normalnie bym nie sięgnęła. Fuj.

22. Nie marzę za to o napisaniu książki. Owszem – mam pomysły, mam jakieś swoje światy (jak chyba każdy książkoholik), ale zupełnie mnie nie kusi, żeby przelewać je na papier. Na razie. Po drugie – kiedy już coś piszę od serca, to wychodzi taka depresyjna kupa, a ja bym chciała tak ładnie, jakąś fantastykę czy coś. Kiedyś Orbitowski powiedział, że jest taką literacką Buką. No. To gdybym pisała książki, to byłabym literackim Voldemortem 😉

23. Raczej nie czytam przy jedzeniu. Piję za to dużo herbaty.


I co? Też tak macie? 😀 Widzicie jakieś podobieństwa i wspólne punkty? Koniecznie dajcie znać 🙂

  • „Mistrz i Małgorzata” oraz „Zbrodnia i kara” to dwie lektury, które zapamiętam do końca życia! Tak mi się podobały. Z książek, które przeczytałam kilka razy wymienić mogę jedynie „Małego księcia”, generalnie nie wracam do tego co już czytałam, bo szkoda mi historii, których jeszcze nie odkryłam. I zawsze podziwiałam ludzi, którzy potrafią czytać kilka książek na raz. Nie wyobrażam sobie;)

    • „Zbrodnia i kara” to jedna z moich ukochanych lektur szkolnych <3 I mi też generalnie szkoda czasu na czytanie tych samych książek, ale te które wymieniłam są dla mnie bardzo ważne i wracam, żeby poczuć ich niesamowity klimat. Prawda jest też taka, że przez lata prawie żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak te które wymieniłam 🙂

  • Agata Tuchaj

    Dzisiaj trafiłam na „skrytkę” i bardzo mi się tu spodobało!Mamy dość podobne gusty literackie,oczywiście są wyjątki,ale muszą być dla potwierdzenia reguły:)- będę systematycznie zaglądać – pozdrawiam 🙂

  • Jak można nie lubić „Dzieci z Bullerbyn”? 😉 Przeczytałam ponad 20 razy 😉
    Ja to mam tak, że jeśli mam kupić sobie nowy kosmetyk czy inną rzecz, to zawsze wybiorę książkę.

  • Bardzo fajne! 🙂 5-8 książek miesięcznie… Masakra! Ja bym byla zadowolona z powiedzmy 12/rok 🙂 choć słuchanie audiobookow, które okryłam na macierzyńskim trochę poprawia mój wynik.

    • Mi się właśnie jakoś ciężko słucha teraz audiobooków. Przy Gryzaku się nie da, bo za bardzo hałasuje, a jak śpi, to boję się, że go nie usłyszę. Więc odpalam je tylko w czasie sprzątania i pod warunkiem, że jest w domu mój mąź 🙂 Ale jak Syn był młodszy, to namiętnie słuchałam – podczas karmienia piersią i na spacerach, kiedy spał w wózeczku 🙂

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Mamy ze sobą sporo wspólnego. Też czytałam Pottera kilkukrotnie i kupuję książki namiętnie. Boję się, że życia mi nie straczy, by je wszystkie przeczytać.
    Ja najbardziej lubię czytać pomiędzy 18 a 21- dzieciaki, teraz zimą już o tej porze śpią.

    • 18! Ale masz dobrze <3 U nas sen przychodzi około 20, ale za to zazwyczaj rano możemy sobie pospać do 7, więc nie marudzę 😀
      A poza tym – ja jestem pewna, że nie przeczytam wszystkich książek, które mam w domu 😉 Zwłaszcza po tym, jak przejęłam znaczną część bibliotek mojej babci i mojej cioci – musiałabym nic nie kupować przez kilka lat 😀

  • Beata Gołembiowska Nawrocka

    Jeżycjada – to też moja ulubiona lektura. Zaraziłam ją moje córki. Dowcipy i powiedzonka Musierowicz na stałe weszły w nasz domowy żargon. Gratuluje Magdo takiego apetytu na książki. Ja niestety sobie „pozwalam” na dwie miesięcznie. Natomiast z filmami jest znacznie lepiej.

    • Każdy czyta ile lubi i ile może i tu chyba nie ma czego gratulować 🙂 A Musierowicz jest najlepsza <3 I faktycznie, zdarza mi się używać fragmentów książek w codziennych rozmowach – czasem nieświadomie. Zapamiętałam też te co ładniejsze zwroty i potem odnajduję je gdzie indziej 🙂
      Na przykład – bardzo mi się spodobało, kiedy dziadek Borejko rozmawiał z Laurą o Pyziaku i tłumaczy jej, że ona wcale nie jest do niego tak bardzo podobna, jest "coctailem genów". Zachwyciłam się. "Coctail genów" – jak ładnie to brzmi. A po paru latach czytam sobie "Lolitę" i tam, jak byk – jest ten "coctail genów" 😀 Przypadek? Nie sądzę 😉 Swoją drogą to wcale nie jest dziwne, że dziadek Borejko mówił Nabokovem, bo przecież czytał go bardzo namiętnie 😀

  • Agata

    Oplułam ekran komputera przy „literackim Voldemorcie” 😀 😀 W punktach 1-3, 8, 15, 21 i 23 zgadzamy się całkowicie. Sapkowskiego kocham i uwielbiam, a saga o Wiedźminie i Harry Potter to jedne z nielicznych sag, które czytałam więcej niż raz.
    Namiętnie kupuję książki dla dzieci (na „zaś” i z racji wykonywanego zawodu).
    Książka życia „Sto lat samotności”, ale „Mistrz i Małgorzata” jest tuż, tuż zaraz 🙂
    Też pochodzę z czytającego domu, mama czyta nawet więcej niż ja.

    • Przybijam piątkę! 😀 Przypomniałaś mi znowu o „Sto lat samotności”! Muszę sobie wreszcie odświeżyć tę książkę. Właśnie policzyłam i czytałam ją 16 lat temu, a mimo to coś tam jeszcze z niej pamiętam. To już o czymś świadczy 🙂

  • Ja za to chętnie podejmuje współpracę, ale tylko wtedy gdy książka mnie rzeczywiście interesuje. Najbardziej cieszą mnie te z wydawncitwami dziecięcymi, bo tworzę biblioteczkę moim córkom.
    Więcej o moim czytaniu
    http://degustatorka.blogspot.com/2016/09/10-faktow-o-moim-czytaniu-czyli-pozeram.html

    • Dlatego właśnie powoli myślę, żeby się na takie współprace otworzyć 🙂 Zwłaszcza z książkami dla dzieci to świetna sprawa i momentami żałuję, że o nich nie piszę na blogu 🙂

  • Ponawiam pytanie: jak można nie lubić „Dzieci z Bullerbyn”??? 🙂 To jedna z moich pierwszych samodzielnie przeczytanych książek. Ulubiona w dzieciństwie. Razem z „Anią z Zielonego Wzgórza” czytałam ją wciąż i wciąż od nowa. Niestety oba egzemplarze zaginęły podczas przeprowadzek 🙁
    U mnie tez czytajęca rodzina 🙂 Mam w głowie takie wspomnienie: lato, kemping w Dziwnówku, mała niała przyczepa, od dwóch dni leje bez przerwy, mój młodszy brat się nudzi, a mama, tata i ja czytamy kolejne tomy „Pana samochodzika” (każdy ma swoją książkę) ponaglając się bez przerwy i wyrywając sobie nawzajem kolejne części 🙂

    • Wiedziałam, że Was te „Dzieci z Bullerbyn” zbulwersują 😉 A tak poważnie – zupełnie mi ta książka nie leżała. Pamiętam, że podchodziłam do niej dobrych kilka razy, ale nie daję głowy, czy kiedykolwiek skończyłam. Nie potrafiłam się w nią wczuć. A „Pan Samochodzik” – ach! Jak ja się nim zaczytywałam w dzieciństwie <3

  • Beata Gołembiowska Nawrocka

    Co jakiś czas sięgam po Nad Niemnem. Niby to staroświeckie, ale dla mnie ma wiele uroku. No i ta idealna miłość! Moja 30-letnia córa co jakiś czas też zagłębia się w Nad Niemnem i wtedy pytam ją -„czy już pocałował skraj jej sukni?”

    • Czytałam „Nad Niemnem” dawno temu, w liceum i pamiętam tylko, że bardzo mi się podobał klimat tej powieści 🙂 Od czasu do czasu myślę, żeby do niej wrócić 🙂

  • Weronika

    Miło było poczytać.
    Też kupuję książki nałogowo i czytam po kilka jednocześnie.

    Pozdrawiam i mam zamiar wpadać częściej

  • Dzisiaj wpadłam do Ciebie po raz pierwszy i nadrabiam 😉 W kilku punktach odnajduję 100% siebie – 7, 8, 11 i 12 to cała ja.
    Ale akurat Dzieci z Bullerbyn uwielbiam 😉
    Czytam po 2-3 książki na raz, a mój mąż nie może się nadziwić jak ja to ogarniam. A ja po prostu mam w głowie drzwi do różnych światów i wystarczy otworzyć odpowiednie, by w danym świecie się znaleźć.

%d bloggers like this: